niedziela, 10 listopada 2019

Uważaj na to, kogo wpuszczasz do swojego życia - "Zbyt blisko" - Prószyński i S-ka

Uważaj na to, kogo wpuszczasz do swojego życia - "Zbyt blisko" - Prószyński i S-ka

Wydawnictwo Prószyński i Spółka znam właściwie od dzieciństwa.  
W tamtych czasach przynajmniej dla mnie było ono chyba jednym z najpopularniejszych wydawnictw w księgarniach. Do dzisiaj mam książki, które stoją na półce. Ich treść rzecz jasna się nie zmieniła, jedynie okładki nieco poszarzały.

Dlatego chciałabym Wam przedstawić pewną propozycję właśnie tego wydawnictwa, a jest nią książka Natalie Daniels. Wydana została w czerwcu tego roku, liczy sobie całe 352 strony, a jej tytuł brzmi "Zbyt blisko"


Nie ukrywam, że do przeczytania przekonała mnie w tym przypadku okładka oraz widoczne na niej zdanie o treści: "najlepsza przyjaciółka, czy najgorszy wróg". Hmm do tej pory tego typu wątki oglądałam w różnego rodzaju filmach, kiedy to dwie "friends forever", które dotąd oddałyby za siebie życie, nagle, z różnych, czasami banalnych i niedorzecznych przyczyn są w stanie dokonać takich czynów, które wedle prawa niekoniecznie są słuszne.  

W głównej mierze przyjaciel/przyjaciółka to osoba, która powinna nas wspierać, być na dobre i na złe, trwać z nami, pocieszać i towarzyszyć nam w tych dla nas najważniejszych momentach. 
Czy tak było z Connie i Ness? 

Zapraszam do dalszej części recenzji... 


Connie i Ness, bo to głównie na nich skupiona jest cała historia, poznały się przypadkowo w parku. Były wręcz zmuszone zasiąść wspólnie na ławce, ponieważ ich dzieci błyskawicznie nawiązały ze sobą wspólny kontakt. Tak samo było również w przypadku tych dwóch kobiet. Bardzo szybko okazuje się, że są one nie tylko sąsiadkami, które łączy poezja, ale istniało jeszcze wiele innych zainteresowań, aniżeli można by się było spodziewać. To tak, jakby "trafił swój na swego". Miedzy bohaterkami zaczyna rodzić się głęboka przyjaźń. Ufały sobie. Stawały się sobie coraz to bliższe, wspierały się w różnych sytuacjach mimo, iż Ness tak naprawdę nie miała męża, lecz żonę. Żyła ona w formalnym związku z kobietą, która na co dzień pracowała w telewizji.
Jednak Connie to jakoś nie zraziło. Wręcz przeciwnie:

[...] były jeszcze nieoczywiste pytania, które chciałam zadać, na przykład skąd wiedziała, że jest lesbijką. Byłam zaintrygowana. Mnie od zawsze ciągnęło do mężczyzn. Myśl o kochaniu się z kobietą nigdy nie wydawała mi się kusząca".
Dlaczego? Ponieważ wiodła ona normalne życie u boku męża zajmując się dziećmi i codziennymi obowiązkami. Kiedy rozpadło się jednak małżeństwo Ness to właśnie Connie była jej największym pocieszycielem. Przecież jak na przyjaciółkę przystało - nie wolno się odwracać, trzeba tą drugą osobę podnieść na duchu i mimo porażki zmotywować do dalszego życia. Owszem, wszystko rozumiem, ponieważ była to przyjaźń na wieki, ale w oczach Ness w pewnym momencie stała się wręcz obsesją, która doprowadziła do tragedii. 

Connie ulega wypadkowi, a kiedy odzyskuje świadomość okazuje się, że znajduje się pod stała obserwacją w szpitalu psychiatrycznym. Do tego jest cała obolała i poraniona. 

"jest tak, jakbym się zagubiła; nie mam pojęcia, dokąd zawędrowałam. Nawet moje ciało zmieniło się nie do poznania: mam głębokie, otwarte rany na lewym nadgarstku pod kremowym bandażem". 

 Kompletnie nie ma pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego jest w takim stanie, aż nagle pada zdanie: "Tydzień temu wjechałaś samochodem do rzeki".

Od tej pory jej życie polega na pewnej składance i walce z pamięcią. Amnezja, na którą zapadła tuż po wypadku, utrudniała jej rozwiązać całą zagadkę. Jednak przy współpracy z psychiatrą sądową, Panią Robinson nie poddała się, udaje jej się powoli powrócić do przeszłości, co wcale nie było prostą sprawą. Na szczęście obie dochodzą do okrutnej prawdy, którą ciężko przyjąć do wiadomości.


Moja opinia:

Sięgając po "Zbyt blisko" zrobiłam sobie herbacię, przykryłam się pod kocem i w ciszy brnęłam kartka po kartce. Niestety pierwsza połowa książki była dla mnie zbyt oczywista, a tym samym nieco nudna. Odkładałam ją na jakiś czas i powracałam, ponieważ w dalszym ciągu interesowało mnie zakończenie. 


Po przeczytaniu wniosek jest jeden: nie jest to jakiś super hiper thriller, obrazujący krok po kroku dokonaną zbrodnię, gdzie w tle jest policja, toczy się sprawa sądowa itd. Fakt, że bohaterka ląduje nagle w szpitalu psychiatrycznym intryguje i wprowadza w końcu w akcję, ponieważ dzięki temu poznajemy jej stan umysłu i to, jak ciężko jest dojść do prawdy cierpiąc na totalną niepamięć. 
Poza tym temat ten jak najbardziej dotyka rzeczywistości. Nie raz, w przypadkowych miejscach, czy to w supermarkecie, w parku, czy też banalnym placu zabaw właśnie dla dzieci poznajemy nowe towarzystwo. Jako mama sama jestem tego żywym potwierdzeniem. Wówczas tematem do nawiązania konwersacji są dzieci. Ale nie zawsze, bo nawet w drogerii, podczas zakupu kosmetyków spotkałam dziewczynę, która swoim sposobem bycia na pierwszy rzut oka wzbudziłaby moje zaufanie. Czasami jest to fascynujące. Wrażenie, że znasz tą drugą osobę niemalże na wylot jeszcze bardziej potęguje zainteresowanie. Jednak czy nie za szybko ufamy nowo poznanym osobom?  

Lekturę tą odebrałam też jako takie ostrzeżenie - przykład przed tym, co otacza nas na co dzień. Nie otwierajmy zbyt szybko do własnego życia drzwi przed nowo poznanymi osobami. 

Podsumowanie:

Podsumowując swoją recenzję chciałabym też napisać, że wszelkie zdrady w związkach i fałsz przyjaciół względem nas prędzej, czy później ujrzą światło dzienne. I mimo, że będzie to bolesne doświadczenie to starajmy się nie poddawać, nie zamykajmy się w sobie. Uważajmy i nie ufajmy w 100 %, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy nie będzie to toksyczna przyjaźń. Zwłaszcza w chwilach słabości, kiedy to szukamy wsparcia w innych. Ja na szczęście póki co otaczam się szczerymi osobami chociaż znam i takie, które życzą mi źle, ale na szczęście nie doznałam tego osobiście.

Jeżeli opowieść o nagłym zagubieniu w życiu i jego konsekwencjach Was interesuje to zapraszam do tej lektury. Jak widać nie każda przyjaźń jest niezniszczalna. Czasami potrafi zbyt dużo namieszać w sercu i umyśle. 



sobota, 9 listopada 2019

„Wszystko o psach” - czyli jak odkryć przed dzieckiem fascynujący świat czworonogów - wydawnictwo Dragon

„Wszystko o psach” - czyli jak odkryć przed dzieckiem fascynujący świat czworonogów - wydawnictwo Dragon

Cieszę się bardzo, że nasze dzieci, mimo tak szybkiego rozwoju w technologii (mam na myśli internet, telefony, tablety), interesują się jednak książkami. I choć coraz to ciężej jest mi trafić w gust czytelniczy 11-letniego syna, to jednak potrafi on zasiąść ze mną i swoim młodszym bratem, aby posłuchać, o czym czytamy.

Tym razem trafiliśmy na wydawnictwo Dragon i bardzo ciekawą serię książek dla dzieci typu „Wszystko o…”. Ich premiera miała miejsce stosunkowo niedawno, bo dokładnie 2 października 2019 roku i już cieszy się dużą popularnością wśród najmłodszych.W naszym posiadaniu są dwie z nich.
Wraz z moimi synami postanowiliśmy, że jedną z nich już Wam przedstawimy, a mianowicie „Wszystko o psach”. Dużo dzieci prosi swoich rodziców o pieska, przyjaciela, z którym można się pobawić, ale który wymaga też odpowiedniej opieki, ponieważ to nie jest zabawka. Podejmując taką decyzję musimy być świadomi tego, jak duża jest to odpowiedzialność, gdyż każde zwierzę należy obdarzyć opieką, miłością i szacunkiem.


Sentyment do zwierząt mam od zawsze i tego samego staram się uczyć moich dzieci. Rozbieżność wiekowa jest między nimi dość duża, ale przyjdzie taki czas, że doczekają się swojego czworonoga w domu. Dlatego też stwierdziłam, że już teraz warto im przybliżyć wiedzę na temat właśnie psów.
Pomogła mi w tym pięknie wydana książka, która zawiera szereg informacji, ciekawostek i faktów na temat tych zwierząt.


Tuż po otwarciu widać gołym okiem, z jaką tematyką mamy do czynienia, ponieważ jest mnóstwo obrazków, przedstawiających różne rasy psów.


Książeczka zawiera 19 rozdziałów, które podzielone są na różne kategorie tematycznie. Wszystko zostało fantastycznie przedstawione, chronologicznie, w kolejności od A do Z.

We wstępie dziecko już jest uświadomione, że pies to nie jest tylko zwierzę, ale przede wszystkim najlepszy przyjaciel człowieka, kompan, partner, który będzie z nami cały czas, jeśli odpowiednio o to zadbamy. Poznajemy, jak jest zbudowany, obrazuje to schemat, ukazujący budowę ciała psa wraz z nazwami kości.


W kolejnych etapach dowiadujemy się, jaka jest historia tych zwierząt, ich pochodzenie i różnorodność ras. Wiedzieliście, że pierwsze psy pojawiły się na Ziemi 125 tysięcy lat temu? Wówczas odłączyły się one od wilków.

Początkowo służyły ludziom głównie do łowienia i transportu tejże właśnie zwierzyny. W ich posiadaniu nie był byle kto - początkowo byli to królowie, czy możnowładcy, którzy wykorzystywali je głównie podczas polowań.

A kiedy już się udomowiły pojawiło się wówczas wiele ich ras, różniących się między sobą nie tylko wyglądem zewnętrznym, wielkością, wagą, morfologią, ale też np. umiejętnościami. To wszystko stało się wskutek ingerencji człowieka, który co rusz szukał zapotrzebowania na doskonalenie różnych cech u tych zwierząt. Dało to początek innym rasom, które to co rusz powstawały na całym świecie.

Czy wiecie, że istnieją również psy bez sierści? Są to tzw. nagie psy. Wśród nich najpopularniejsze są Grzywacze Chińskie, które charakteryzują się minimalną ilością sierści na głowie (kępką), łapkach i ogonie. Rzadziej spotykane w tej kategorii są psy meksykańskie i peruwiańskie. Te akurat nie mają w ogóle już sierści.


I tak oto ludzie się w nich zakochali. Każdy ma inne upodobania, jedni lubią małe pupile, inni psy obronne, duże, jeszcze inni wolą miniaturki. Jednak bardzo ważnym etapem jest ich rozwój i to m.in. również i od nas zależy, jak nasz przyjaciel będzie nas traktował w przyszłości, kiedy już podrośnie. Doskonale zostało to i opisane, i również zobrazowane właśnie w rozdziale 5. Dojrzałość psiaków może trwać nawet do 4 roku życia.


W kolejnych rozdziałach poznajemy podział ras psów uznawany przez Międzynarodową Organizację Kynologiczną (FCI), w której wyróżniamy aż 10 grup, jakie są ich charakterystyczne zmysły, czyli słuch, smak, węch, dotyk i wzrok. To ostatnie jest nieco inne od ludzkiego, ponieważ psy widzą jedynie odcienie żółtego, niebieskiego i szarości. Nie widzą one zbyt wyraźnie, nie potrafią także wyostrzyć sobie obrazu, ale za to są bardzo wrażliwe na ruch. Jednak świat widzą za pomocą swojego nosa. Ciekawe, prawda? Otóż rozpoznają one aż 600 tysięcy zapachów. Ich nos jest czulszy od ludzkiego ponad 100 tysięcy razy.

Dodatkowo możemy wyczytać, jaka jest mowa psów, jak okazują swoje emocje i wyrażają pragnienia. Uwielbiają, gdy się do nich mówi, w końcu to najlepsi powiernicy wszelkich tajemnic. Jednak nie należy do nich krzyczeć. Od razu to wyczuwają. Mają swój psi alfabet. Nie każde zachowanie, czy spojrzenie jest takie samo. Dlatego przyglądajcie się swoim czworonogom i uczcie się go.

Pieski należy również odpowiednio odżywiać. One mają swoje "psie smakołyki". Głównie są to mięsożercy, jednak jeśli myślimy o jedzeniu dla nich, jako pierwsza myśl przychodzą nam kości. A nie każdy wie, że można tym wyrządzić im krzywdę i spowodować zagrożenie dla ich życia. Jeśli już zamierzamy mu podać tego typu "przekąskę", to niech ona będzie surowa. Dlaczego? Ponieważ gotowana pozbawiona jest już większości składników odżywczych. Jednak mimo wszystko bądźmy w tym rozważni, ponieważ generalnie kości powodują uszkodzenie języka, złamanie zębów, a co najgorsze - blokowanie jelit, w których pozostaną nie do końca przetrawione kości. Doprowadza to też do uszkodzenia przełyku, tchawicy i żołądka. Starajmy się zatem urozmaicać im posiłki, są różne karmy dostosowane do wieku psów, te mokre, bogate w witaminy i chrupkie, tzw. "sucha karma". Warzywa i owoce też są dobrą opcją, aczkolwiek nie każdy pupil skieruje swoje zainteresowanie w tą właśnie stronę. Kwestia nauki i gustów.

Jak już mamy psiaka to o niego dbajmy, bawmy się z nim, obserwujmy, pamiętajcie o higienie, która również i te zwierzęta obowiązuje, czyli zabiegi weterynaryjne (szczepienia, odrobaczenia, odpchlenia, popularne jest też obecnie czipowanie, czyli elektroniczne znakowanie psa), czesanie włosów (bez względu na rasę, ponieważ psy linieją), kąpiel (przy użyciu szampanów przeznaczonych dla psów oraz nie za często, w zależności od potrzeb, jednak nie za często, ponieważ prowadzi ona do wysuszenia nie tylko skóry i sierści, ale zniszczenia naturalnej tłuszczowej warstwy ochronnej skóry,ewentualnie czyszczenie mokrymi ręcznikami), obcinanie pazurów (sami bądź u weterynarza), podcinanie lub upinanie włosów (głównie u psów długowłosych, w upały), kontrolowanie stanu oczu i uszu (czy nie ropieją, a jak już się tak stanie, to jednak nie róbmy tego na własną rękę, skonsultujmy to z lekarzem weterynarii), szczotkowanie zębów, czy też podawanie naturalnych gryzaków (kupimy je w sklepach zoologicznych, jak np. krtań wołowa, czy przełyk wołowy, uszy zwierzęce, czy sztuczne kości, poprawiają one stan uzębienia, dostarczają witamin, zajmują również pupila na wiele godzin.

Obserwujmy, obserwujmy i jeszcze raz obserwujmy, ponieważ każdy czworonóg jest inny. Również, jak my, tak i one chorują, a najczęstszymi dolegliwościami są wścieklizna, nosówka, zapalenie uszu i spojówek, biegunki, problemy ze stawami biodrowymi i łokciowymi...


Tyle i wiele innych, istotnych faktów, informacji i ciekawostek dostarcza nam właśnie ta książka. Jest to skarbnica wiedzy w dłoniach rodziców, których dziecko / dzieci proszą właśnie o pieska. Warto zagłębić nasze pociechy w podstawową wiedzę na ich temat, która tutaj, w podstawach i w bardzo ciekawy sposób została przedstawiona. "Wszystko o psach" uczy, bawi i wzrusza. Pamiętajmy, że powiększając rodzinę o czworonoga jest ogromną odpowiedzialnością. Nie podejmujmy pochopnych decyzji, ponieważ nie sztuką jest oddać psa do schroniska. Sztuką jest znaleźć im odpowiedni dom, wychować i trwać z nim do końca ich życia. W tym celu, już od samego początku, należy opracować sobie plan działania i zasad, które obowiązywać będą nie tylko dla niego, ale także dla nas, czyli dla każdego domownika. Z pewnością odwdzięczy się to nam merdaniem ogonka, który oznacza radość pieska. Będzie psocił, to akurat jest nieuniknione, będzie ku temu szukał każdej okazji, jednak jak mu zabronimy, to w końcu się wycofa.

I pewnie się powtórzę, ale książka jest pięknie wydana, w twardej oprawie, tak więc szybko się nie zniszczy - no chyba, że nasz "pieseł" się nią zaciekawi - tutaj nikt już nie bierze odpowiedzialności za ewentualne zniszczenia.

Czytaliśmy z zaciekawieniem, trochę tym moim dzieciom "otworzyłam" oczy na pewne sprawy. Praktykę w tym zakresie już z dzieciństwa posiadam, więc im ją przekazuję. Moi rodzice zdecydowali się na psa rasy Boxer, kiedy byłam w szkole podstawowej. Nazwaliśmy go Axel. To był pierwszy pies tego typu rasy wtedy u nas na osiedlu. Czy chciałam, czy nie, rano przed szkołą ja czy mój brat wychodziliśmy z nim na dwór. Byliśmy świadomi tego, że tak, jak my mam swoje potrzeby, tak i on ma. Nie ma zmiłuj, że deszcz pada i "mi się nie chce". Niestety miał padaczkę. Trwał z nami 8 lat. Przeżyliśmy jego odejście, a najgorzej mój tata, który powiedział, że już nigdy więcej nie chce mieć czworonoga w domu. Pamiętam, że wtedy się rozpłakałam. Ale po 3 latach zmienił zdanie i pojawił się Tajson. Totalne przeciwieństwo, psotnik i buntownik, ale udało się go okiełznać. Był z nami 15 lat. Musieliśmy go 8 lat temu uśpić, ponieważ miał na tyle duże problemy z trawieniem, że nie było dla niego już ratunku ze względu na jego wiek. Żołądek mu niewyobrażalnie puchł bez przyczyny. Od tamtej pory moi rodzice nie zdecydowali się na nowego przyjaciela.

Moje dzieci chciałyby mieć pieska. Obiecałam im, że w przyszłości to nastąpi. Póki co nie mogą zdecydować się na rasę. Jest ich zdecydowanie za dużo.

Ale wiem jednak, że kiedyś na ostatniej stronie książki "Wszystko o psach" wypełni się karta naszego pupila i pojawi się jego portret pupila. Obiecałam i dotrzymuję słowa.


Z tej serii ukazały się również inne książki, czyli "Wszystko o...:
koniach",
pszczołach",
kotach",
niedźwiedziach",
krowach".


My akurat przedstawiliśmy Wam wiedzę o psach, ale powrócę o ... Tego się dowiecie niebawem.


piątek, 8 listopada 2019

Oczyszczanie twarzy płynem micelarnym Resibo - topestetic.pl

Oczyszczanie twarzy płynem micelarnym Resibo - topestetic.pl

Kto uważnie czyta mojego bloga doskonale wie, że w kwestii demakijażu twarzy numerem 1 są dla mnie płyny micelarne. Kiedyś stosowałam także mleczka, i owszem – są ok., nie mam jakoś do nich zastrzeżeń, jednak zdecydowanie wygodniejszą opcją są dla mnie micele.


Nie trzymam się jakoś jednej konkretnej marki, lubię próbować wszelkie dla mnie nowości. Tym razem w moje ręce wpadła marka Resibo. Płyn micelarny (Micellar Cleansing Water - Resibo) zamówiłam sobie w sklepie Topestetic

Tak się składa, że nie miałam dotąd okazji wypróbować kosmetyków tej firmy, także ochoczo podjęłam wyzwanie zwłaszcza, kiedy wyczytałam, że są to produkty w pełni naturalne.


W przypadku tego płynu kluczowymi składnikami są tutaj gliceryna (stoi już na 2 miejscu), sól kwasu mlekowego, roślinny propanediol, których zadaniem jest odpowiednie nawilżenie skóry. Wyciąg z szałwii lekarskiej polecany jest dla cery z niedoskonałościami. W przypadku płynu działać ma zatem przeciwzapalnie i antybakteryjnie. Na koniec dodam, że jest jeszcze d-panhenol (4 miejsce na liście składników) – jeden z moich ulubieńców, który ma koić skórę i łagodzić podrażnienia. Na szczęście nie znalazłam tutaj alkoholu, którego nie cierpię, ponieważ strasznie wysusza mi cerę.


To, co widziałam, a co teraz sprawdza się w moim przypadku w rzeczywistości, to fakt, że jak na Resibo przystało jest nie tylko naturalnie, ale też pięknie. Dominuje tutaj prostota, nie ma zbyt przesadnych etykiet, czy też wielkiego logo marki. Do tego plastikowa buteleczka wypełniona płynem schowana została w kartonowej tubie – nie ukrywam, że to dość niecodzienny pomysł.  


Do dyspozycji mamy 150 ml. Jest to optymalna ilość, jednak tutaj dla mnie minusem jest pompka. W wielu innych przypadkach jestem jak najbardziej za takim rozwiązaniem, ale nie w przypadku płynów micelarnych. Zawartość znikała mi w oczach szybciej, niż mi się wydawało.

Jestem trochę rozczarowana, ponieważ efekty są bez zarzutu, zmywa makijaż, tusz, czy eyeliner. Do tego nie podrażnia twarzy, a tutaj ze względu na skład nie miałam wątpliwości. Jak na kosmetyk, po który sięgam codziennie i to w dużej ilości, tak tutaj cena jest dla mnie zdecydowanie zbyt wysoka. Szybko się kończy, a więc nie jest wydajny. Dozowanie zawartości w postaci pompki nie jest tutaj optymalnym rozwiązaniem, ale mimo wszystko cieszę się, że miałam okazję go wypróbować.

czwartek, 7 listopada 2019

"Toksyna w małych dawkach pomaga, w większych truje" - problemy alkoholowe matki w książce "Toksyczność" Jarosław Czechowicz (Prószyński i S-ka)

"Toksyna w małych dawkach pomaga, w większych truje" - problemy alkoholowe matki w książce "Toksyczność" Jarosław Czechowicz (Prószyński i S-ka)

Ostatnio jakoś nie po drodze było mi pisanie recenzji. Potrzebowałam troszkę odetchnąć od literek i myśli, które Wam tutaj przelewam. Przyszedł moment, aby odpocząć, zebrać myśli, poukładać sobie to i tamto - chyba dopadła mnie melancholia jesienna

W wolnych chwilach, a na szczęście takowe jeszcze posiadam, uciekałam i wciąż uciekam w książki. To dla mnie najlepszy moment na wyciszenie się i zwolnienie tempa. Z wiekiem sięgam po różną literaturę. Czasem jest ona lekka, a czasem jednak dość trudna do przyjęcia, zwłaszcza, jeśli dotyka codziennego życia i różnych z nim związanych problemów.


Tak właśnie było z książką pt. "Toksyczność" autorstwa Pana Jarosława Czechowicza. Po raz pierwszy miałam okazję przeczytać dzieło tego autora. Jak się później okazało, sięgnęłam akurat po jego debiutancką pozycję, która przez dobrych kilka dni nie tylko zatrzymała mnie nieco w czasie, ale spowodowała, że pewne sprawy / problemy zaczęłam postrzegać nieco inaczej.


Aby wytłumaczyć Wam, dlaczego tak się stało, zacznijmy może od początku...

Główną bohaterką książki jest Janina, którą poznajemy we wstrząsających okolicznościach, kiedy to jej mama umiera porażona prądem z powodu zepsutej, starej frani. Została sama, ona, jej siostra Beata i brat Jasiek.  Dla młodej, dorastającej dziewczynki to cios, z którym ciężko sobie poradzić zwłaszcza w sytuacji, w której się znajdowała. Niefortunna sytuacja zabrała jej (i rodzeństwu) Mamę, jedyną osobę, która w domu była tym promyczkiem, ostoją, a jednocześnie obroną  przed ojcem-tyranem, który pod wpływem alkoholu bił nie tylko swoją żonę, ale i dzieci, upokarzał i powodował wieczny strach. Niestety. Odeszła. Mama.    

"Jedyna osoba, dzięki której wytrzymywałam tą pieprzoną codzienność z jaśnie panem pijakiem, z brzydkimi ludźmi z naszej ulicy, z naszą ulicą, co nigdy nic nie widziała i nie słyszała. Byliśmy zdani na siebie. Na gniew jaśnie pana i jego decyzje. Na lejącą się w gębę wódkę, która dyktowała plan dnia całej rodziny". 

 Janka nie wytrzymała... Po śmierci matki, mimo, że miała siostrę i brata nie potrafiła poradzić sobie z życiem pod wspólnym dachem z wiecznie pijanym ojcem, który bez powodu wszczynał awantury o byle co... "Nieobecność Mamy stała się dla mnie ciężarem nie do udźwignięcia". Postanawia opuścić swój rodzinny dom, z którym wystarczająco miała nieprzyjemnych wspomnień i na swój sposób się usamodzielnić. 

"chciałam powiedzieć ojcu, żeby pocałował mnie w dupę i nigdy nie szukał, ale nie miałam jeszcze na to odwagi, cały czas pamiętałam jego zaciśniętą pięść i śmierdzący oddech". 

Otrzymała świadectwo ukończenia technikum bez podchodzenia do matury. Bo po co? Już nie było nikogo, kto by się cieszył z sukcesów w w szkole. Przygarnęła ją ciotka, na początek załatwiła jej pracę w sklepie obuwniczym, doczekała się nie tylko swojej pierwszej wypłaty, ale wkrótce zmieniła branżę na zakład wodociągowy, jako sekretarka i księgowa. To była jej pierwsza, porządna praca. Tam na jej na drodze życia pojawił się on, mężczyzna o imieniu Jerzy. Miała wówczas niecałe 20 lat, zaś on był od niej o 10 lat starszy... Wychodzi za niego i wkrótce rodzi się ich syn, Filip

"Urodziłam tego chłopca i powinnam mu ofiarować swoją miłość, ale nie potrafiłam. Jedyną osobą, którą naprawdę w życiu kochałam, była Mama. [...] Dla mnie to był ciężar - w sensie dosłownym i każdym"

W międzyczasie wychodzą na jaw pewne fakty o jej mężu, o których kompletnie nie miała pojęcia. Chodził do pracy, w której się tak naprawdę nie pojawiał. Okazało się, że ma zaburzenia osobowości. Zaburzenia schizofreniczne. Był inny. "Chory na głowę". Zaczęli się od siebie oddalać i fizycznie i emocjonalnie. Kiedy Janina podejmuje się nowej pracy, tym razem w urzędzie, poznaje tam Kryśkę, która wkręca ją w "tryb imprez". Pojawia się alkohol, w coraz to większych, niekontrolowanych ilościach. Potem umiera nie tylko ojciec Jerzego, ale i "jaśnie pan", czyli tyran, ojciec bohaterki. Okazało się, że to rak trzustki. Poczuła ulgę i satysfakcję, ba, nawet nie pojechała na pogrzeb. "A może jednak istnieje jakaś sprawiedliwość i jaśnie pan zawsze będzie smażył się w piekle?". 


Niestety Jance zaczyna się coraz częściej upijać. Nie kontroluje własnego ciała, jest również obojętna w stosunku do Filipa, bo generalnie od początku nie mieli wspólnych relacji. On "dobrze trzymał" z ojcem. Dla niej wychowywanie jego to był wielki ciężar zwłaszcza wtedy, kiedy podpijała. Niestety Jerzy popełnia samobójstwo, wiesza się w kuchni z niewiadomych przyczyn. Wówczas bohaterka coraz to bardziej pogrąża się w nałogi i zaczyna tracić kontrolę nad własnym życiem. Potrafi gubić świadomość nawet na kilka dni, co akurat Filipa doprowadzało do szału. Poznaje kolejnego faceta, Andrzeja, a ich znajomość koncentruje się głównie znowu wokół wspólnego picia alkoholu. Tak owocem ich związku jest córka Agnieszka. Bardziej akceptowana przez Janinę niż Filip, który według treści był jej wrogiem. Odwiecznym problemem, prześwietlał całą sytuację, obserwował i wciąż nie mógł pogodzić się z sytuacją, że jego matka nie potrafi trwać w trzeźwym życiu. Zalewała się w trupa, straciła pracę, potem znowu czegoś szukała, a to zatrudniła się w kiosku, ale zaś w jej głowie były procenty. Wyrzuciła Andrzeja z domu, kilka dni trwała w trzeźwości i zaś było to samo - starała się tylko dojść prostym krokiem do sklepu po następną butelkę. I tak w kółko do momentu, kiedy Filip nie wytrzymał, skarżył się na matkę w szkolę, aż wreszcie jako 9-letnie dziecko całą tą sytuację zgłasza do opieki społecznej, która odbiera jej dzieci i zmusza do leczenia. I tak przechodzi kilka kuracji, z których tak naprawdę nic nie wynika. Wszyli jej Esperal, ale i to nie pomogło... 

"[...] wzięłam nóż i zaczęłam się kroić, krew leciała, ból był niewyobrażalny, prawie jak przy porodach, ale cięłam i wydobyłam to, dwie kapsułki jeszcze prawie pełne, jedna rozpuszczona, rana była duża i bolesna. [...] I poszłam, kupiłam piwo, dwa piwa, i nic mi tak nigdy nie smakowało jak zawartość tych dwóch puszek"

Nienawiść jej do syna, za to co zrobił, i na odwrót rosła, córka natomiast żyła swoim tokiem i powiedzmy, że akceptowała sytuację, ale w głębi duszy była świadoma tego, że dzieje się źle... Janka traktowała córkę zupełnie inaczej, niż Filipa. Bardziej ją kochała, a on to był ten "donosiciel". Traci też ojca, partnera matki, Andrzeja, który niestety się utopił. Ale co z tego, pojawiali się nowi, na chwilę, po czym Janka znów była sama. Właściwie to nie sama, ale z alkoholem, który wciąż ją pogrążał. Trzeźwiała i zaś się upijała, terapia była na chwilę, otrząsnęła się, zrobiła kurs księgowości, plany były, otwarcie biura, wprawdzie w mieszkaniu, ale były... Pojawiali się pierwsi klienci, których obsługiwała, ale tym samym traciła też kontakt z dziećmi... Podłość syna z donosem do opieki nadal w niej trwała, nie potrafiła o tym zapomnieć i dać mu drugą szansę. Filip poszedł na studia, odczuła ulgę, że nie będzie jej kontrolował... Fajnie, ale odpowiedzialność spadła na Agnieszkę, która po dłuższym piciu matki musiała ją cucić, kiedy to straciła przytomność. Popadała w długi, zabrała nawet pieniądze Agnieszki w związku ze spadkiem po śmierci jej ojca. A było 40 tysięcy. Popadała co rusz w lichwę - to było błędne koło, spłacanie pożyczek kolejnymi pożyczkami. 

Potem się działo, działo się naprawdę bardzo dużo... Picie, trzeźwienie, w kółko i na zmianę, piwo, wódka - byleby miało procenty, doszły wizyty, grupy wsparcia, terapie, jednak Janka ocknęła się dopiero w momencie, kiedy przyszła choroba... Dzieci były już dorosłe, wiodły własne życie, miały nieco inne spojrzenie na otoczenie i na własną Matkę - pijaczkę, podjęli się iść swoją drogą. Janka jednak nadal walczyła - tym razem nie chodziło już o alkohol. Zachorowała, początkowo diagnozą był chłoniak złośliwy, więc natychmiast poddała się chemii. To było zaawansowane stadium. 

 "[...] teraz wezmę się z tym raczyskiem, nie pozwolę mu na dalsze pustoszenie mojego organizmu, mojej głowy, ja chce żyć i będę walczyć."

Niestety walki nie wygrała... Zmarła z innej przyczyny.

   Nie jest to łatwa lektura, z czego od początku zdawałam sobie sprawę. Dlaczego zatem chciałam przeczytać? Nie wiem... Pierwszy raz nie odpowiem Wam na to pytanie. Problem alkoholowy w rodzinie, wśród najbliższych, czy przyjaciół jest mi obcy. Owszem, słyszałam, że ten, czy tamten ma tego typu kłopoty, pociąga, lubi zaglądać do kieliszka, jednak nigdy osobiście akurat ten temat mnie nie dotknął. Na szczęście. Ale nie twierdzę, że jestem wobec tego obojętna. Po przeczytaniu książki zmieniłam nieco moje zdanie na temat osób, którym los przysporzył "procentowych problemów".


Wiem jedno - chociaż uzależnień jest wiele, tak nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego matka, po takiej traumie z dzieciństwa nie wyciągnęła wniosków i poszła w ślady ojca... Momentami byłam wkurw.... Wściekła i najchętniej dałabym takiej parę razy tu i ówdzie, aby się obudziła. Alkohol to najszybsza ucieczka od problemów, ale mając dzieci, mimo straty męża, musiałabym się wziąć w garść, ponieważ to na mnie odpoczywałaby odpowiedzialność za dwojga tak naprawdę niewinnych dzieci. Sama zbudowała sobie taki los i nienawiść syna w stosunku do siebie. Uległa temu, czemu tak bardzo była przeciwna w dzieciństwie. Alkohol zniszczył nie tylko ją samą, ale całą rodzinę, stąd też "wypracowała" sobie takie, a nie inne podejście jej dzieci do własnej osoby. Nawet pomoc z zewnątrz nie przynosiła żadnych efektów. Była na chwilę. Potrafiła się otrząsnąć, spojrzeć trzeźwo, otworzyć biuro rachunkowe, jednak nadal się upijała, generując na własne barki problemy, które piętnowały się z dnia na dzień. Wpadła w długi, a jak wiecie, z wierzycielami nie ma "zmiłuj się". Zaprzepaściła też kontakty z własnym rodzeństwem. Żyła po prostu własnym życiem i własnymi potrzebami. A powinna być przykładem, ponieważ patrzyły na nią dzieci, przed którymi przyszłość stała tak naprawdę pod znakiem zapytania. Kredyty spłacane były kolejnymi kredytami, raty rosły w tempie błyskawicznym. Jej związki z innymi mężczyznami zawsze kończyły się fiaskiem. I mimo tak ogromnego bagażu rozczarowań dźwigała następne. 
 
Z drugiej strony patrząc, mimo przeciwności losu walczyła do końca... Nawet po latach Filip się do niej przekonał. Widocznie i on potrzebował czasu.

Na końcu książki umieszczone zostały "Głosy z tła", czyli krótkie wypowiedzi osób, które towarzyszyły w jej życiu. M.in. Kryśka, siostra Beata, jej mąż Marcin, a także dzieci - Filip i Agnieszka, dla których tak naprawdę śmierć matki była bolesna, ale na koniec poczuli ulgę. 

Dodam, iż autor, Jarosław Czechowicz pochodzi właśnie z rodziny alkoholowej. Jego książka nie jest jednak autobiografią. Przedstawiona jest z punktu widzenia kobiety alkoholiczki.

Jest to mocna lektura, zainspirowana faktami z prawdziwego życia. Alkohol to taki robal, który wchłania się szybko, wije sobie gniazdko i nie zamierza z niego wychodzić. Niszczy wszystko, co wejdzie mu w drogę, a do tego współuzależnienia od siebie również innych. To ono dyktuje nam los. Tym samym skłania czytelników do pewnej refleksji i spojrzenia na problem głównej bohaterki.

Dziękuję wydawnictwu Prószyński i Spółka za możliwość przeczytania tej lektury. Nie ukrywam, że to jedna z dosłownie kilku książek licząc na palcach jednej dłoni, nad którą tak długo rozmyślałam... 


Optymalizujący krem pod oczy Senelle - topestetic.pl

Optymalizujący krem pod oczy Senelle - topestetic.pl

Spośród wszystkich kosmetyków, jakie używam w chwili obecnej na co dzień brakowało mi peelingu do twarzy, w który się już zaopatrzyłam oraz jakiegoś dobrego kremu pod oczy. Skóra w tym miejscu jest delikatna, potrzebowałam nie tylko nawilżenia, ale też napięcia. Zwłaszcza teraz, jesienią, kiedy robi się szaro i brak nam promieni słonecznych. 

Oczywiście w podjęciu decyzji co do wyboru tego odpowiedniego pomógł mi sklep Topestetic. Podoba mi się przede wszystkim to, że wchodząc na stronę sklepu jest LiveChat - jeśli mamy problem z doborem produktu i potrzebujemy konsultacji, nie tkwimy z tym sami. Zawsze otrzymamy pomoc i wsparcie i konsultację.

Tak więc idąc za radą dermokonsultantki zdecydowałam się na optymalizujący krem pod oczy Senelle. Już nie raz marka ta przewinęła mi się gdzieś w "internetach", także wreszcie przyszedł czas, abym i ja mogła wyrazić swoją opinię. 


Podczas wyboru kosmetyków do twarzy zwracam uwagę nie tylko na ich przeznaczenie, a tutaj jest on do każdego rodzaju cery, ale przede wszystkim na skład. Im bardziej naturalny, tym z pewnością lepiej odwdzięczy mi się w przyszłości. 

Tutaj znajdziemy:
- olej z pestek malin, 
- olej z orzeszków kukui tungowca molukańskiego,
- olej z orzecha włoskiego,
- oligosacharydy z korzenia cykorii, 
- olej jojoba, kofeina, 
- wyciąg z płatków maku polnego, 
- oliwa z oliwek (co mnie zdziwiło), 
- ekstrakt z korzenia dębu,
- Oleoactif® Diam 2% (do walki z oznakami starzenia się skóry wrażliwej i reaktywnej),
- Oleoactif® Pomegranate 2% (olejowa substancja aktywna).

Połączenie tych wszystkich składników ma skutkować w dogłębnej regeneracji skóry, jej odpowiedniemu nawilżeniu oraz odżywieniu. Ponadto w kremie zawarta jest również kofeina. Tak, jak pobudza ona nas na co dzień w postaci płynnej, tak tutaj ma ona niwelować cienie pod oczami oraz obrzęki. To dość częsta przypadłość, zwłaszcza po nieprzespanej nocy spowodowanej różnymi przyczynami, niekoniecznie zależnymi od nas samych. 

Wygląda elegancko, kusi kobiecy wzrok, więc od razu zwrócił moją uwagę, kiedy go otrzymałam, ponieważ jest bardzo oryginalnie zapakowany. 


Wiadomo, że na łazienkowej półce stoi już sam sobie, jednak nie sądziłam, że ta malutka buteleczka nie tylko się ze mną zaprzyjaźni i wejdzie w codzienną rutynę, ale zaskoczona jestem też tym, że zawartość, czyli te 15 ml będzie tak bardzo wydajna. 

Konsystencja jest odpowiednia, nie za rzadka i nie za gęsta. Jak dla mnie w sam raz, chociaż jedna pompka to dla mnie zbyt dużo, ale ilość pod jej naciskiem można sobie regulować na tyle, na ile mamy potrzebę.


Zapach jest taki hmm... nijaki, mnie akurat on nie drażni, ponieważ już od dawna stosuję kosmetyki naturalne, które, uwierzcie mi, wywoływały na mnie różne wrażenia, niekoniecznie te dobre. Zapewne się powtórzę, ale to kwestia gustu i przyzwyczajeń. 


Nie wiem, jak Wy, ale ja już od dawna wiem, że dobrze przespana noc wpływa odmładzająco na skórę, redukuje bruzdy na twarzy i drobne zmarszczki. A jak wiadomo życie codzienne płata różne figle. Staram się kłaść o odpowiedniej porze, jednak nie zawsze idzie to zgodnie z moim planem. Dlatego serum stosowałam i stosuję tylko i wyłącznie na wieczór, po totalnym demakijażu, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że to właśnie podczas snu nie tylko całe nasze ciało wypoczywa, ale i skóra, zaś to, co w nie "wklepiemy", ma wówczas najsilniejsze działanie. 


 Na samym początku zauważyłam jedno: krem bombowo nawilża. Musiałam sobie "wyuczyć" wydobywaną ilość z pompki, ponieważ miałam wrażenie, że wręcz za bardzo natłuszcza mi skórę, chociaż mimo tego chłonność przy moim typie cerze tak, czy inaczej, była bardzo szybka. Tak więc jestem zdania, że formuła tego kosmetyku jest bogata. Po nawilżeniu czuć przyjemność, lekki chłód i ukojenie. Skóra wokół oczu jest gładka, miękka w dotyku. I faktycznie cienie znikają, ale tutaj na efekty potrzeba czasu.


Podoba mi się również w przesyłkach z tego sklepu to, że prócz domniemanego, głównego bohatera, w paczuszce dostajemy również próbki często gęsto tej samej firmy. To fajna opcja wypróbowania czegoś w wersji mini przed zakupem tego pełnowymiarowego produktu.


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger