niedziela, 7 lipca 2019

Rozrywka dla dzieci z Media Service Zawada

Rozrywka dla dzieci z Media Service Zawada

Lato to chyba najbardziej wyczekiwana przez nas pora roku. Nie tylko dlatego, że dzień staje się dłuższy. Jest słonecznie, przyjemnie, aż chce się z ochotą aktywnie spędzać czas. Cały rok czekamy też na zaplanowany urlop, aby móc złapać oddech, zwolnić tempo, odpocząć i naładować akumulatory. 

A dzieci... one mają nadprogramowo chyba ustawiony zapas energii na full. Często dwoję się i troję, co by tu im wyśleć. 

Nasz 11-latek, level hard-core, filozof i myśliciel w jednym ma swój świat: interesują go różnego rodzaju budowle (klocki lego, majsterkowanie), programy do obróbki graficznej itd. Zaś 5-letni Oluś ukochał sobie swoje pandzioszki. Trzecia, podarowana dla niego od koleżanki z pracy jest w samochodzie.
Kocha rysować, w przedszkolu króluje w tym fachu. 

Jemu dużo łatwiej jest zorganizować czas. Klocki, czy zabawa autkami są fajne, ale do czasu. Najlepszą rozrywką są różne czasopisma, książeczki, które bawiąc się uczą i rozwijają różne umiejętności

Dlatego nieustannie sięgamy po książeczki Media Service Zawada

W naszym posiadaniu jest m.in. "Świnka Peppa Chrum Chrum: Herbatka u Peppy".


Skierowana jest do dzieci w wieku 2–6 lat. Zawiera tylko 24 strony, ale zapewnia naprawdę mnóstwo zabawy. 

Zadania, labirynty, zgadywanki, kolorowanki, łączenie kropek, pisanie po śladzie, naklejki - to wszystko znajdziemy w tak kolorowej, sympatycznej książce. 


Dziecko przenosi się w świat różowej świnki i jej wesołej rodzinki. Będzie malować, zgadywać i rozwiązywać zadania. 


Dzięki temu mały czytelnik ma możliwość pobudzić własną wyobraźnie, rozwinąć spostrzegawczość oraz umiejętności plastyczne. Zabawa jest jeszcze ciekawsza, ponieważ w środku dołączone są naklejki, które wykorzysta do wykonania zadań. Dlatego zabawa staje się jeszcze bardziej ciekawsza. 


Podobna do tej wyżej wymienionej jest też książeczka "Animal Club International: zwierzakowe zabawy".


Tu mamy aż 50 naklejek.


Mojej koleżanki córka będzie zadowolona zwłaszcza, że kocha zwierzęta, a przede wszystkim konie. Kucyków Pony ma niezliczoną ilość. 


Nowa seria AA CICA BENEFIT - regeneracja dla skóry wrażliwej, suchej i podrażnionej.

Nowa seria AA CICA BENEFIT - regeneracja dla skóry wrażliwej, suchej i podrażnionej.

Już Wam zdaję się wspominałam na blogu, że kosmetyki AA miałam okazję poznać w szkole podstawowej. Wówczas Pani dermatolog poleciła mi pewną hipoalergiczną linię, która zdziałała cuda na mojej twarzy. Okres dojrzewania spowodował kumulację hormonów, ja miałam wtedy wstręt do życia, nie chciałam iść do szkoły ze względu na jedno wielkie uczulenie na mojej skórze. Ogólnie przeżyłam koniec świata...Typowe dla nastolatki.

Dziś wiem, że produkty tej firmy są niezawodne i bez żadnych wątpliwości i obaw po nie sięgam wiedząc, że będę zadowolona.

A skoro powstała nowa linia Cica Benefit - kosmetyki AA, wiadomo, nie mogłam przejść obojętnie.

Celem tej serii  jest regeneracja skóry wrażliwej, suchej i podrażnionej, której bariera ochronna została naruszona. W jej skład obecnie wchodzą 4 kosmetyki.


Zdecydowałam się wypróbować pewien duet, który akurat na co dzień znika mi z oczu. Jest to odżywczo-kojący balsam do ciała i kojący płyn micelarny do demakijażu twarzy, oczu i ust.


Odżywczo- kojący balsam AA CICA BENEFIT


Główne skrzypce grają tutaj 3 składniki:
- wąkrotka azjatycka
, która przyspiesza regenerację naskórka, przez co skóra odzyskuje właściwą ochronę przed czynnikami zewnętrznymi,
- koktajl owocowy poprawiający kondycję skóry, ujędrnia ją i wygładza,
- D-pantenol - pielęgnuje, koi i łagodzi podrażnienia.


Przez chwilę opakowanie skojarzyło mi się z żelem do kąpieli, ponieważ jest w formie tuby. Jednak kilka balsamów AA w takim opakowaniu, na klik, już posiadałam, więc to dla mnie żadna nowość.

 Konsystencja nie jest typowa, jak na balsamy przystało, wręcz bym powiedziała, że jest jakby żelowa. Na szczęście jest bardzo lekka, szybko się wchłania, przez co też znacznie szybciej czuć nawilżenie i przyjemne, przez chwilę chłodne ukojenie. Zapach jest świeży, jakby miętowy, więc tutaj też duży plus, ponieważ całość świetnie ze sobą współgra.

Cieszę się, że obecne są tutaj i wąkrotka i D-panthenol. Wśród nich jest też sporo ekstraktów / soków z owoców, czy też nawet świetnie działający sok z liści aloesu, czy też allantoinę. To naprawdę bogate składniki.  Latem najwięcej przebywam poza domem, o różnych porach dnia, niekoniecznie w cieniu. Czasami po prostu nie mam na to wpływu. Ekspozycja na słońce widoczna jest u mnie najbardziej wieczorem, zaraz po kąpieli. Wówczas po skórze mogę sobie dosłownie „pisać”. Dlatego codzienna dawka w konkretnej ilości nawilżenia to mój obowiązek. Odżywczo-kojący balsam świetnie daje sobie z tym problemem radę. Czuję ulgę. Używam go codziennie. Myślę, że na około miesiąc mi wystarczy.

Drugim produktem z tej serii jest kojący płyn micelarny CICA BENEFIT.


Jest to totalnie odmienne przeznaczenie, co do produktu wyżej, ale dla mnie, w życiu dość istotne. Nie jestem w stanie zliczyć, ile tzw. „miceli” w swoim życiu już zużyłam, ile się dobrze, a ile źle sprawdziło. Nawet ostatnio kupiłam sobie taki jeden, pochodzący od dość popularnej firmy. Niestety już po pierwszym razie oczy mi łzawiły.


Ten, który Wam dzisiaj przedstawiam, to takie 3w1, ponieważ przeznaczony jest do demakijażu: twarzy, oczu i ust. Jak każdy tego typu płyn ma on przede wszystkim szybko, bezboleśnie i skutecznie usunąć makijaż oraz inne zanieczyszczenia, nie podrażniając tym samym skóry i nie powodując uczulenia. 


Skład jest zbliżony do balsamu, ale w przypadku tego płynu ma jednak (prócz D-panthenol'u) inne działanie:
- wąkrotka azjatycka
poprawia mikrokrążenie skórne, dzięki czemu głęboko nawilża wysuszoną skórę. Zapobiega przeznaskórkowej utracie wody i poprawia funkcje barierowe oraz gładkość skóry, chroniąc ją przed czynnikami zewnętrznymi,
- kompleks cukrowy DEX-4X skutecznie oczyszcza i zmniejsza widoczność rozszerzonych porów, w efekcie skóra odzyskuje miękkość w dotyku,
-  D-pantenol, jak w przypadku balsamu, pielęgnuje, koi i łagodzi podrażnienia.

Jeśli chodzi o moją opinię to jestem z tego płynu zadowolona. Przede wszystkim nie piekły, ani nie łzawiły mi oczy. Dobrze usuwa makijaż. Nie czuję po nim ściągnięcia na twarzy. Tak więc jestem zadowolona. 250 ml to taka optymalna ilość dla tego typu kosmetyków. 


piątek, 28 czerwca 2019

"Myślisz, że jesteś szybki? Myślisz, że masz dobrą pamięć? - Rach Ciach i przekonasz się, czy masz rację" – gra od Alexander.

"Myślisz, że jesteś szybki? Myślisz, że masz dobrą pamięć? - Rach Ciach i przekonasz się, czy masz rację" –  gra od Alexander.

"Myślisz, że jesteś szybki? Myślisz, że masz dobrą pamięć? Rach Ciach i przekonasz się, czy masz rację" –  Alexander.


Podobnie, jak w grze „Gorący Ziemniak”, o której wspominałam Wam tutaj,na przeszkodzie stoi nam znowu presja uciekającego czasu


W "Rach Ciach" liczą Wasze się trzy, zasadnicze cechy:
- szybkość,
- dokładność,
- dobra pamięć.


 Gra ta jest w różnych wersjach: mini, light, czy też familijna. Ja zdecydowałam się na tą exclusive. Nie bez powodu, ponieważ przeznaczona jest nie tylko w wieku 3+, ale przede wszystkim może w nią grać od 2 do 5 graczy. Moja rodzina składa się z 4 osób, dlatego też zdecydowałam się akurat na tą opcję. 


Kolorowe opakowanie, przyciągające dziecięcy wzrok swoje waży, a to dlatego, że jego zawartość jest spora.


Mamy tutaj:
- planszę do gry,
- 5 sztuk pionków dla każdego gracza,
- 30 kolorowych kulek,
- 55 szt. kart,
- 5 szt. podstawek,
- 5 szt. rurek,
- 1 kamień celtycki.,
- 1 dzwonek,
- obowiązkowo: instrukcja.

Każdy z uczestników zabawy otrzymuje do dyspozycji plastikowy drążek wbity w podstawkę, na której układamy zestaw sześciu kolorowych kul z dziurką. Każdy z uczestników zabawy musi mieć tych 6 kuleczek.


Na środku stołu kładziemy planszę z pionkami oraz talię kart.


Istotną rolę gra tutaj dzwonek


Na kartach znajdują się przezabawne ilustracji składające się z układu od 3 do 6 kolorów odpowiadających kolorowi kul, które znajdują się w posiadaniu graczy.Dlatego bardzo istotne jest to, aby każdy z Was w podstawce miał 6 kul w różnych, niepowtarzających się kolorach.


Zadanie polega na tym, aby po odsłonięciu karty każdy z graczy jak najszybciej ułożył na swoim słupku wskazaną na karcie konfigurację.
 

Ten kto pierwszy prawidłowo, przede wszystkim w kolejności, zgodnie z obrazkiem ułoży swoje kule, a więc w całości wykona zadanie...


 ... informuje o tym innych graczy sygnałem dźwiękowym uzyskanym poprzez uderzenie w dzwonek.


 Osoba, której się to uda, przesuwa swój pionek na planszy.


Jak zwykle cała zabawa wydaje się prosta..
Karta z obrazkami, 6 kul... Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Raz, że musimy być bardzo spostrzegawczy: zaraz po odkryciu karty trzeba zapamiętać kolejność kolorów na obrazku (co kształty / figury itd. też celowo komplikują zadanie), to jeszcze trzeba zwrócić uwagę na to, ile kuleczek trzeba nałożyć na rurkę. To też nie jest proste, ponieważ należy trzymać rurkę na tyle stabilnie i prosto, aby umieścić na nie kulki. I tu jest cały fun! Tempo nakręca i jest masa śmiechu.

Gwarantuję Wam wspaniałą zabawę, sama pod presją innych graczy gafy strzeliłam. Dzieci też między sobą uczyły się rywalizacji i na szczęście nie było żadnej "spiny". Nie dziwię się, że jest to kolejny hit tej firmy.

Gra wpada na moją listę "must have" podczas wakacyjnego wyjazdu. Będziemy wieczorami grać. Może uda się zwerbować też inne dzieci, wtedy będzie więcej śmiechu. 

Złotem muśnięte oko - korygujący krem pod oczy LIFT4SKIN ACTIVE GLYCOL (Oceanic Store)

Złotem muśnięte oko - korygujący krem pod oczy LIFT4SKIN ACTIVE GLYCOL (Oceanic Store)

Kiedyś wychodziłam z założenia, że kremy pod oczy nie są mi potrzebne. Ale to „kiedyś” z pewnością było przed „trzydziestką”, kiedy to byłam jeszcze piękna i młoda, a teraz zostało mi tylko w pakiecie „i”. Krem do stóp, rąk, brzucha, kolan, twarzy... Szkoda, że nie ma jednego konkretnego kosmetyku. Dzięki temu może oszczędziłabym te moje biedne, uginające się od ilości łazienkowych produktów półki.  

Ponieważ wykończyłam swoje bieżące kosmetyki, skusiłam się na korygujący krem pod oczy. Skóra w tym miejscu jest bardzo delikatna, wymaga szczególnej uwagi, dlatego też staram się w tym miejscu aplikować produkty specjalnie do tego przeznaczone.

Michał, autor bloga Twoje Źródło Urody dał mi możliwość wypróbowania kosmetyku LIFT4SKIN ACTIVE GLYCOL od Oceanic Store. Paczuszka przybyła bardzo ładnie zapakowana. 

W środku znalazłam głównego bohatera, czyli korygujący krem pod oczy.


Produkt zapakowany został w skromne, kartonowe opakowanie. Od razu musiałam zajrzeć do środka. Znalazłam tam równie skromną, malutką buteleczkę.


Pierwsze, na co zwróciłam uwagę to oczywiście jakże wygodna podczas aplikacji pompka.


Drugą sprawą, prócz ładnie prezentującej się buteleczki to testing konsystencji i zapachu. O ile to pierwsze jest w porządku (jest leciutka), to drugie jednak już mnie nie zachwyciło, ponieważ kosmetyk ten jest bezzapachowy. Co prawda już się do tego typu produktów przyzwyczaiłam, ale w dalszym ciągu nie będę ukrywać, że lubię, kiedy mi pachnie.

Jaki jest cel tego kremu? 


Trzy, starannie dobrane składniki aktywne mają zmniejszać opuchnięcia oraz cienie pod oczami. Formuła z kompleksem minerałów i aminokwasów wpływa na poprawę nawilżenia i jędrności skóry, a lekka konsystencja sprawia, że krem doskonale się wchłania, nie pozostawiając na skórze uczucia lepkości.

W jaki sposób działają te składniki na naszą skórę?
- witamina B3 wpływa na zmniejszenie widoczności zmarszczek i drobnych linii wokół oczu oraz rozjaśnia skórę,
- złoto koloidalne i peptyd nowej generacji aktywują syntezę kolagenu w skórze, nadając skórze gładkość, elastyczność i młody wygląd,
- masła i oleje roślinne oraz witamina E dogłębnie odżywiają, nawilżają i chronią skórę przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych, a także łagodzą podrażnienia.

Rezultat, jaki mamy osiągnąć to gładsza, bardziej sprężysta skóra oraz rozjaśnione spojrzenie pełne blasku.


Jeżeli chodzi o moją opinię na temat tego kremu to hmm...


Cieni póki co pod oczami (odpukać) na co dzień się nie dorobiłam, aczkolwiek teraz, przy tych tropikalnych upałach nie idzie zasnąć, a co dopiero spokojnie przespać całą noc... Słysząc rano dzwonek brzęczącego alarmu najchętniej wyrzuciłabym go przez okno. Wstaję półprzytomna, co odbija się na wyglądzie. Pierwsze, co mogę w 100 % potwierdzić to fakt, że ta delikatna skóra wokół oczu jest z pewnością odpowiednio nawilżona. Zwłaszcza teraz, latem, kiedy to okolice oka są dość suche. Konsystencja jest dla mnie odpowiednia, szybko się wchłania. Tylko przez chwilę czuję ten tłustszy film. Ale po chwili zaraz wszystko znika. Dlatego aplikowałam nie tylko na wieczór, ale również rano. Wykonanie makijażu mi nie sprawiało trudności, nic się nie rolowało. Drugą sprawą jest rozjaśnienie. Starałam się trzymać zasad i używać kremu 2 x w tygodniu. Po tych nieprzespanych nocach idzie sobie nieco zakamuflować to zmęczenie pod warunkiem, że będziemy go stosować regularnie. Skóra stała się napięta, więc tych typowych "worków" pod oczami właściwie nie było widać.Jedyne, czego mogę się czepić to ilość, ponieważ mamy tutaj tylko 15 ml. Aczkolwiek kosmetyk jest wydajny, więc wszystko jest ok. 


 W zestawie dostałam również saszetki z kremem przeznaczonym do stosowania na dzień z filtrem SPF 20, który ma redukować przebarwienia i chronić nas przed słońcem. Wszystko świetnie ze sobą współgra zwłaszcza teraz, przy tych wysokich temperaturach. Także czuję się skuszona na zakup pełnowymiarowego produktu.

 A czy Wy stosujecie kremy pod oczy? A może używaliście ten korygujący LIFT4SKIN ACTIVE GLYCOL? Jaka jest Wasza opinia?

Gentle Day - higiena intymna na najwyższym poziomie

Gentle Day - higiena intymna na najwyższym poziomie

Dla wielu kobiet temat higieny intymnej nie jest jakoś chętnie podejmowany, a wręcz powiedziałabym, że traktowany jest jako takie tabu, przez które ciężko jest się przebić.

Jedynym miejscem, gdzie w tym zakresie często wręcz musimy mieć nieco więcej do powiedzenia to gabinet ginekologiczny. Wówczas, „face to face”, chcąc nie chcąc, trzeba się przełamać, aby lekarz miał możliwość prawidłowego skontrolowania naszego stanu zdrowia / zdiagnozowania problemu. Ja na szczęście nie mam z tym problemu, ale znam osoby, kobiety, które się najzwyczajniej wstydzą wypowiadać w tej sprawie.

Z racji tego, że niechętnie, a tym samym niewiele się o tym mówi pętla się zacina co  powoduje, że wchodzimy w pewną rutynę nie wiedząc tak naprawdę, czy produkty do higieny osobistej, po które sięgamy, faktycznie są dla nas odpowiednie?

Jakiś czas temu zauważyłam w sieci markę Gentle Day, która w swojej ofercie ma właśnie produkty do higieny intymnej, w tym np. podpaski, wkładki i tampony. Cieszą się one nie tylko sporą popularnością, ale przede wszystkim jakże ważną, pozytywną opinią. Jako, że i ja w pewnym sensie „zawiesiłam się” w czasie, postanowiłam sprawdzić, co takiego ma w sobie Gentle Day i czy w rzeczywistości są to pozycje bezpieczne, higieniczne i sterylne dla naszego zdrowia? 

W moje ręce wpadły trzy produkty: 
1. Podpaski higieniczne Gentle Day z paskiem anoniowym na noc,
2. Podpaski higieniczne Gentle Day z paskiem anoniowym na dzień,
3. Wkładki higieniczne Gentle Day z paskiem anoniowym. 


Pierwsze, co przykuło moją uwagę to pytanie, co to jest ten pasek anoniowy

Okazuje się, że jest on bardzo istotny, ponieważ ma za zadanie  zarówno hamować przykry zapach, jak również nie dopuszczać do rozwoju bakterii.

Co równie ważne produkty Gentle Day są w pełni ekologiczne. To najlepsza forma ochrony zapewniającą przy tym maksimum wygody i pełnię komfortu. Dzięki warstwie przepuszczającej powietrze, skóra oddycha, nie jest zaczerwieniona, czy też odparzona. Ponadto mamy możliwość wesprzeć także ochronę środowiska (do produkcji wykorzystano bawełnę naturalną najwyższej jakości i pasek anionowy). Są one biodegradowalne, a więc mogą być utylizowane, nie zagrażając przy tym środowisku naturalnemu. Opakowanie również może ulec biodegradacji.


Podpaski higieniczne Gentle Day z paskiem anoniowym na noc posiadają aż cztery skrzydełka, przez co nie bez powodu przeznaczone są na noc, zwłaszcza podczas obfitego miesiączkowania.


Zaletą są szerokie, dodatkowe skrzydełka w tyle. Dobrze wiecie, że czasem przewrócenie się z boku na bok powoduje przesunięcie się podpaski i tym samym plamy na bieliźnie, czy pościeli. Te bardzo dobrze utrzymują się na swoim miejscu, dlatego gwarantuję Wam, że unikniecie tej nieprzyjemnej sytuacji.


W opakowaniu mamy 8 sztuk. Myślę, że jest to odpowiednia ilość, zwłaszcza w pierwszych, ciężkich dniach.


Drugie, przeznaczone na dzień są doskonałą propozycją zarówno dla młodych dziewcząt rozpoczynających miesiączkowanie, jak również i dla kobiet dojrzałych, po urodzeniu dziecka, tudzież po operacjach ginekologicznych, z mniej lub bardziej obfitymi okresami.


Posiadają miękką, bardzo delikatną powierzchnię, która jest niezwykle chłonna, zapewniając  tym samym ciągłe uczucie suchości. Natomiast boczne ścianki również zapobiegają przeciekaniu. Przez to też skóra oddycha, nie jest zaczerwieniona, czy też odparzona. Nie ma co się dziwić, że zadowolenie kobiet jest w pełni zaspokojone. Jeżeli masz zatem skórę wrażliwą, podatną na alergię i podrażnienia, ten produkt zapewni Ci maksimum wygody i pełny komfort.


W opakowaniu znajduje się 10 sztuk. Całość jest na tyle szczelnie zamknięta, że zajmuje bardzo mało miejsca, także jak dla mnie firma zdobywa ogromny plus.

Trzecim, a jednocześnie ostatnim produktem Gentle Day są hipoalergiczne wkładki higieniczne.


Osobiście sięgam po nie nie tylko w określonych dniach cyklu. Dla mnie są również niezawodne do stosowania na co dzień. Są małe, bardzo cieniutkie, tak więc nie czuje się ich obecności, nic mi nie przeszkadza,  a przy tym są niezwykle chłonne, pasują do każdej bielizny i są idealne do stosowania właśnie każdego dnia.

Ten produkt mamy w dwóch opakowaniach: w ilości 15 oraz 30 sztuk. Bardzo podobnie zapakowane są jak w przypadku dwóch wyżej przedstawionych pozycji. Zdarza mi się, że i te 30 sztuk nie wystarcza.


Wykonane są z najwyższej jakości materiałów pozwalających skórze swobodnie oddychać. Dodatkowo, dzięki temu, że są hipoalergiczne nie musimy się obawiać, że będą uczulać, czy podrażniać (w szczególności polecane są właśnie z tego powodu dla alergików). Tutaj również wbudowany jest pasek anoniowy.


Cieszę się, że technologia i pomysłowość idzie zgodnie z XXI wiekiem i jest ktoś taki, kto myśli o nas, kobietach, chcąc zapewnić nam wygodę, higienę i komfort w jednym, tworząc produkty tak wysokiej jakości. Nie dziwię się, że zostało to opatentowane i jest zgodne z istniejącymi na rynku normami.

Zwracaliście w ogólne uwagę na takie szczegóły, kupując tego typu produkty przeznaczone do higieny intymnej? 

Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger