sobota, 18 sierpnia 2018

Chińskie pierdółki z rosegal

Chińskie pierdółki z rosegal

Oj coś ostatnio walczę z czasem... Ciężko mi usiąść i cokolwiek napisać, ponieważ każdą minutę staram się spędzić z moimi pociechami. Niebawem starszy syn zaś powróci do szkoły, a młodszy powita kolorowy świat przedszkola.

Ale dziś bardzo szybko się sprężyłam, żeby Wam pokazać, na co tym razem zdecydowałam się składając zamówienie w sklepie rosegal.com.

W dziale Pillows & Shams poszukiwałam poszewek. Długo nie wertowałam stron, wzięłam pierwsze trzy, które mi wpadły w oko. 







Nastrojowy klimat w pokoju podkreśli nam, jak to mówi mój syn, bąbelkowa lampka. Obawiam się, że mój tato mi ją zakosi. On lubi takie gadżety.


Lubię kolekcjonować sobie okulary przeciwsłoneczne. Tym razem padło na takie dwa kolory, których nigdy dotąd nie brałam.



Zamówienie może nie porywa. Ale mi się te rzeczy przydadzą. Do koszyka wpadło jeszcze kilka drobnostek, więc jak już całość dojedzie, to pokażę Wam, jsk wszystko wygląda w rzeczywistości. 

środa, 15 sierpnia 2018

Kosmetyki Lily Lolo - hit w mojej kosmetyczce

Kosmetyki Lily Lolo - hit w mojej kosmetyczce

Lato to taka pora roku, kiedy odkładam makijaż twarzy często na bok. Nie ma dla mnie sensu nakładać ciężkich podkładów, ponieważ często zapychają mi pory, co nie wygląda zbyt efektownie i jest po prostu zbędne. Nie potrzebuję się "maskować", ponieważ opalenizna kryje mi wszelkie niedoskonałości. 

Strasznie ciekawa byłam kosmetyków Costasy - Lily Lolo. Minerałami jestem wręcz oczarowana, perfekcyjnie się u mnie sprawdzają. Zapewniają naturalny wygląd, na czym mi najbardziej zawsze zależy.

Także dziś będzie sporo treści, ale myślę, że warto przeczytać moją opinię.


O tej porze roku sięgam najczęściej po lekkie kremy BB.
Dlatego też skusiłam się na Lily Lolo BB Cream.


Krem jest typowo wegański, więc w składzie nie znajdziemy zbędnej chemii, czy też silikonów. Zawiera m.in. glicerynę, olej jojoba, olej z kiełków pszenicy, olej ze słodkich migdałów, olej arganowy, olej manuka, ekologiczny aloes i wiele innych pozytywnych składników.

AQUA, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, COCO-CAPRYLATE, CETEARYL OLIVATE, SORBITAN OLIVATE, SIMMONDSIA CHINENSIS (JOJOBA) SEED OIL, TRITICUM VULGARE (WHEAT) GERM OIL, PRUNUS AMYGDALUS DULCIS (SWEET ALMOND) OIL, ARGANIA SPINOSA (ARGAN) KERNEL OIL, STEARIC ACID, CETYL ALCOHOL, GLYCERYL STEARATE, BORON NITRIDE, BENZYL ALCOHOL, PARFUM, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE, TOCOPHEROL, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER, LEPTOSPERMUM SCOPARIUM (MANUKA) OIL, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) SEED OIL, DEHYDROACETIC ACID, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, SODIUM HYALURONATE, LIMONENE, LINALOOL, BENZYL BENZOATE, BENZYL SALICYLATE, CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)



Do dyspozycji mamy trzy odcienie: Fair, Light oraz Medium.


Ja zdecydowanie wolałam ten po środku, Light, czyli ani nie za jasny, ale też i nie za ciemny. Chociaż na pierwszy rzut oka nieco się wystraszyłam, że mi nie podejdzie.



Nie oszukujmy się - niedoskonałości nim nie zakryjemy, ponieważ nie na tym kremy BB polegają. Chociaż są takie, które z tego typu problemem sobie doskonale radzą. Mi zależało na czymś zupełnie innym. Potrzebowałam takiego BB, który wyrówna mi koloryt twarzy na tyle minimalnie, że będzie to wręcz niezauważalne. W tej chwili w zupełności mi to wystarcza. Być może ciemniejsze odcienie pracują nieco inaczej na twarzy. U mnie, w przypadku Light, wszystko wtapia się z kolorem skóry. Przy opaleniźnie to świetny efekt. Jego formuła jest niezwykle lekka. Chłonność jest dobra, chociaż jak dla mnie zbyt szybko zastyga, więc trzeba go błyskawicznie rozprowadzać na twarzy, najlepiej punktowo. Stosowany solo, jak dla mnie, ma zbyt słabe nawilżenie. Jednak ja, ze względu na suchość skóry, nawet pod płynne podkłady nakładam delikatną warstwę kremu, w przeciwnym razie moja twarz wyglądałaby jak popękana skała.

Kiedy chcę uzyskać większe krycie, sięgam po podkład mineralny - Lily Lolo.

Miałam dylemat, na który powinnam się zdecydować. Odcieni jest ogrom. Przy wyborze kierowałam się przede wszystkim rodzajem cery, intensywnością karnacji oraz tonacją skóry. Na początku szukałam w tonacji neutralnej. Ale tutaj żądzą: żółty i różowy w równowadze. A z różem akurat nie jest mi po drodze.

Dlatego wzięłam podkład Warm Honey.


Akurat ten odcień już od dłuższego czasu świetnie mi się sprawdza. Wiem to, ponieważ posiadam dwa podkłady mineralne w tym kolorze, ale innych firm.Wydawać by się mogło, że miodowy odcień będzie zbyt żółty, ale jest on bardzo delikatny i ciepły.


Cechy charakterystyczne są następujące:
- posiada naturalny filtr przeciwsłoneczny SPF 15 (minimalny, ale zawsze to jakaś ochrona),
- nie zawiera drażniących substancji chemicznych, nanocząsteczek, parabenów, tlenochlorku bizmutu, talku, sztucznych barwinków, wypełniaczy, syntetycznych substancji zapachowych i konserwantów,
- może być używany przez wegetarian i wegan,
- jest bezzapachowy,
- jest wodooporny i niezwykle wydajny,
- posiada lekką, jedwabiście gładką konsystencję,
- dzięki możliwości aplikacji kilku warstw zapewnia doskonałe krycie, przy czym jednocześnie pozwala skórze oddychać.

Skład:
MICA, ZINC OXIDE [+/- CI 77891 (TITANIUM DIOXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE), CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77499 (IRON OXIDE)]. 

Podkład nakladałam oczywiście na krem BB, który traktuję tutaj jako bazę pod makijaż. Skóra musi być odpowiednio nawilżona, w przeciwnym razie kosmetyki mineralne nie będą prezentowały się zbyt dobrze. Oczywiście należy opracować sobie również technikę ich aplikacji. Nigdy nie próbowałam na mokro. Boję się, że będę "sztucznie" wyglądać. W przypadku skóry suchej, naczyniowej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień, najlepiej jest aplikować podkład mineralny wykonując krótkie, posuwiste ruchy z góry na dół. Przy mieszanej i tłustej zaleca się wykonywać klasyczną formę, czyli ruchy koliste.

Mi wystarczyły dwie warstwy, aby uzyskać odpowiedni, nieprzesadzony makijaż (trzy spowodowałyby u mnie raczej efekt sztucznej maski). Nic mi się nie warzy, a co najważniejsze - nie podkreśla zmarszczek, nie wchodzi mi w załamania i nie "wpycha" się w pory. Skóra oddycha, nie jest obciążona, jak to często bywa z płynnymi podkładami.

Kosmetyki mineralne działają na moją cerę jak czekolada na poprawę humoru. Dosłownie. Nie mam wrażenia wysuszenia, zero podrażnień. Cera po stosowaniu minerałów jest zdecydowanie bardziej zadbana i zdrowa.

A co jest najlepsze do nakładania minerałów? 
Oczywiście odpowiedni pędzel.


Lepszego nie mogłam sobie wybrać, a mowa oczywiście o Super Kabuki - Lily Lolo. Mój poprzednik, kabuki marki Revlon już się kompletnie nie nadaje do użytku. Przyszła pora, aby go zastąpić.


Super Kabuki marki Lily Lolo wykonany jest z najlepszego gatunkowo syntetycznego włosia, które jest bardzo miękkie, dzięki czemu przyjemnie aplikuje się minerały. Przyznam się szczerze, że aż miło gościć godnego towarzysza w mojej kosmetyczce. Jest mały i zmieści się wszędzie, dzięki czemu mogę go nosić w torebce, poprawiając sobie makijaż tylko wtedy, kiedy zajdzie na to potrzeba.

A gdyby tak utrzymać makijaż na dłużej? 
Zaszalałam i wybrałam Makeup Mist.


To ostatni krok, by nasz make-up stał się jeszcze bardziej trwały i nieskazitelny.

Mowa oczywiście o mgiełce, przy pomocy której utrwalamy swój makijaż.
Skład jest bardzo fajny, nie mam do niego absolutnych zastrzeżeń. Najważniejsze to aloes i pantenol, które mają właściwości kojące, nawilżające oraz zatrzymujące wodę w skórze. Ponadto znajdziemy także ekstrakt z zielonej herbaty, który jest silnym antyoksydantem.

AQUA (WATER), GLYCERIN, PANTHENOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, ALOE BARBADENSIS (ALOE VERA) LEAF JUICE POWDER, CITRUS PARADISI (GRAPEFRUIT) SEED EXTRACT, CITRIC ACID, LYCIUM CHINENSE (GOJI BERRY) FRUIT EXTRACT, PUNICA GRANATUM (POMEGRANATE) FRUIT EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS (GREEN TEA) LEAF EXTRACT

Do dyspozycji mamy 50 ml, którą aplikujemy na twarz za pomocą atomizera. Najlepiej przed nałożeniem czegokoleiek na oczy (chociażby tusz), ponieważ wszystko może nam się najzwyczajniej rozmazać.

Atomizer mógłby rozpylać nieco delikatniej, jak prawdziwa mgiełka. Tymczasem troszkę "pryska", czego się bardzo obawiałam tuż po nałożeniu podkładu. Psiknęłam raz, z odległości większej niż 15 cm i czekałam, aż mi się wszystko rozpłynie i pojawią się plamy. A tu nic! Wszystko pięknie się wtapia i trzyma. Pozbywamy się "pudrowości", uzyskując naturalny efekt - tzw.  make-up bez make-up. Podoba mi się takie rozwiązanie.

Możemy używać go również w ciągu dnia, aby po prostu zwilżyć i odświeżyć twarz. Zwłaszcza teraz w te upały. Zapach jest dziwny, trudno mi go opisać, dla mnie mało wyczuwalny.

Podsumowując kosmetyki Lily Lolo, które Wam dziś przedstawiłam, użyłam m.in. idąc na wesele. Tańcowaliśmy do rana, będąc praktycznie cały czas w ruchu. Do tego w sali bez klimatyzacji! Wszystko perfekcyjnie trzymało mi się na twarzy przez 12 godzin bez ŻADNYCH, absolutnie żadnych poprawek.
Dla mnie to must-have w kosmetyczce. Czekam na zdjęcia z wesela. Jak już będą to tutaj dorzucę.

I z pewnością dokupię sobie jeszcze kilka innych kosmetyków, ponieważ są doskonałej jakości. Mam już nawet upatrzone, więc czas na zakupy.


Zapraszam również na fanpage oraz instagram firmy.

sobota, 4 sierpnia 2018

dresslily.com - słuchawki dla gamer'ów G2000, głośnik bluetooth i podróba Transformersów

dresslily.com - słuchawki dla gamer'ów G2000, głośnik bluetooth i podróba Transformersów

Ledwo zgarnęłam ze skrzynki paczkę z dresslily.com, a na drugi dzień listonosz przytargał mi kolejną. Suuuuper. Wreszcie coś się dzieje. 

Tym razem zaś postawiłam na pewne gadżety, które u nas w domu używane są właściwie na codzień. Nic na to nie poradzę, że bardziej lubię techniczne rzeczy, niż ubrania, z którymi nie zawsze mogę trafić w rozmiar. 

Szukałam najdroższych, dostępnych w sklepie słuchawek nausznych dla gamer'ów z mikrofonem G2000. Znalazłam jedynie takie, więc je zamówiłam. W tej chwili są znacznie tańsze niż wtedy, kiedy je do koszyka wrzucałam. 
Hmm nie ukrywajmy - nie są to JBL'e, które posiadam w domu i chronię jak mogę przed tym moim starszym synem, "szkodnikiem". Różnica na starcie polega chociażby w tym, że JBL'e kosztowały nas około 200 zł i są one przede wszystkim bezprzewodowe. 

Co wyróżnia te G2000?
- ciekawie zaprojektowany kształt,


- elastyczny pałąk z możliwością jego regulacji,



- miękkie poduszki, przylegające do głowy, wykończone przyjemną w dotyku skórą na słuchawkach i pałąku,



- nowoczesne wygodne membrany redukujące szumy,

- wbudowany mikrofon z systemem składania (do grania w gry),



- pilot do sterownia dźwiękiem i mikrofonem na kablu,



- efekty specjalnie w postaci świateł LED na słuchawkach i mikrofonie (wystarczy podłączyć kabel USB np. do laptopa).

Nam się podoba. Jest fajny bass, przylegające do uszu poduszki świetnie redukują szum. Nie są aż tak bardzo ciężkie, nosi się z nimi dość fajnie. Cena adekwatna jest w stosunku do jakości. Na allegro najtańsze "stoją" po 50 zł., a tak to większość jest w cenie około 79 zł. 
Minus, że nie ma połączenia bluetooth. Kabel jest mega długi i ma około 2,2 m. Idzie się zaplątać...

Podłączyli poprzez bluetooth, pobrzdękał sobie całkiem fajnie i... ot tyle filozofii, bo zgasł... Już myśleliśmy, że to jakiś bubel i trafiliśmy na uszkodzony. Postanowiliśmy go jednak podładować. Według instrukcji trwa to od 2,5 do 4 godzin. Szkoda, że po podłączeniu pod kabel USB (dołączony jest do zestawu + mamy jeszcze kabel Jack Jack) do ładowarki od telefonu nie świeci się żadna dioda. 

Jakość dźwięku jest w porządku. Dodatkową atrakcją jest wysuwana lampka LED.


 Ma ona trzy moce światła, które ustawiamy sobie w panelu głośnika, delikatnie klikając w odpowiedni guzik. My jednak jej nie używamy, ponieważ żre baterię jak diabli. 

Głośniczek jest skromny, mały i na pierwszy rzut oka wyglądem przypomina mi jakąś szkatułkę na biżuterię. Grał nam tylko 2 godziny, podczas, gdy inny chiński głośnik hulał około czterech. Poza tym nie ma wejścia ani na kartę pamięci, ani pendrive'a. Szkoda. No cóż, na szczęście syn na urodziny dostanie JBL, który na rynku jest w tej chwili najpopularniejszy.

Dla naszego synusia Olusia zamówiłam też dwa roboty wyglądające jak słynne Transformersy.


Pierwszy na stronie wygląda tak: Mini Transformer Robot Model Toy, przypominający nam naszego oryginalnego robota, zaś drugi to Mini Transformer Toy Robot.



Kto pamięta moją wishlistę? Pisałam Wam, że za oryginały dawaliśmy u nas w sklepie w Smyku około cztery dychy. I cena była warta zakupu. W tym przypadku, czego się właściwie spodziewałam, otrzymujemy dwa plastikowe roboty, które zamieniają się w samochody.


To to chińskie to plastik, więc trzeba uważać, jak się składa, ponieważ te drobne elementy mogą się po prostu "wyjechać" i będą najzwyczajniej nam wypadać. Póki co "chodzą" i "jeżdżą", czyli 2:2, ponieważ się i nie połamały i Oluś zadowolony bawi się nimi w kółko. Jedynie w żółtym robocie wypada nam od czasu do czasu... głowa 😂

Na stronie dresslily, z hasłem "DLTina" zyskujecie 10 % rabatu.

Szykuję już kolejny chiński haul, a w nim będzie mowa o ... sukience maxi. Jak myślicie, będzie to hit? 

sobota, 28 lipca 2018

Naturalny eliksir zdrowia - suplementacja Detox by Volante

Naturalny eliksir zdrowia - suplementacja Detox by Volante

Od jakiegoś czasu mój organizm dawał mi sygnały, że coś jest nie tak. Ogólnie nie mam problemu ze zdrowiem. Mam bardzo szczupłą sylwetkę, nie cierpię na nadwagę, a wręcz przeciwnie. Wyniki mam odpowiednie. Jednak stan chociażby moich włosów, czy paznokci dał mi do zrozumienia, że może jest to odpowiedni czas na oczyszczenie organizmu

Oczyszczanie organizmu to nic innego, jak detoksykacja. Warto przeprowadzać ją chociażby raz w roku w celu pozbycia się z organizmu wszelkich zanieczyszczeń. Nie każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, z jak ogromną ilością toksyn spotykamy się na codzień. Już podczas jedzenia, czy picia zapraszamy je do siebie, nie mówiąc o wdychanym powietrzu, który do tych iście czystych już niestety nie należy. 

Moją suplementację rozpoczęłam z marką By Volante


Detox by Volante stworzony został dzięki kobietom - dla kobiet, z najwyższej jakości hiszpańskich składników. W składzie mamy tylko i wyłącznie naturę, a mianowicie oliwę z oliwek (4,75 ml), sok z cytryny (4,74 ml) oraz lecytynę sojową (0,5 ml). 

Nie ukrywajmy, że jednym z naturalnych składników, który zaczyna cieszyć się coraz to większą popularnością i po który sięgamy najczęściej w kuchni, to oliwa z oliwek. Należy ona do grupy zdrowych tłuszczów i posiada wysokie wartości odżywcze. Pozyskiwana jest z jednego szczepu, na samym początku zbiorów, w mniej niż 6 godzin od zebrania. Zapewnia to bardzo niską kwasowość na poziomie 0,12. Zmieszana natomiast z sokiem z cytryny, produkowanym z owoców z plantacji organicznej pod zamówienie firmy, przeistacza się w cenny, domowy środek, który leczy liczne dolegliwości

Jakie zalety mają te składniki, kiedy je razem połączymy?
- zwalczają zaparcia i problemy z układem pokarmowym (oliwa z oliwek jest naturalnym środkiem przeczyszczającym, zaś sok z cytryny ma silne właściwości przeciwzapalne i stymuluje ruchy robaczkowe jelit),
- eliminują toksyny z organizmu ((pomagają one stymulować pracę wątroby i pęcherzyka żółciowego),
- regulują poziom cholesterolu,
- poprawiają krążenie krwi,
- pozwalają skutecznie zadbać o stawy,
- zapewniają ochronę delikatnej, kruchej i suchej płytce paznokciowej,
- mogą okazać się pomocne w procesie pozbywania się zbędnych kilogramów i redukowania poziomu tkanki tłuszczowej (jednak nie nie bierzmy tego za bardzo do siebie, ponieważ jest to tylko suplement diety, a nie typowy spalacz tłuszczu),
- poprawiają krążenie krwi i zapobiegają w tworzeniu się skrzepów krwi,
- regulują rytm serca, łagodząc tym samym skoki ciśnienia krwi,
- dostarczają sporą ilości jednonasyconych kwasów tłuszczowych i minerałów, które stymulują funkcjonowanie naszych narządów wewnętrznych, czyli wątrobę, nerki i układ pokarmowy.


Decydując się na tego typu kurację otrzymujemy zestaw, składający się z 21 porcji. Całość znajduję się w małych, skromnych saszetkach w ilości 10 ml. 


Stosowanie:
Zaleca się przyjmować doustnie, nie więcej niż jedną saszetkę dziennie, na czczo, co najmniej 30 minut przed planowanym posiłkiem. I tak przez całe 3 tygodnie.  Producent podpowiada, że najlepiej smakuje z lodami śmietankowymi, jednak tej opcji nie próbowałam, ponieważ po lody sięgamy raczej po obiedzie. Korzystałam z nich i solo i jako dodatek. Konsystencja nie jest gęsta. Nie ma co się dziwić, ponieważ proporcje zarówno oliwy, jak i soku są takie same (4,75 ml). W smaku jest troszeczkę kwaśne, ale znośne do spożycia. Ja nie miałam problemów z wypiciem. Ale dodawałam również całą saszetkę do jogurtów, po które zwłaszcza latem najczęściej sięgam. Blenduje zazwyczaj jogurt ze świeżymi owocami i dodaję jedną porcję suplementu diety. Następnie spożywam normalny posiłek. 


Jak 3-tygodniowa suplementacja wpłynęła na mój organizm? 
Na pewno dostarczyłam sobie odpowiednią ilość minerałów i witamin, co widoczne jest już po moich paznokciach, na których wcześniej pojawiały mi się białe, malutkie kropeczki. Od czasu do czasu miewałam także zaparcia, a co za tym idzie - nieprzyjemne bóle brzucha, co na szczęście zostało całkowicie wyeliminowane. Szkoda, że nie mogłam sprawdzić, ile toksyn gościło w moim organizmie, ale mam nadzieję, że się ich przynajmniej na jakiś czas pozbyłam.  


Na koniec dodam jeszcze, że kurację tą stosować możemy 4 razy w roku. Jedyne, o czym musimy pamiętać to zalecana przez producenta dwumiesięczna przerwa.

A czy Wy oczyszczacie swój organizm?
Jakich sposobów używacie? 


wtorek, 24 lipca 2018

Gdy problemem są niedoskonałości skóry - linia Balance T-zone od Floslek

Gdy problemem są niedoskonałości skóry - linia Balance T-zone od Floslek

Dzięki uprzejmości Only You stałam się posiadaczką ciekawego Boxu z kosmetykami firmy Floslek.


Juz samo opakowanie bardzo mi się spodobało, ponieważ dominuje tutaj dość modny w tym roku miętowy kolor.


W środku znajdują się 4 pełnowymiarowe kosmetyki, należące do linii Balance T-zone.


Posiadaczki cery mieszanej skarżą się zazwyczaj na zbytnie przetłuszczanie się strefy T twarzy, do której należą czoło, nos, a także broda. W obrębie tych partii pojawia się zbyt duża ilość sebum, która wydzielana jest przez gruczoły łojowe. Zaś policzki bywają przesuszone.

Dlatego linia ta opracowana została właśnie z myślą o tego typu osobach. Z takim zestawem dzielą nas już tylko 4 kroki do pięknej i zdrowej cery.


Zastosowanie tych kosmetyków ma swoją kolej, dlatego chciałabym ją Wam dzisiaj po krótce przybliżyć.


Pierwszy krok:
peeling i oczyszczanie


Gommage peeling z kwasami AHA jest bardzo ekspresowy. Ma nie tylko oczyścić skórę, ale usuwać również zrogowaciały naskórek i zminimalizować uczucie szorstkości.


Swoją formułą znacznie wyróżnia się od tych wszystkich, które do tej pory miałam okazję stosować. Jest bezzapachowy. Konsystencja jest dość rzadka, lekko żelowata wręcz i ku mojemu zaskoczeniu nie ma żadnych drobinek.
Po wmasowaniu na wilgotną twarz, żel w połączeniu z wodą przeistacza się w peeling, który w magiczny sposób złuszcza nam naskórek. Skóra się roluje, co dla niektórych z Was, podczas zmywania, może być troszkę kłopotliwe. Ale efekt "tuż po" jest fenomenalny! Mimo, że mam typ suchej cery, to nie czułam ściągnięcia, a dużą dawkę nawilżenia i rozświetlenia. Twarz jest przyjemna, mięciutka i dobrze oczyszczona. 

Drugi krok:
wieczorna, głęboka detoksykacja

Po peelingu czas na glinkę myjącą instant detox 2w1.



Glinka ta redukuje głównie nadprodukcję sebum, poza tym detoksykuje i dotlenia oraz reguluje metabolizm skóry. Zawarty w niej D-pantenol (prowitamina B5) regeneruje, nawilża i wygładza skórę, olej z róży górskiej, dzięki wysokiej zawartości witaminy A oraz nienasyconych kwasów tłuszczowych (głównie kwas linolowy oraz kwas linolenowy), posiada silne właściwości regenerujące, zmiękczające, wygładzające i nawilżające.

Jednak kilku składników mogłabym się czepić:
Aqua, Cetyl Alcohol, Octyldodecanol, Dimethicone, Glyceryl Stearate, Illite, PEG-100 Stearate, Glycerin, Rosa Canina Fruit Oil, Titanium Dioxide, Panthenol, Limnanthes Alba Seed Oil, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Squalane, Polysorbate 60, Colloidal Gold, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Butylene Glycol, Laminaria Hyperborea Extract, Hydrolyzed Caesalpinia Spinosa Gum, Caesalpinia Spinosa Gum, Sorbitan Isostearate, Citric Acid, Sorbic Acid, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Potassium Sorbate, Methylparaben, Propylparaben.

Można ją stosować w dwojaki sposób:
1. wmasować w wilgotną skórę i spłukać, co da nam efekt czystej i matowej skóry,
2. użyć jako maska, pozostawiając na 10-15 minut.

Konsystencja jest jasno-brązowa, w formie nie za gęstej pasty, którą od razu możemy aplikować.


Ja używam jej jako maseczki. Trzymam około 10 minut. Pilnuję, aby mi nie zastygła, ponieważ później ciężko ją zmyć.
Przede wszystkim skóry mi nie wysuszyła, co dla mnie jest ogromnym plusem. Twarz jest odpowiednio oczyszczona i wygładzona.

Trzeci krok:
nocna pielęgnacja 

Tutaj sięgamy po korygujący krem AHA i PHA, którego głównym celem jest zmniejszenie niedoskonałości, rozjaśnienie, wyrównanie kolorytu skóry, a z drugiej strony intensywne nawilżenie, oczyszczenie i zwężenie porów na skórze.


Pielęgnuje on cerę mieszaną, tłustą w strefie T (czoło, nos, broda) i często przesuszoną na policzkach. Przywraca równowagę między przetłuszczającymi i przesuszającymi się partiami skóry oraz zapewnia optymalny poziom nawilżenia w obu strefach.


Ja akurat nie używałam go codziennie na noc. Sięgałam po niego tylko wtedy, kiedy miałam delikatne przebarwienia na czole i w okolicy policzków. I fajnie zniknęły i rozświetliły całą twarz. Cieszę się, że krem ma szybką chłonność. Jak na moją suchą skórę przystało, o dziwo, rano nie czułam zmatowienia na twarzy.

Czwarty krok:
dzienna pielęgnacja 


Na dzień stosować możemy krem normalizujący SPF 10.
Podobne działanie ma jak produkty wyżej, ponieważ ma redukować nadmiar sebum, chroniąc jednocześnie przed przesuszeniem.

Jego konsystencja jest troszkę gęstsza od kremu na noc, ale z chłonnością nie ma problemu. Nie obciąża skóry, wręcz ją świetnie matuje. Dlatego ja używam go zazwyczaj pod makijaż. Twarz się nie błyszczy, a nawilżenie jest w odpowiedniej dawce. Ponadto zawiera filtr ochronny SPF10, aczkolwiek jak na panujące w tej chwili upały ta ochrona jest jednak troszkę za mała.

Cieszę się, że mogłam ten Box marki Floslek wypróbować, mimo, że mam cerę suchą, a kosmetyki przeznaczone są głównie do mieszanej, tłustej w strefie T, ale też przesuszonej. Jak dla mnie cała ta czwórka świetnie sprawdza się w tej chwili latem. Chociaż skład mi się nie do końca podoba, to hitem jednak pozostaje peeling, z którym się nie rozstaję.


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger