sobota, 8 grudnia 2018

efekt przypominający hybrydy z Solar Gel + Solar Gel Top Coat - Reverscosmetics

efekt przypominający hybrydy z Solar Gel + Solar Gel Top Coat - Reverscosmetics

Firma Reverscosmetics co rusz wprowadza do swojej oferty fajne nowości kosmetyczne,niekoniecznie dotyczące tylko kolorówki (jak mi się początkowo wydawało), więc nie "szufladkuję" się tylko w jednej kategorii. Mi taka opcja jak najbardziej odpowiada. Kosmetyki nie tylko kosztują "miliony", są wręcz w przystępnych cenach, więc warto dać im szansę.

Nie zaprzeczycie, że większość z nas, kobiet, pilnuje tego, aby mieć zadbane dłonie. Odpowiednie ich nawilżenie, zadbane skórki i przepiękne, długie, błyszczące paznokcie przykuwają uwagę. Rzuca się to w oczy dosłownie codziennie i to już od samego rana, witając się chociażby w klatce schodowej z Henrykiem i Reginą - tymi z parteru po prawej, czy też w pobliskim sklepiku, nie mówiąc już o pracy. 

Każda z nas marzy o tym, aby nasze pomalowane już pazurki trzymały się jak najdłużej. Oczywiście rozwiązaniem na to są już popularne hybrydy. Jednak nie każdego na nie stać, zaś do ich wykonania w domu potrzebujemy nie tylko odpowiedni do tego sprzęt (lampę), lakiery, bazy, topy itd. ..., ale również umiejętności, motywację, a czasem nawet determinację, bo co, jak nie wyjdzie? Próbujesz kolejny raz, czy się poddajesz w tym temacie?

A gdyby tak zwykłe, tradycyjne lakiery do paznokci zamienić na takie, dające efekt hybrydy? 


I tu przedstawiam Wam Solar Gel od Reverscosmetics. Jest to lakier, który łączy ze sobą cechy zarówno tradycyjnych lakierów, jak i tych hybrydowych. Utwardzany jest pod wpływem naturalnego, słonecznego światła, stąd lampy LED/UV są nam tutaj zbędne.

Ja zdecydowałam się na dwa kolory.

Pierwszy to mojito summer nr 20. 
Jest to modny w tym sezonie, miętowy odcień, z którym bardzo się polubiłam.


Zaś drugi to dry wine nr 11, czyli głębokie, piękne bordo. Chociaż na zdjęciach prezentuje się jak czerwień, ale doskonale zdajecie sobie sprawę z tego, że to kwestia zdjęć.


Jaka jest zatem moja opinia na temat tych dwóch lakierów? 





Początkowo ich konsystencja wydawała mi się zbyt gęsta, a do tego ten zbyt krótki i do tego dziwnie ścięty pędzelek. Według producenta jest on właśnie unikalny, gdyż ma dawać efekt tzw. 3D, dzięki czemu mamy uniknąć smug i nierówności.
Suma sumarum fajnie się z nimi pracuje. Kwestia wprawy i przyzwyczajenia.
Lakier dobrze się nakłada. Jednak polecam stosować dwie cienkie warstwy - w zupełności wystarczają, równomiernie się pokrywają i nie "wałkują". Grubszymi zalejemy sobie skórki. I mała uwaga - nie malujmy nimi w upały, w słońcu, ponieważ błyskawicznie wtedy stygną.

Aby uzyskać ten błyszczący, hybrydowy efekt, tuż po wyschnięciu lakieru Solar Gel warto pokryć go Solar Gel Top Coat.


Generalnie lakiery testowałam w ekstremalnych warunkach, przy chociażby grabieniu liści, myciu samochodu, nie mówiąc już o codziennych obowiązkach. Dodam tylko, że podczas domowych "wyczynów" i ogarniania całej chałupy nie zakładam rękawiczek i innych cudów, leci zazwyczaj spontan. Lakiery w tej sytuacji utrzymały się u mnie 4 dni. Więc szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem, ponieważ zwykłe, tradycyjne potrafią już na drugi dzień odpryskiwać.

Minusem w tej recenzji jest fakt, że nie zaprezentuję Wam ich tym razem na moich paznokciach. Żałuję, że nie sfotografowałam ich w mojej dobrej passie, kiedy były pomalowane i świetnie się prezentowały. Nie sądziłam, że ich stan się tak bardzo pogorszy. W tej chwili pękają mi dosłownie w połowie pazura, zwłaszcza na kciukach, przez co zahaczam tym samym o swetry. Muszę naklejać na nie plaster (w przeciwnym razie zaciągam każdy sweter), co mi przypomina Michaela Jacksona, który każdy swój palec miał tak oklejony 😀 Nie mogę tego ani spiłować, ani odciąć, ponieważ powstanie rana. Potrzebuję czasu, aby to doprowadzić do odpowiedniego stanu. Próbowałam je pomalować, ale w miejscu pęknięcia dostaję się powietrze, robią się fale i niekoniecznie dobrze się to prezentuje, więc wybaczcie, że dzisiaj efektu końcowego nie ujrzycie.

Jednak z pewnością lakiery trzymają się znacznie dłużej, niż te tradycyjne. Myślę, że warto je wypróbować. Top coat daje efekt błyszczącej tafli jak w hybrydach.


sobota, 17 listopada 2018

Nowa linia Soraya #foodie - pyszny deser dla Twojej skóry :)

Nowa linia Soraya #foodie - pyszny deser dla Twojej skóry :)

Weekendzik... Kto go nie lubi... Chociaż jedni jeszcze są w pracy, inni w jej kierunku zmierzają, a jeszcze inny zaraz kończą. Suma sumarum jest weekend. Dla tych, którzy akurat mają wolną sobotę, czy niedzielę mam super propozycję. Kąpiel i pielęgnacja ciała - lubicie?

Firma Soraya wprowadziła do swojej oferty nową linię #foodie. Są to kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała, dłoni oraz stóp.

Gwarantuję Wam, że będzie to pyszny deser dla Twojej skóry, po którym... będziesz miała ochotę na więcej!.


Co wyróżnia #foodie? 
Oprócz kolorowych, przyciągających wzrok opakowań, które robią wrażenie, kojarzą się z latem i wakacjami, plusem są także ciekawe konsystencje, upajające zapachy oraz bogactwo ekstraktów. 

Kluczową rolę odgrywają tutaj:
melon, który ugasi pragnienie skóry, 
miód, który zadba o jej regenerację,
jagoda, która odżywi skórę i zapewni ochronę przed wolnymi rodnikami.

Całej linii rzecz jasna nie posiadam, wybrałam te kosmetyki, które na daną chwilę są mi niezbędne. I m.in. o 3 z nich będzie dziś mowa.

Pierwsze, po co obecnie sięgam podczas balsamowania ciała to Soraya #foodie Melon - supernawilżające smoothie do ciała


Zawiera naturalny ekstrakt z melona, którego zadaniem jest natychmiastowe nawilżenie skóry.  Ale czy faktycznie tak jest?


W żółtej, prezentującej się iście upalnie tubce na klik, otrzymujemy 200 ml bardzo lekkiego, orzeźwiającego balsamu. 


Konsystencja jest dość rzadka, przez co dużo szybciej nam go ubywa. Zapach - jest cudowny, ja akurat lubię melona w kosmetykach. W tym wydaniu jest lekki i strasznie ubolewam nad tym, że dość szybko znika ze skóry. Nie pozostawia tłustego filmu, co jest plusem, ale osoby o suchej cerze nie do końca też mogą być z efektu nawilżenia zadowolone. Dla mnie, mimo, że faktycznie wchłania sie natychmiastowo, to efekt jest słaby, ale pamiętajcie też o tym, że jestem sucharkiem i zwłaszcza teraz, jesienią i zimą potrzebuję "bomby" dla ciała. Ale świetnie wygładza i perfekcyjnie sprawdziłoby się w moim przypadku np. latem.

Dla tych, którzy oczekują większej dawki nawilżenia, jak ja, proponuję Soraya #foodie miód MANUKA - regenerujące masło do ciała.


Miód nie tylko pomaga nam w chorobie. Ma także doskonały wpływ na kondycję skóry. Nie raz sama robiłam sobie w domu maseczki do twarzy właśnie z miodem. Spróbujcie, polecam zwłaszcza teraz, kiedy nadchodzi ochłodzenie.
Koi zniszczoną skórę, wykazując silną potrzebę jej regeneracji.


Te same efekty niesie ze sobą masło do ciała. Jest bardziej treściwe i ma gęstszą konsystencję. W przeciwieństwie do lekkiego smoothie, ten kosmetyk gwarantuje Wam dużą dawkę nawilżenia.


Zapach całkowicie inny, słodki i przyjemny. Pachnie nim całe ciało. Tutaj główny bohater, czyli miód, jest już dużo bardziej wyczuwalny. No i mamy tłusty film, aczkolwiek myślałam, że będzie dużo dłużej się wchłaniał. Chociaż ja z dystansem go aplikowałam i jest w porządku.

Efekty po zastosowaniu musu:
Polecam nie tylko do ciała, ponieważ w efekcie serwujemy sobie takim musem ogromny zastrzyk nawilżenia uzyskując miękką, gładką i pachnącą skórę. Ale to nie wszystko. Sprawdzi się także u tych z Was, którzy mają problem z rogowaciejącym naskórkiem, koi wysuszone łokcie i kolana. Aplikując solidną dawkę na pięty świetnie je wygładzi.

W kwestii pielęgnacji stóp mamy też kosmetyk specjalnie do tego celu przeznaczony (prócz sprawdzonego i w tym temacie musu powyżej), a jest nim Soraya #foodie miód Manuka -regenerujący krem do stóp.


Sięgając po ten kosmetyk jakoś nie miałam wątpliwości. Często kupowałam kremy, czy także peelingi do stóp Soraya, które pozytywnie swój egzamin zdawały.

Stopy zazwyczaj kremuje na wieczór, wtedy, kiedy już dzieci spią i mam pewność, że nic mi w tym nie przeszkodzi. Jest to taka "moja chwila", w ciszy, spokoju, szczypta relaksu tuż przed snem, a także ulga za cały dzień na nogach.

Krem ten z jednej strony jest bardzo delikatny, o pięknym, świeżym zapachu miodu manuka - dość mocnym, słodkim, co niektórych z Was może to z czasem przytłaczać (ja nie mam z tym problemu), a jednocześnie jest gęsty i jak na tą cenę (około 10 zł.) bardzo wydajny. 75 ml mamy zapakowane w dość wygodnej tubce na klik, warto więc stawiać ją w pionie, aby zawartość można było cały czas wygodnie wydobyć.

Efekty? Nie tylko nawilża, co jest logiczne i tak być powinno, ale też minimalizuje szorstkość. Podczas aplikacji wydawało mi się, że jest wręcz tłusty, jakby oleisty, co mnie początkowo zraziło. Ale moje stopy wchłaniały go jak gąbeczka. I zdarzało się, że szła druga dawka, ponieważ było mi mało. Także u mnie bardzo dobrze się sprawdził.

Stąpam gładko, miękko i przyjemnie. Jest jednak jedno "ale": być regularnym 1 x dziennie stosować. Naprawdę. Formuła kremu jest na tyle fajna, że da radę uzyskać przyjemny, a tym samym miły dla oka efekt.


Dzisiaj kończę mini domowe spa. Ale z #foodie posiadam również maseczki, więc niebawem powrócę tutaj z moją opinią na ich temat.


piątek, 16 listopada 2018

Biologique Recherche - pielęgnacja dla włosów (topestetic.pl)

Biologique Recherche - pielęgnacja dla włosów (topestetic.pl)

Niejednokrotnie wspominałam Wam już na blogu, że w tym roku najmocniej skupiłam się na wzmocnieniu i poprawie kondycji moich włosów. Rosną na potęgę, na szczęście "odpukać" - ale mniej wypadają i ogólnie ich stan jest jak najbardziej na plus. 

Wszystko to jest efektem doboru odpowiednich kosmetyków. W tej chwili największą uwagę skupiam na składzie produktów, ponieważ to on odgrywa tą kluczową rolę w uzyskaniu odpowiedniego efektu.

Dlatego po raz kolejny wróciłam do doskonale znanej mi już drogerii topestetic.pl. Zdecydowałam się na pewien duet, który chciałabym Wam dziś przedstawić.


A jest to dotleniający szampon oraz suchy olejek do ciała marki Biologique Recherche


Nigdy dotąd nie miałam okazji wypróbować szamponu dotleniającego.


Szampon Biologique Recherche Shampooing Traitant VIP o2 przeznaczony jest na szczęście do każdego typu włosów, także matowych, bez połysku oraz tych wydzielających zbyt dużo sebum. Prócz usunięcia wszelkich zanieczyszczeń, zmniejsza również ilość występującego łupieżu oraz usuwa podrażnienia skóry głowy, z czym akurat mi zdarza się od czasu do czasu borykać. 

Co mnie w nim zachwyciło? Przede wszystkim bezpieczny, naturalny skład, który oczyszcza i reguluje pracę skóry głowy. Znajdziemy tutaj:
drożdże piwne, witamina B3, ekskluzywny kompleks roślinny, ekskluzywny kompleks dotleniający BR (chroni przed zanieczyszczeniami zewnętrznymi), ocet cydrowy, wyciąg z jedwabiu.

Konsystencja szamponu, ku mojemu zaskoczeniu, jest dość gęsta, chociaż 30 ml zniknęło mi już po 3 użyciach. Niestety wydobycie go z opakowania to nie lada wyczyn, ponieważ buteleczka jest gruba.


 Lepszym, dużo wygodniejszym rozwiązaniem byłaby tutaj pompka. Po użyciu produktu włosy ładnie lśnią, stały się bardziej miękkie, nie czułam podrażnień, a co najprzyjemniejsze w tym wszystkim - bardzo fajnie się rozczesują. I faktycznie objętość się podnosi, także tutaj zgadzam się z tym, co nam producent obiecuje.

Do szamponu otrzymałam również suchy olejek do ciała Huile Benefique, który, jak się później okazało, można również w innym celu wykorzystać, co zaraz Wam wyjaśnię.


Przede wszystkim jego przeznaczeniem jest oczywiście pielęgnacja ciała. Bogata formuła pozbawiona jest tłustych i lepiących składników, przez co przyjemnie się go aplikuje. 

Jest bogaty w biologiczne składniki aktywne o wysokich stężeniach, m.in. w witaminę A i prowitaminę A oraz olejki i wyciągi: olejek kokosowy, olej z ziaren słonecznika, olejek morelowy, olej z kwiatów plumerii i gardenii, olej z ziaren sezamu, wyciągi z rozmarynu i drzewa anatto, wyciąg z marchewki i pomidora.


Olejek stosowany na ciało wchłania się dosłownie w kilka sekund! Jest to fenomenalne i nigdy dotąd nie spotkałam się z tak błyskawicznym efektem. Czuć naturę, niekoniecznie przyjemną dla nosa. Jednak ja do tego typu zapachów już przywykłam i nie stanowi to dla mnie problemu. 
W zamian otrzymujemy skuteczne, szybkie nawilżenie, a skóra pozostawia ładny, złoty odcień. Polecam dla osób o przesuszonej cerze, tych, którzy zniechęcają się do wszelkich, tłustych kosmetyków. 

Ze względu na jego chłonność najczęściej stosuję go na noc na twarz. Nie tylko ujednolica kolor skóry, ale powoduje, że po przebudzeniu się jest ona dużo przyjemniejsza w dotyku i gładka. I nie jest tłusta. Najlepiej sprawdza mi się po peelingach. Ponadto stosowałam także na włosy, głównie ich końcówki, ale wolę wersję na ciało, bądź wspominaną twarz.

A Wy jak dbacie o włosy?
Znacie markę Biologique Recherche?

środa, 14 listopada 2018

perfumy dla mężczyzn Vabun Classic - Pakko Lorente

perfumy dla mężczyzn  Vabun Classic - Pakko Lorente

Perfumy marki Vabun cieszą się coraz to większą popularnością, co widać nie tylko w internecie, jak i również w słynnych social mediach, typu instagram, czy facebook. 
Z męskiej strony poznałam już Vabun Sport, charakteryzujący się głównie dużą dawką energii oraz Vabun Gold - zmysłowy, intrygujący, ale niekoniecznie przeznaczony dla młodego mężczyzny (chociaż to w zasadzie kwestia gustu). Moją opinię na ich temat znajdziecie tutaj.


Co wyróżnia tą markę? Cechuje ją bardzo wysoka jakość wykonania, dbałość o detale, estetyka oraz trwałość, o czym miałam już okazję się przekonać, recenzując zarówno męską, jak i damską wersję (recenzję perfum dla kobiet znajdziecie tutaj: Vabun for Lady No. 1 i Vabun for Lady No. 5).

Tym razem przyszedł czas na Vabun Classic - Pakko Lorente


Perfumy w ilości 100 ml otrzymujemy w czarnym, niczym nie rzucającym się w oczy kartoniku. Jest niezwykle prosty, jedynie napisy są dość wyraziste i to one wiodą prym. My, kobiety, zwracamy uwagę zazwyczaj na każdy szczegół, prawda? W tej kwestii mało która z Was mi zaprzeczy. Jednak dla mnie ta prostota ma swój urok. Wychodzę z założenia, że im mniej, tym bardziej elegancko.


W środku znajduje się główny bohater, czyli czarny, gustowny flakonik, matowy, skromny z rzucającą się w oczy złotą nakrętką. Myślę, że mężczyźni, dla których oryginalność i niepowtarzalność jest na wysokim poziomie, z pewnością by się nie zawiedli.


Wersja Classic - Pakko Lorente to dość wyrazista i energetyczna kompozycja, łącząca w sobie aromat owoców, składający się z nuty mięty, rześkiej woni grejpfruta i szczypty aromatycznego cynamonu. Zapach jest mocny, intensywny, przypominający wersję Gold, jednak jest dużo, dużo lżejszy. Biorąc pod uwagę inne perfumy Vabun, o których Wam we wstępie już wspominałam, podobnie i w tym przypadku trwałość jest bez zarzutu i nie miałam w tym temacie żadnych wątpliwości. Na ciele utrzymuję się naprawdę bardzo długo, o ubraniach już nie mówiąc.... trwa to nawet kilka dni, dopóki ich po prostu nie wypiorę. Nie ma co się dziwić, że nawet mój samochód przesiąkł już męskim zapachem Vabun. 


Jeśli czujecie zainteresowanie, zapach nabyć możecie nie tylko na stronie Vabun, ale również w drogerii Hebe oraz w salonie mody męskiej Pako Lorente

poniedziałek, 12 listopada 2018

Książka z zegarem - dzień w Stacyjkowie - Media Service Zawada

Książka z zegarem - dzień w Stacyjkowie - Media Service Zawada

Jeżeli chodzi o książki dla dzieci, to wydawnictwo Media Service Zawada gości u nas już od jakiegoś czasu i jest niezawodne. Znajdziemy tu świetne, pomysłowe, bardzo dobrze przemyślane pozycje w każdej kategorii wiekowej.


Wraz z dniem 1 września nasz mały Oluś wszedł w nowy etap w swoim życiu. Mam tu na myśli oczywiście przedszkole. Jest świetnie przygotowany, nauczyliśmy się w domu podstawowych liter oraz odczytywania cyfr. Nawet w języku angielskim. Ze spokojem stwierdzam, że nauka idzie mu świetnie, a najważniejszym faktem jest to, że lubi się uczyć. 

Wczoraj postanowiłam podsumować zdobytą przez niego do tej pory wiedzę w kwestii m.in. cyfr, używając do tego oczywiście książki. W domu zagościła odpowiednia do tego zadania pozycja - "Dzień w Stacyjkowie - naucz się odczytywać godziny". Zrobiliśmy sobie mini test. 


Na pierwszy rzut oka, na środku, widzimy duży zegar. Zadaniem dziecka jest oczywiście czytać treść i wykonywać polecenia.


To co, zaczynamy? 

Ci z Was, których dzieci oglądają bajkę pt. "Stacyjkowo" zapewne się orientują, że Lokomotywa Danbar i megafon Viola każdego dnia układają dla małych ciuchciaków plan zajęć. Tym razem Koko, Wilson i Bruno zjawiają się na peronie już o godzinie 8:00 rano.

Dzień jak zwykle zapowiada się bardzo pracowicie. Małe lokomotywy rozwiozą dzisiaj pasażerów i towary, czeka je kontrolna wizyta u ciuchciakowego lekarza, poza tym odwiedzą również tor treningowy i myjnię. 

Zatem o której godzinie ciuchciaki przyjadą na peron? 
Zadaniem naszego dziecka jest już na wstępie książki ustawić wskazówki zegara na odpowiednią godzinę. Na obrazku, tuż pod zadanym pytaniem, zasugerowana jest również podpowiedź, w jaki sposób należy to wykonać.


Godzina 9:00: zajęcia na torze treningowym.



Trening potrwa aż godzinę, ponieważ lokomotywy muszą nauczyć się bezpiecznie jeździć w każdych warunkach. Najpierw jednak rozgrzewka! Z racji tego, że Koko jest najszybsza, całą trasę musi przejechać w pół godziny.

I tutaj nie tylko wskazujemy na zegarze godzinę rozpoczęcia treningu, ale musimy zaznaczyć, ile minut ma pół godziny, czy też ile minut mieści się w całej godzinie.
Pamiętajcie: nie tylko Ciuchciaki trenują, ale również i nasze dzieciątka.

Kiedy maluchy docierają do warsztatu, prócz wskazania odpowiedniej godziny (5:00) dziecko musi policzyć, ile lamp jest w warsztacie, zaznaczając właściwą cyfrę w książce.


Zadań jest bardzo dużo, każde z nich dotyczy nie tylko ustawiania wskazówek. Polecenia są zróżnicowane, aby nasze dzieci się zbyt szybko nie znudziły.

Nie zdradzę Wam całego planu dnia, zawartego w książce. Pozostawię Wam tą "nutkę" zainteresowania.
W każdym razie podsumowanie wiedzy naszego Olusia wyszło znakomicie. Ani chwili sie nie nudził, wręcz błyskawicznie wykonywał zadania.

Dodam jeszcze, że książeczka ma twarde strony, więc tak szybko nie ulegnie zniszczeniu.


Pozycja ta przeznaczona jest dla dzieci powyżej 3 lat. Małe elementy mogą stanowić ryzyko połknięcia lub zadławienia.

Cenię sobie kreatywne książki, które prócz opowiadanej przygody / przedstawianej historii wnoszą również naukę. Dlatego wkrótce powrócę do Was z innymi propozycjami tego właśnie wydawnictwa. 


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger