niedziela, 14 października 2018

Damskie zapachy Lazell

Damskie zapachy Lazell

Perfumy to moja codzienność. Lubie otaczać się pięknymi zapachami. Kupuję zarówno oryginały, jak i zamienniki. Flakoników w łazience stoi sporo. I co chwilę zaopatruje się w nowe. Każdy w rodzinie mi mówi, że w tej kwestii jestem już uzależniona. Co ja poradzę na to, że nie lubię monotonii...

Tym razem postanowiłam wypróbować perfumy przeznaczone dla płci pięknej, czyli damskiej, firmy lazell.pl.  Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będziecie w stanie ich powąchać, ale może pobudzę troszkę Waszą wyobraźnię.


Spośród posiadanych przeze mnie trzech zapachów, pierwszy, który Wam przedstawię, to Lazell Sandra Sport.


Według opisu na stronie producenta jest to propozycja dla kobiet chcących zapachem podkreślić swoją atrakcyjność i pewność siebie. No i po części taki efekt jest.


Główne nuty to:
1. nuty głowy – imbir, mandarynka, japoński kwiat wiśni,
2. nuty serca – porzeczki, frezja, piwonia,
3. nuty bazy – drzewo sandałowe, brzoskwinia.


Jest to połączenie słodkich esencji owocowo-kwiatowych osadzonych na bazie drzewa sandałowego. Podobno idealne na wspólny wieczór we dwoje, jednak jak dla mnie perfekcyjnie sprawdzą się na codzień. I to mój nr 1. Dodają świeżości i nie są "cukierkowe", przesłodzone tą słodkością. Bałam się tego imbiru. Ale połączenie piwonii, frezji, japońskiego kwiata wiśni uspokaja zapach. I to jest to!


Na drugim miejscu jest zapach inspirowany Gucci Bamboo, czyli Lazell Balmi.


Jest on lekki i orzeźwiający, aczkolwiek spotkałam się też z opiniami, że jest słodki. Dominują tu łagodne, kwiatowe nuty zapachowe. Znajdziemy tutaj lilię, kwiat pomarańczy, bergamotkę, czy też drzewo sandałowe. Jest również odrobina wanilii, ale na szczęście mało wyczuwalna.


I na trzecim miejscu zakwalifikował się Lazell Capree Sex City - odpowiednik Escada Sexy Graffiti.


Główne nuty:
1. nuta głowy – malina, truskawka,
2. nuta serca – fiołek, konwalia, piwonia,
3. nuta bazy  – kaszmir, wanilia.


Jest to owocowo-kwiatowa kompozycja, jednak jak dla mnie te owoce za bardzo dominują. Mam tu na myśli malinę i truskawkę, chociaż piwonia wtapia się w całość i daje lżejszy efekt.

Uważam, że jak na zamienniki świetnie się utrzymują i są w bardzo fajnych cenach. A znajdziecie je chociażby w drogerii Rossmann.

Lubicie zamienniki, czy stawiacie bardziej na oryginalne, droższe perfumy?

niedziela, 7 października 2018

Limitowana, wakacyjna kolorówka z Biedronki - Bell Desert Rose

Limitowana, wakacyjna kolorówka z Biedronki - Bell Desert Rose

1 sierpnia w sklepach Biedronka pojawiła się limitowana kolekcja kosmetyków marki Bell pod nazwą "Desert Rose". Dostępna była przez dwa miesiące, czyli do końca września. Także kobietki, które się w tą serię zaopatrzyły, mogły sobie latem zaszaleć fajnym makijażem.


Również i ja zostałam tą szczęśliwą posiadaczką. I wykorzystałam m.in. dwie pozycje z całego zestawu do wykonania makijażu na wesele naszych znajomych, które odbyło się w upalny, sierpniowy dzień. 

I tu hitem jak dla mnie okazał się wielokolorowy rozświetlacz do twarzy BELL HIGHLIGHTER POWDER


Piękny, kwiatowy wzór oferuje nam 5 różnych odcieni, które możemy wykorzystać osobno, bądź razem, dopasowując ton do naszej karnacji.


Dzięki temu uzyskujemy ciepły, lub chłodny efekt. Dzięki kremowej formule nic nam się nie osypuje. Pigmentacja jest bardzo delikatna. Dla mnie na plus, ponieważ nie lubię "błyszczeć". Ale... ja, jak to ja - postanowiłam go wykorzystać nieco inaczej, a mianowicie nie tylko rozświetlić chociażby kości policzkowe, ale rozjaśnić sobie kąciki oczu. I wyszło mi to bardzo fajnie. 

Na drugim miejscu gości wielokolorowy puder brązujący do twarzy.


Jest to również mozaika 5-ciu różnych kolorów, które przedstawiają kwiecisty wzór.


Początkowo obawiałam się tych kolorów i myślałam, że po aplikacji będzie zbyt "pomarańczowo". Jednak delikatnie muśnięty (mi do gustu przypadły oodcienie po lewej stronie) stapia się z naszą cerą i nadaje jej naturalny, wyrazisty efekt. Latem rzadko po niego sięgałam. Ale teraz zacznę się z nim częściej "przyjaźnić". 

Bardzo ciekawiła mnie w tej serii konturówka do oczu - BELL SMOKY KAJAL.


Są to dość grube kredki w stożkowej formie dostępne w dwóch kolorach: czarnym i szarym.


Są bardzo miękkie, dzięki czemu wygodnie się je na oko aplikuje. Pigmentacja jest nawet w porządku. Jednak w moim przypadku z trwałością już tak dobrze nie jest, ponieważ się rozmazuje i kreskę trzeba było poprawiać. Na większe wyjścia u mnie się nie sprawdziło. Zastanawiam się tylko co będzie, gdy już "stożek" się zużyje i pozostanie tylko ta gruba część...

Jeżeli masz potrzebę wystylizować brwi, Bell oferuje Ci dugotrwały krem do ich stylizacji - BELL STAY ON BROW.


Krem daje nam możliwość podkreślenia włosków oraz uzupełnić ich braki. Kremowa, miękka konsystencja ułatwia stylizację.


Wystarczy nałożyć pędzelkiem naprawdę małą  jego ilość i cieszyć się efektem. Ja akurat na codzień nie potrzebuję poprawiać brwi (jak widzicie na zdjęciu pomady są nienaruszone), ale jeśli tylko zajdzie taka potrzeba, to chętnie sięgnę po Bell Stay On Brow.

Jeżeli chodzi o usta, to do dyspozycji stoją nam również 3 matowe pomadki w płynie BELL MAT LIQUID LIPS.


Jestem trochę zaskoczona kolorami, ponieważ jak na lato przystało są one dość ciemne i bardziej pasują mi na obecną jesień. No ale to tylko moje skromne zdanie.


Generalnie za matem na ustach nie przepadam, ponieważ nie lubie efektu wysuszenia. Ale te pomadki to coś zupełnie innego. Owszem, mat po chwili jest, ale nie czuje tego ściągnięcia jak przy typowych tego typu kosmetykach.


Suchości na szczęście nie czuję, więc jestem zadowolona. Z tego trio moim ulubieńcem jest oczywiście nudziak, którego używam na codzień.


Ostatnią perełką w tej wakacyjnej serii to połyskujący coat do ust (Shine Lips Top Coat) w trzech odcieniach.


I tu się lekko zmyliłam, ale nie bez powodu, ponieważ ten top coat możemy używać solo, w formie błyszczyka do ust, chociaż dość szybko zastyga, bądź nałożyć na pomadkę.


W ten sposób podkreślimy sobie kolor pomadki, a drobinki niczym leciutki brokacik (na szczęście nieprzesadne) dodadzą fajnego błysku. Oczywiście się "zjada", tego nie unikniemy, ale odbywa się to równomiernie.

Szkoda, że to limitowana edycja, ponieważ wiele z Was na pewno by się na coś z tej serii skusiło. Ja ogólnie bardzo się cieszę, że mi te kosmetyki przypadły do gustu. Nie leżą, nie kurzą się, więc brawo dla firmy Bell za te nowości!

piątek, 28 września 2018

Słona odsłona od Beskidzkie :)

Słona odsłona od Beskidzkie :)

Przekąski - hmm, kto z Was je lubi? Łapka w górę, bo to o nich będzie dziś u mnie na blogu mowa.

Osobiście lubię sobie podjadać tu i ówdzie. Nic na to nie poradzę, że mam do tego słabość. 

Sięgnęłam oczywiście po Beskidzkie. Marka ta powstała w 1993 roku wypuszczając na rynek m.in. paluszki. I od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Ba, nawet jadąc samochodem pojawiała mi się przed oczami. 


Dlatego się skusiłam. Nasz dom opanował pyszny, beskidzki zestaw
Dzisiaj pokażę Wam to, co firma ta ma w ofercie w kwestii słonej. 

Skoro mowa o paluszkach, to może od nich zacznę, ponieważ jest ich w ofercie całkiem sporo. 


Tradycyjne, cieniutkie znajdziemy aż w 7 smakach: delikates, z solą, ser-cebulka, z makiem, z sezamem, bekonowe, a nawet ser-pomidor. Przyznam się bez bicia, że z tym ostatnim smakiem miałam pierwszy raz do czynienia i jest całkiem niezły. 


Zazwyczaj sięgam po te najpopularniejsze solone, bądź mix, który również znajdziemy w ofercie. 


Opakowanie jest bardzo wygodne i przede wszystkim moi chłopcy bardzo lubią taką formę. Dzieci lubią chrupać krakersy, więc dla nas taka opcja 2w1 jest najlepsza.


Ja zaś, odchodząc od stereotypów i przyzwyczajeń, sięgnęłam po nadziewane paluszki. I tutaj mamy dwie wersje: orzechowe i i wyjątkowo odbiegające od całości, czyli na słodko - karmelowe. I zarówno jedne, jak i drugie bardzo mi posmakowały. Towarzyszyły mi jako przegryzka miedzy śniadaniem, a obiadem. Aż miło było czytać książkę. Jeżeli chodzi o smak, to całą robotę robi nadzienie, które jest przepyszne.


Dla miłośników chrupania Beskidzkie oferuje także paluchy, które są nieco grubsze od tych tradycyjnych, ale równie smaczne. Mamy tutaj 7 różnych smaków (ja przedstawiam Wam 5, gdyż pozostałe dwa zapewne wylądowały znacznie szybciej w brzuszku, zanim zdążyłam sfotografować).


Najbardziej jednak ciekawiły mnie orzeszki, które znajdziemy w 6-ciu różnych odsłonach.


Te z solą morską zniknęły oczywiście najszybciej. Nic dziwnego, ponieważ zazwyczaj takie właśnie najczęściej kupujemy.


Duże opakowanie dosłownie wchłonięte zostało przez nas wszystkich w jeden wieczór.


Kosztować możemy łącznie aż w 8 wariantach: ser-cebula, papryka, z solą, bez soli, z solą morską, z karmelem, barbeque i wasabi.


Przyznam się szczerze, że każdy z domowników zainteresowany był smakiem wasabi, który, jak wiadomo, jest ostry.  Ale tutaj łzy nam nie lecą - i dobrze, ponieważ orzeszki w tej panierce od Beskidzkie są na szczęscie zjadliwe.

Kto, jak kto, ale ja mam słabość do takich przysmaków i lubię sobie przegryźć zwłaszcza wieczorkiem. Również do pracy jest to znakomita przekąska.

A Wam co najbardziej przypadło do gustu? Na co byście się skusili? 

BODY MIST BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy - perfumowana mgiełka Reverscosmetics

BODY MIST  BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy - perfumowana mgiełka  Reverscosmetics

Z kosmetykami firmy Reverscosmetics miałam już spotkanie, a treść do mojej recenzji możecie znaleźć tutaj. Wówczas zachwyciłam się silikonową bazą pod makijaż, która rewelacyjnie się u mnie spisała.

Kiedy marka ta wypuściła swoje nowości musiałam je koniecznie wypróbować. Nic na to nie poradzę, mam słabość do wielu rzeczy, w tym m.in. do kosmetyków. A jeżeli pachną, to jestem kupiona. 

Dziś chciałabym Wam przedstawić zapachowe mgiełki.

Do dyspozycji stoi nam właściwie 6 różnych zapachów. 

Ja trafiłam na BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy.


Lato pozostało już tylko w naszych wspomnieniach. Ale z mgiełką Blue Lagoon masz szansę powrócić do powiewu cudownej, morskiej bryzy.

1. nuty głowy: cytrusy, zielone jabłko, kiwi,
2. nuty serca: fresia, nuty morskie, magnolia,
3. nuty bazy: brzoskwinia, drewno bursztynowe, białe piżmo.


Mgiełka jest orzeźwiająca, budzi wręcz do życia i aktywności. Na początku dość mocno wyczuwalne są cytusy, jednak jabłko, kiwi i magnolia "uspokajają" i w efekcie końcowym zapach jest już dużo delikatniejszy. Nuty morskie przyjemnie odświeżają. Trzymając latem w lodówce Blue Lagoon zaserwuje nam sporą dawkę ochłodzenia, które przecież jest dla nas wówczas niezbędne.


Mamy aż 210 ml zapachu, który nie rozpryskuje kroplami, co się czasem w przypadku mgiełek zdarza.


Wręcz idealnie rozpyla. Ciało (mam tu na myśli np. okolice szyi) sie nie klei, nie mam żadnych plam, nic mnie nie swędzi. Generalnie zapach dość długo się utrzymuję i tu brawo dla producenta. Nawet włosy pachną. Nie są to typowe perfumy, więc nie oczekujmy od niej "kokosów". Ma odświeżyć i tu spełnia swoją rolę w 100 %.

Także trwałość na ciele jak na perfumowaną mgiełkę przystało oceniam na mocne 9.

Na zużycie mamy 24 miesiące, co akurat mnie bardzo zadowoliło. Chociaż myślę, że znacznie szybciej ujrzę pustkę w buteleczce.


Tego typu mgiełki możemy też wykorzystać do odświeżenia pomieszczeń czy też pościeli.
Ja, jednym tylko naciśnięciem, rozpyliłam w samochodzie i od razu się lepiej poczułam.

wtorek, 25 września 2018

aloesowe nawilżenie od Eveline - maseczka błyskawicznie nawilżająca Facemed+

aloesowe nawilżenie od Eveline - maseczka błyskawicznie nawilżająca Facemed+

Jeżeli chodzi o maseczki do twarzy, to najczęściej sięgam po te jednorazowego użytku. Są nie tylko wygodne, ale jest ich na tyle dużo na półkach sklepowych, że chętniej próbuje różne ich rodzaje. 

Będąc w jednej z drogerii mój wzrok zatrzymał się na kosmetykach marki Eveline Cosmetics.


Moją uwagę przykuło rzucające się w oczy zielone opakowanie. Kiedy zobaczyłam, że jest to aloesowa maseczka błyskawicznie nawilżająca zmiękłam i oczywiście zakupiłam. Do kosmetyków z aloesem nie trzeba mnie jakoś specjalnie namawiać.


Przeznaczona jest do każdego typu cery, w tym również dla wrażliwców, do których po części i ja należę. Aloes i kolagen ekspresowo nawilża, zaś wysoka zawartość d-pantenolu, kwasu hialuronowego, witamin A, E łagodzi zaczerwienienia oraz opóźnia proces starzenia się skóry. Nie znajdziemy tutaj olejów mineralnych i alergenów.

POZOSTAŁE SKŁADNIKI:
Aqua (Water), Glycerin, Dimethicone, Dicaprylyl Carbonate, Propylene Glycol, Panthenol, Butyrospermum Parkii Butter, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Acacia Seyal Gum Extract, Sodium Polyacrylate, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Glycine Soja Oil, Retinyl Palmitate, Linoleic Acid, Dimethicone Crosspolymer, Caprylic/Capric Triglyceride, Chndrus Crispus Extract, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Dietylhexyl Syringylidenemalonate, Glucose, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Menthyl Lactate, DMDM Hydantoin, PPG-26-Buteth-26, Methylparaben, Ethylparaben, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Butylparaben, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Propylparaben, Sodium Sulfate, CI 19140, CI 42090, CI 19140.


Nature Moisturizing Energy™ to rewolucyjna technologia, która łączy bogactwo składników aktywnych, zapewniając skórze aksamitną gładkość i nawilżenie.


Maseczka ma konsystencję przypominającą żel o lekko zielonym zabarwieniu.


 Nie jest gęsta, wręcz niezwykle lekka, skóra ją chętnie i dość szybko przyjmuje. Bardzo delikatnie i przyjemnie pachnie, typowo aloesowo, ale i orzeźwiająco. Dzięki efektowi chłodzenia koi skórę oraz zapewnia uczucie relaksu dla mocno napiętej cery. Dlatego super sprawdziła mi się zwłaszcza latem. Wówczas moja twarz prosiła wręcz o większą dawkę nawilżenia i cel ten doskonale osiągnęłam. Aplikowaną ilość sami sobie regulujemy, więc tak naprawdę to już od Was zależy, czy gruba czy też cieńsza warstwa maseczki jest dla Was w danej chwili potrzebna.

Producent poleca, aby maskę pozostawić do wchłonięcia, a po 10 minutach nadmiar zmyć lub usunąć wacikiem. Szczerze mówiąc ja bardzo często nakładałam sobie taką ilość, że nie musiałam usuwać nadmiaru. Wklepywałam i pozostawiałam do wchłonięcia. Dla mnie formuła jest bardzo zbliżona do lekkiego kremu nawilżającego, więc zdarzało mi się również, że nakładałam ją na noc nie zmywając jej. Robiłam to dopiero rano, usuwając ją żelem, bądź mleczkiem do demakijażu.

Jaki uzyskujemy efekt? Przede wszystkim mamy gładką, miękką i przyjemną w dotyku skórę. Nie bez powodu aloes nazywany jest "zielonym cudem". Jest on jednym z najczęściej stosowanych składników do pielęgnacji skóry zwłaszcza suchej. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i wspomaga gojenie się ran, dlatego ze spokojem stosowałam maseczkę 2 x w tygodniu bez obaw, że nabawię się podrażnień, czy też niezbyt lubianych przeze mnie przebarwień.


Polecam jak najbardziej zwłaszcza na zbliżającą się jesień. Ja na jednym opakowaniu na pewno nie poprzestanę i dokupię sobie następne, ponieważ w okresie jesienno-zimowym moja twarz robi mi nieprzyjemne psikusy. 

Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger