O dłonie warto dbać tak samo jak o twarz, choć mam wrażenie, że często o nich zapominamy.
To właśnie skóra dłoni jest codziennie narażona na mycie, detergenty, zmiany temperatury czy kontakt ze środkami dezynfekującymi. Z czasem może stać się sucha, szorstka i mniej elastyczna, dlatego od czasu do czasu lubię zafundować jej coś więcej niż zwykły krem.
Tym razem sięgnęłam po SHEHAND - aktywny kolagen do dłoni w masce anti-age.

Jego wnętrze to dość bogata formuła, w której znajdziemy:
To właśnie skóra dłoni jest codziennie narażona na mycie, detergenty, zmiany temperatury czy kontakt ze środkami dezynfekującymi. Z czasem może stać się sucha, szorstka i mniej elastyczna, dlatego od czasu do czasu lubię zafundować jej coś więcej niż zwykły krem.
Tym razem sięgnęłam po SHEHAND - aktywny kolagen do dłoni w masce anti-age.

Jego wnętrze to dość bogata formuła, w której znajdziemy:
- kolagen biotechnologiczny,
- mucynę ślimaka,
- witaminę B3 i B12,
- olej owsiany,
- lanolinę,
- algi koralowe,
- masło shea.

Takie połączenie ma przede wszystkim intensywnie nawilżać, odżywiać, wygładzać i wspierać regenerację skóry dłoni. Producent zaleca stosowanie maski szczególnie na noc, a dla mocniejszego efektu można nałożyć na dłonie bawełniane lub foliowe rękawiczki.
Na uwagę zasługuje również zapach - maska pachnie naturalnym olejkiem ylang-ylang. Jest elegancki, kobiecy i zdecydowanie dodaje całemu zabiegowi przyjemnego charakteru.

Kosmetyk otrzymujemy w niewielkim, charakterystycznym dla serii SHEHAND opakowaniu o pojemności 80 g.

Wizualnie produkt prezentuje się bardzo estetycznie i od razu kojarzy się z kosmetykiem przeznaczonym do bardziej intensywnej pielęgnacji. Opakowanie jest poręczne, dzięki czemu łatwo znaleźć dla niego miejsce na półce czy w kosmetyczce.

Sama maska ma bogatą, gęstą, kremową konsystencję. I właśnie to od razu mi się w niej spodobało - czuć, że nie jest to zwykły lekki krem do rąk, ale kosmetyk przeznaczony do konkretnego, regenerującego zabiegu.
Już po pierwszej aplikacji dłonie są wyraźnie bardziej miękkie i wygładzone. Maska zostawia na skórze przyjemną, otulającą warstwę, dlatego najbardziej lubię stosować ją wieczorem, kiedy mogę dać jej trochę więcej czasu na działanie.
Najbardziej przekonuje mnie efekt na suchej, szorstkiej skórze. Dłonie są przyjemniejsze w dotyku, wyglądają na bardziej zadbane i mam wrażenie, że odzyskują komfort, którego czasami brakuje im po całym dniu.
Dla mnie jest to zdecydowanie produkt typu „domowe spa”. Jest dość tłusto. Tego nie ukrywam. Dlarego nie sięgam po niego przy każdym smarowaniu dłoni, ale kiedy skóra potrzebuje mocniejszego odżywienia. Sprawdza się znacznie lepiej niż zwykły krem. To jeden z tych kosmetyków, przy których można naprawdę poczuć, że dłonie dostały coś więcej niż codzienną porcję kremu. Jeśli macie przesuszoną skórę dłoni i lubicie domowe zabiegi pielęgnacyjne, zdecydowanie warto dać mu szansę. A najlepiej zrobić to tuż przed dnem, wówczas wszystko pięknie się wchłonie, a rano będzie czuć ten przyjemny efekt odpowiednio nawilżonej delikatnej skóry.
- mucynę ślimaka,
- witaminę B3 i B12,
- olej owsiany,
- lanolinę,
- algi koralowe,
- masło shea.

Takie połączenie ma przede wszystkim intensywnie nawilżać, odżywiać, wygładzać i wspierać regenerację skóry dłoni. Producent zaleca stosowanie maski szczególnie na noc, a dla mocniejszego efektu można nałożyć na dłonie bawełniane lub foliowe rękawiczki.
Na uwagę zasługuje również zapach - maska pachnie naturalnym olejkiem ylang-ylang. Jest elegancki, kobiecy i zdecydowanie dodaje całemu zabiegowi przyjemnego charakteru.

Kosmetyk otrzymujemy w niewielkim, charakterystycznym dla serii SHEHAND opakowaniu o pojemności 80 g.

Wizualnie produkt prezentuje się bardzo estetycznie i od razu kojarzy się z kosmetykiem przeznaczonym do bardziej intensywnej pielęgnacji. Opakowanie jest poręczne, dzięki czemu łatwo znaleźć dla niego miejsce na półce czy w kosmetyczce.

Sama maska ma bogatą, gęstą, kremową konsystencję. I właśnie to od razu mi się w niej spodobało - czuć, że nie jest to zwykły lekki krem do rąk, ale kosmetyk przeznaczony do konkretnego, regenerującego zabiegu.
Już po pierwszej aplikacji dłonie są wyraźnie bardziej miękkie i wygładzone. Maska zostawia na skórze przyjemną, otulającą warstwę, dlatego najbardziej lubię stosować ją wieczorem, kiedy mogę dać jej trochę więcej czasu na działanie.
Najbardziej przekonuje mnie efekt na suchej, szorstkiej skórze. Dłonie są przyjemniejsze w dotyku, wyglądają na bardziej zadbane i mam wrażenie, że odzyskują komfort, którego czasami brakuje im po całym dniu.
Dla mnie jest to zdecydowanie produkt typu „domowe spa”. Jest dość tłusto. Tego nie ukrywam. Dlarego nie sięgam po niego przy każdym smarowaniu dłoni, ale kiedy skóra potrzebuje mocniejszego odżywienia. Sprawdza się znacznie lepiej niż zwykły krem. To jeden z tych kosmetyków, przy których można naprawdę poczuć, że dłonie dostały coś więcej niż codzienną porcję kremu. Jeśli macie przesuszoną skórę dłoni i lubicie domowe zabiegi pielęgnacyjne, zdecydowanie warto dać mu szansę. A najlepiej zrobić to tuż przed dnem, wówczas wszystko pięknie się wchłonie, a rano będzie czuć ten przyjemny efekt odpowiednio nawilżonej delikatnej skóry.





























































