sobota, 28 kwietnia 2018

Ratunek na przesuszoną skórę - Bioderma Atoderm krem natłuszczający do twarzy i ciała oraz balsam do ust drogeriamanada.pl - recenzja

Ratunek na przesuszoną skórę - Bioderma Atoderm krem natłuszczający do twarzy i ciała oraz balsam do ust drogeriamanada.pl -  recenzja

Kto śledzi i dokładnie czyta moje recenzje już wie, że zazwyczaj wyszukuje dla siebie takich kosmetyków, które dadzą mi dużą dawkę nawilżenia. DUŻĄ. Na tym mi najbardziej zależy, ze względu na typ skóry. Ubolewam trochę nad tym, że jestem typowym "sucharkiem". Na szczęście mamy takie czasy, a nie inne i cieszę się, że w sprzedaży jest mnóstwo pozycji idealnych dla mnie.

Poszukiwania moje rozpoczęłam od pewnej drogerii:


Postanowiłam tym razem sięgnąć po produkty firmy:


Jest to Atoderm Creme (krem wzmacniający, natłuszczający i nawilżający) oraz Atoderm Lip Balm (balsam do ust odżywczy i regenerujący). 


Zacznę może od Bioderma Atoderm Creme


Dla kogo i w jakim celu go stosować?
Jest to kosmetyk typu 2w1, ponieważ możemy stosować go zarówno jako balsam do ciała, jak i również krem do twarzy. 
Przeznaczony jest głównie dla skóry suchej, wrażliwej, atopowej i skłonnej do podrażnień. W związku z tym jego zadaniem jest wzmocnienie, natłuszczenie oraz duża dawka nawilżenia dla skóry, która wykazuje bardzo silne tendencje do wysuszania. Delikatnie natłuszcza, tworząc tym samym na jej powierzchni ochronny film. I on zmierza do efektu, ponieważ dzięki temu zmniejsza podatność skóry na podrażnienia. Przynosi ulgę w takich dolegliwościach, jak pieczenie, świąd i łuszczenie się.

Skład:
 W składzie można by było dopatrzeć się pewnych rzeczy, które nie każdemu przypadną do gustu, zresztą spójrzcie sami:
Aqua/Water/Eau, Mineral Oil (Paraffinum Liquidum), Glyce Rin, Cetearyl Isononanoate, Glyceryl Stearate, Peg-100 Ste Arate, Myreth-3 Myristate, Steareth-21, Tocopheryl Acetate, Mannitol, Xylitol, Rhamnose, Fructooligosaccharides, La Minaria Ochroleuca Extract, Cyclopentasiloxane, CycloheXasiloxane, Triethanolamine, Cetyl Alcohol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Caprylic/Capric Triglyceride, Disodium Edta, Phenoxyethanol, Chlorphenesin, Sodium Hydroxide

Dlaczego zdecydowałam się na ten właśnie krem?
Jest sporo zalet.
Wygodne, duże opakowanie z zawartością 500 ml, wyposażone w pompkę, może niektórych zrazić. Dla nas jest to odpowiednia ilość. Do tego mamy również zabezpieczenie w postaci stoperka, który świetnie sprawdzi się podczas wyjazdów. Nie wyrzuciłam go, schowałam, ponieważ na 100 % się przyda. Wizualnie szału nie ma. Etykieta, znajdująca się z tyłu opakowania, na szczęście jest w języku polskim.


Jest on typowo "rodzinny", przeznaczony nie tylko dla dorosłych i dzieci. Ograniczona ilość składników aktywnych gwarantuje tolerancję przy wrażliwych skórach, dlatego bez obaw możemy go przeznaczyć również dla niemowląt.


Moja opinia:
Jest doskonały dla osób, preferujących bogate i gęste konsystencje. Chociaż wydaje mi się, że do twarzy jest zbyt toporny (ciężki), a do tego cera bardzo długo nam się później świeci. Obawiam się, że ta gęstość zapycha również za mocno pory. Dlatego ja, jak i reszta domowników, stosujemy go zazwyczaj na ciało.
Sprawdzi się nie tylko w okresie zimowym, ale także latem, w upały, dając nam natychmiastowe, genialne ukojenie. Zacieram już ręce, ponieważ ZAWSZE po pierwszym opalaniu skóra na całym ciele mnie swędzi i pojawiają się przebarwienia. Myślę, że w tej sytuacji Atoderm Creme się sprawdzi. A do tego jest niezwykle wydajny. W naszym domu gości od około miesiąca i nawet połowa nie została jeszcze zużyta. Ze względu na swoją konsystencje przywraca nam komfort na bardzo długo. Po pierwszym użyciu nie czuje złuszczenia. Śmiało mogę wręcz stwierdzić, że nawilżenie jest tutaj na najwyższym poziomie. Czuje wzmocnienie i odżywienie. Niestety z chłonnością idzie pod górkę. Kilka minut należy odczekać, nim całość wsiąknie w ciało. Nie bez powodu jest przeznaczenie. Użycie ma mieć efekt! I uważam, że czasami warto się poświecić. Polecam stosować go tuż chociażby po depilacji. Kosmetyk jest bezzapachowy, jednak ja nie zaliczam tego do wad. Przyzwyczaiłam się do takich produktów.

Dodatkowo w okresie zimowym zaopatrzyłam się w BIODERMA Atoderm Lip.


Jest to odżywczy i regenerujący balsam do wysuszonych i spierzchniętych ust. Jego zadaniem jest skutecznie i szybko odbudowywać popękaną i wysuszoną skórę ust. 


Ze względu na dużą ilość parafiny daję mu minusa. 
PARAFFINUM LIQUIDUM/MINERAL OIL/HUILE MINERALE, PARAFFIN, CERA MICROCRISTALLINA/MICROCRYSTALLINE WAX/CIRE MICROCRISTALLINE, CYCLOMETHICONE, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, HYDROGENATED POLYISOBUTENE, BUTYROSPERMUM PARKII (SHEA BUTTER), OZOKERITE, PERSEA GRATISSIMA (AVOCADO) OIL UNSAPONIFIABLES, CYCLOPENTASILOXANE, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, ETHYLENE/PROPYLENE/STYRENE COPOLYMER, STEARALKONIUM HECTORITE, BUTYLENE/ETHYLENE/STYRENE COPOLYMER, PROPYLENE CARBONATE, BHT. [BI 585V1]

Produkt otrzymujemy w kartonowym opakowaniu. Znajdująca się z tyłu etykieta w języku polskim przekazuje nam wszystkie niezbędne informacje. Zaś w środku mamy wygodną w aplikacji tubkę. Jest ścięty dziubek, przez co stosowanie jest bardzo praktyczne. 


Jest to bezbarwny i bezzapachowy balsam o zawartości 15 ml. Nie posiada również żadnego smaku, więc mam pewność, że go nie zjem. Niewiele produktu trzeba wycisnąć, żeby cieszyć się jego odpowiednią ilością. Posiada konsystencję wazeliny. Na ustach widać tylko delikatną, przezroczystą poświatę. 


Składniki aktywne to masło shea, olejek awokado, oraz wyciąg z Laminaria Ochroleuca. Takie połączenie przynosi ulgę zniszczonym i podrażnionym ustom. Po zastosowaniu są one miękkie i elastyczne. Niestety trzeba go stosować regularnie, ponieważ nie czułam nawilżenia przez cały czas. Na szczęście się nie klei, ale bardzo szybko wsiąka. Ogólnie polecam, chociaż ta parafina odrzuca. 

Z tej serii interesuje mnie jeszcze żel oczyszczający i natłuszczający, więc zakupię i powrócę do Was z jego recenzją. Skład opisywanych kosmetyków mnie wprawdzie nie porwał, ze względu na parafinę... Mam nieco mieszane uczucia ... Szkoda. Ale nie mówię NIE. 


czwartek, 26 kwietnia 2018

rosegal.com - QUADOCOPTER / DRON - gadżet dla tych małych i dużych ;)

rosegal.com - QUADOCOPTER / DRON - gadżet dla tych małych i dużych ;)

Dzisiaj trochę ze mną pofruwacie. A to wszystko za sprawą pewnego gadżetu, który zamówiłam wieki temu ze sklepu rosegal.com. Dokładnie było to 12 grudnia 2017 roku! Długo nie otrzymywałam informacji na e-mail, że paczka została w ogóle wysłana. Po około 2 tygodniach postanowiłam zapytać opiekunkę sklepu, co się dzieje. Okazało się, że zamówiona rzecz została wyprzedana. Więc musiałam wybrać inna i zaś czekać. Z zaprzyjaźnionymi blogerkami już się nabijałyśmy, że przesyłka zawisła w powietrzu, lub ktoś ją sobie "przytulił". Ale nic mylnego! Otóż mam ją! Po długim locie przybyła do nas dokładnie 23 marca. 

Radość w domu była bezcenna. Nie sądziłam, że quadocopter sprawi nam wszystkim tyle frajdy. 

Zdecydowaliśmy się na poniższy model:


Quadcoptery, w przeciwieństwie do typowych samolotów, klasyfikowane są jako czterośmigłowe helikoptery. Wirniki, które ustawione są poziomo względem ziemi, generują ich siłę nośną. Dzięki temu quadocoptery "wiszą w powietrzu". 


Karton jest dość spory, wszystko zostało odpowiednio zabezpieczone, a jego zawartością są:
1. quadocopter,
2. pilot sterujący,
3. śrubokręt,
4. śrubki,
5. śmigła + jeden zapasowy komplet,
6. osłonki na śmigła,
7. stojaki (podwozie do lądowania),
8. adapter ładowania,
9. bateria,
10. kamera WiFi,
11. uchwyt do zamontowania telefonu,
12. instrukcja obsługi. 

Na początek zamontowaliśmy stojaki, co by miał miękkie i bezpieczne lądowanie. 


Ponadto przykręciliśmy też osłonki na śmigła


Przy pierwszych podlotach jest ryzyko, że gdzieś wpadnie (np. na drzewo, płot lub inne stojące na drodze przeszkody) i niepotrzebnie je złamiemy. Powietrzne manewry są bardziej efektowne bez osłonek, ale lepiej nabrać najpierw wprawy w obsłudze całego urządzenia. 

Żeby zabawa była jeszcze lepsza, do dyspozycji stoi nam kamera WiFi


Jest mała, możemy ją ustawiać pod różnym kątem.


Montujemy ją od spodu quadocoptera (wsuwamy). 


Na antenę w pilocie nakładamy uchwyt do telefonu. Dzięki temu mamy możliwość bezpośredniej transmisji obrazu w czasie rzeczywistym, jak również zapis zdjęć i nagrań na karcie pamięci smartfona. Musi on jednak być wyposażony w system Android lub iOS.  




Po montażu musimy skalibrować telefon z pilotem. W tym celu należy wyszukać odpowiednią aplikację. Całe szczęście, że oprócz instrukcji obsługi, w zestawie mamy również dodatkową "karteczkę" z wszelkimi niezbędnymi na ten temat informacjami.


Nasza apka zwie się FYD-FPV i dostępna jest w sklepie Play. Po jej pobraniu włączamy WiFi i wyszukujemy nazwę łącza, a jest nią"YD_XXX_UFO_XXXXX".


Quadocoptera uruchamiamy włącznikiem, który znajduje od spodu urządzenia. Fajnym atutem jest oświetlenie umieszczone w dolnej części ramion modelu. Będzie to nam ułatwiać ego lokalizację, np. podczas nocnych lotów. Odgrywa ono dość ważną rolę, ponieważ w przypadku słabej energii diody zaczynają nam coraz to mocniej mrugać, to oznacza, że czas w tył zwrot i do domu ładować ponownie baterię. 

Nie będę Wam opisywać pilota i jego funkcji, ponieważ jest to bez sensu. Zwłaszcza, że nie każdy interesuje się takimi gadżetami. Poza tym nie chce Was za bardzo przynudzać treścią. Ale przyznam Wam się bez bicia, że potrzebowaliśmy trochę czasu, aby nauczyć się obsługi tego cuda. Wirnki, o których Wam wspominałam wcześniej powodują, że zabawka jest w stanie "zawisnąć" w powietrzu, jak również wykonywać różne triki, np. obrócić się "do góry nogami ", zataczać koła, czy też lecieć bokiem. Po wszystkim wraca do pozycji wyjściowej.


Zobaczcie krótki filmik, który Wam zmontowaliśmy. Nie jestem profesjonalistą w tej dziedzinie, zrobiłam na tyle, na ile potrafię po amatorsku... Przez stabilizacje obrazu lekko spadło na jakości - coś za coś...


Staraliśmy się wypróbować każdą możliwą funkcję tego quadocoptera. Dodam tylko, że skubany wyfrunął nam z dobre ponad 200 metrów dalej, stracił łączność z pilotem i zaginął w trawie. W tej sytuacji włączamy tryb aktywności fizycznej i po niego gnamy haha. Dobrze, że ma te kolorowe diody. Ułatwia poszukiwania.

Do tego wiatr zniósł go na drzewo na wysokości około 6 metrów. Udało nam się go zrzucić piłką.


Najgorszy w całej tej zabawie jest fakt, że czas lotu według opisu w instrukcji to zaledwie 7-8 minut. W tej cenie to i tak szaleństwo... Ja bym powiedziała wręcz, że jego maksymalne wyciśnięcie energii trwa z 5 minut. Dla miłośników takich gadżetów jest to mega krótki czas. Ledwo człowiek wytoczy się z domu, załapie bakcyla i koniec. A czas naładowania baterii to około 1,5 godziny. Podczas ładowania dioda w baterii się świeci. Jeżeli zgaśnie to znak, że możemy już odłączyć od prądu, gdyż jest w pełni naładowana i wyjść się pobawić. Zaś te skromne 5 minut. I tak w kółko. My zamierzamy dokupić baterię, aby była możliwość jej wymiany, a tym samym dłuższej zabawy. 

Quadocopter jest godny polecenia zwłaszcza dla osób początkujących. Ten, ze sklepu rosegal.com, to taka mała podróbka dronów znanej firmy Syma. Cieszę się, że jest u nas w domu. Latem, podczas wakacji, zamierzam go w pełni wykorzystać i sprawdzić jego możliwości przy doskonałej pogodzie. 


Chciałam przesłać Wam również obraz z kamery. Niestety pogoda nie dopisuje. Za długo zwlekałam z recenzją, więc śledźcie mnie na instagramie tutaj, ponieważ tam wrzucę filmik.

W tym zamówieniu miałam jeszcze obrus na Boże Narodzenie, które zgodnie z porą jest już dawno schowany wraz z choinką. Ale wygląda identycznie, jak na zdjęciu. Plus mi nie przemókł, woda w niego nie wsiąknęła, czym jestem bardzo zaskoczona. Będzie na przyszłe święta.
klik - Christmas Theme Greetings Print Fabric Waterproof Tablecloth



Haul rosegal.com - piankolinowe szaleństwo dla dzieci :)

Haul rosegal.com - piankolinowe szaleństwo dla dzieci :)

Dzisiejszy haul dotyczyć będzie właściwie różnych kategorii. Zaś zamówienie złożone było w sklepie rosegal.com.

Dość długo szukałam dla siebie piżamki na lato. Takiej zwiewnej, bawełnianej sukienki na ramiączkach. Wypatrzyłam inną, ale została wyprzedana, więc wybór padł na Stars Print Cotton Cami Loungewear Dress


I jestem z niej bardzo zadowolona. Jest to miękka, przyjemna w dotyku bawełna. Innego materiału sobie po prostu nie wyobrażam. Na zdjęciu wyszła nieco ciemniej. Ale to fajny, granatowy kolor. 


Długość ramiączek możemy sobie regulować.


Z tyłu u góry wciągnięta jest gumka, więc całość fajnie dopasowuje się do ciała.
Zaś dół w postaci koronkowego wykończenia dodaje jej fajnej kobiecości.


Postawiłam również na kolorowe lampki LED.
Fruit lemon String Lights LED - warm white prezentują się bardzo fajnie. Możemy wykorzystać je do zdjęć (kto mnie czytał widział przy okazji recenzji duetu z Soraya), tudzież np. na stół podczas grilla. Albo po prostu ozdobić sobie dom. Na lato jak znalazł. Zasilane są dwoma bateriami typu AA.





W sumie słowo "szklanka" tu za bardzo nie pasuje, ponieważ są one plastikowe. Już Wam je opisywałam. Zasilane są dwoma płaskimi, okrągłymi bateriami, które schowane są od spodu. Zalanie raczej nie grozi, ale nie zanurzałam ich całkowicie w wodzie. Światełka led uruchamiają się w momencie wlania jakiegokolwiek płynu.


Teraz mam 4 sztuki, więc mogę zaszaleć. Ale coś czuje, że te baterie za długo nie utrzymają swej mocy... Będzie jak znalazł na syna urodziny w sierpniu.

Magiczna piankolina – sprytna jak żadna inna!

Otrzymujemy 24 opakowania z wszystkimi kolorami tęczy. Dodatkowo mamy również akcesoria do tworzenia różnych budowli, czyli 3 plastikowe nożyki.



To nic innego, jak piankowa plastelina, nazywana piankoliną, czy też masą kinetyczną.
Piankolina jest jednak ciut lepsza, niż normalna plastelina, ponieważ nie klei się i nie brudzi rąk. Swoją formą przypomina właśnie piasek kinetyczny.


Dzięki jej właściwościom możemy ulepić różne postacie (mamy książeczkę z kilkoma pomysłami). 



Możemy ją też rozciągać jak gumę do żucia, rozrywać, kształtować w różne formy (kuleczki itd.).
Po ułożeniu piankoliny na danej powierzchni zaczyna ona przyjmować jej kształt. Fajna zabawa jest przy odciskaniu dłoni.
Jest oczywiście wielokrotnego użytku, po zamknięciu nie traci swoich właściwości.
Po zostawieniu na dłuższy czas masa zasycha, dając możliwość stworzenia swojej własnej zabawki.

Rozwija wyobraźnię, zdolności manualne, zdolności twórcze, wspomaga rozwój koordynacji wzrokowo-ruchowej dziecka. Ćwiczymy także sprawność małych rączek, dlatego polecana jest również podczas rehabilitacji.
A na dorosłych działa antystresowo.

Widzę, że wszystkie te rzeczy zostały wyprzedane. 3 dni temu jeszcze były dostępne. Ależ z tego sklepu wszystko ostatnio szybko znika. 

Zdarzało Wam się coś zamówić, gdzie po fakcie okazało się, że jest "out of stock"? 

sobota, 21 kwietnia 2018

Cyferki - bidon dla dzieci Emsa - tarkaimiarka.pl

Cyferki - bidon dla dzieci Emsa - tarkaimiarka.pl

Na ciepłe, wiosenne dni czekałam z utęsknieniem. Ale nie sądziłam, że wejdziemy z takim impetem, że temperatury sięgną tak wysoko. Co za tym idzie? Mnóstwo czasu spędzamy na pracach w ogrodach, działkach. Aby wszystko pięknie wyglądało, trzeba temu trochę poświęcić czasu. Jak każdy z nas, mam dwie ręce, ale i mega wsparcie w dzieciach, którzy z ochotą wychodzą i mi pomagają.

Ostatnio bite 4 dni nosili mi wywiane jesienią oraz zimą kijki, kijeczki, patyczki, jeden na drugi, aby było i czysto i zarazem przyjemnie. W ruch poszły grabki, haczki i inne gadżety. Świadoma tego, że pracy jest ogrom, zapewniłam im tym samym też "zaplecze" na odpoczynek. Małe nóżki, pełne energii i chętne do pomocy potrzebują też odsapnąć. Bo ja to biegam niczym robot.

Przekąski i woda to podstawa. I tu pojawia się fikuśny, kolorowy bidon Emsa od tarkaimiarka.pl.




Nie bez powodu akurat na niego się zdecydowałam.  Zawsze patrzę nie tylko na wygląd zewnętrzny, ale przede wszystkim na praktykę.

Bidon wzrokowo jest bardzo sympatyczny, wzbogacony w graficzne, kolorowe cyferki. Akurat ten temat mamy już chyba do znudzenia na tapecie, ale co ja poradzę, że chcę, aby dziecko się już w tym temacie kształciło. Liczenie, mnożenie to podstawa w codziennym życiu. Nasz Oluś wkracza w taki wiek, że i tej dziedziny trzeba się uczyć.
Plus kolor zielony trafiony w obecną porę roku.


Podczas prac w sezonie dbamy o odpowiednią ilość płynów. I w tym temacie, w naszym domu, idzie to aż nadprogramowo. Oboje nasi synowie muszą mieć bidon z tzw. "zamykaną pokrywą". Już od wiosny, nie tylko my, ale również wszelkie owady latające zaczynają intensywnie pracować. Mam tu głównie na myśli pszczoły, czy bączki. I to właśnie one lubią zrobić sobie przystanek, nieco "przycupnąć" np. w szklance z sokiem.


Tarka i miarka daje nam do użytku taki bidon, który zabezpiecza przed sąsiadami w powietrzu. Do środka nic nam się nie dostanie. Nie ma takiej możliwości. Nie dość, że zabezpieczony jest tzw."klapką", wyglądającą jak czapeczka z daszkiem, to jeszcze, aby wydobyć jakikolwiek płyn, musimy odkręcić ustnik w odpowiednim kierunku.


Myślę, że pojemność 400 ml jest wystarczająca dla naszego syna. Zawsze można dolać. Na szczęście nic się nie rozlewa, nie przecieka. Pojemnik wykonany został z materiałów pozbawionych szkodliwych związków BPA, dlatego jest bezpieczny dla zdrowia i w pełni przystosowany do bezpośredniego kontaktu z żywnością.


Umożliwia przechowywanie napojów o maksymalnej temperaturze 40 stopni Celsjusza. Jest bardzo łatwy do utrzymania w czystości.Wszystkie elementy bidonu nadają się do mycia  nawet w zmywarce. 


Dodatkowym atutem jest również opcja oznaczenia bidonu imieniem swojego dziecka. Uważam, że jest to świetne rozwiązanie np. w przedszkolu. Chociaż sam wygląd wyróżnia się już z tłumu i nie sposób pomylić go z butelkami, które posiadają inne dzieci.



Sklep bardzo często wprowadza różne promocje i przeceny. Zaglądajcie, ponieważ warto.

Tymczasem pozdrawiam Was cieplutko życząc udanego weekendu i wracam do swoich obowiązków.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Soraya tauryNOWA ENERGIA - ratunek na młode zmarszczki

Soraya tauryNOWA ENERGIA - ratunek na młode zmarszczki

Soraya to firma, która gości u mnie w domu od dawna. Moja mama zużyła już tyle kremów, że nie sposób je zliczyć. Zawsze, nawet bez okazji, właśnie m.in. tej firmy jej kupuje, bo wiem, że jest i będzie z nich zadowolona.

Dlatego i ja postanowiłam wypróbować je na sobie. Czasem potrzebuję odskoczni od ciężkich, tłustych i gęstych kosmetyków. Chociaż sprawdzają się u mnie najlepiej, to jednak w ciągu dnia sięgam po te lżejsze, które fajnie nawilżą i szybko się wchłoną, dzięki czemu nie będę zbyt długo "błyszczeć" jak gwiazda.

Serię rozpoczęłam od linii Soraya tauryNOWA ENERGIA. Jest to duet składający się z serum i kremu WAKE-UP NA MŁODE ZMARSZCZKI



Życie w biegu niekoniecznie ma dobry wpływ na wygląd naszej skóry. Zmniejsza się aktywność mitochondriów - centrów energetycznych komórek i powstają wolne rodniki. W efekcie nasza cera staje się szara oraz uwidaczniają się pierwsze zmarszczki. Dlatego też Soraya, w oparciu o nasze potrzeby, stworzyła właśnie linię tauryNOWA ENERGIA.


Wake-up serum na młode zmarszczki
Soraya tauryNOWA ENERGIA



Przeznaczone jest na dzień i na noc. 

Dzięki najnowszej technologii opracowano skład, którego zadaniem jest poprawa wyglądu i kondycji skóry oraz zwolnienie procesu jej starzenia się. 

Roślinna tauryna
to najważniejszy składnik obydwu produktów. Ma ona silne działanie energetyzujące. Roślinna tauryna stymuluje fibroblasty – komórki skóry właściwej, których zadaniem jest produkcja kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Dzięki temu redukuje zmarszczki oraz chroni przed działaniem wolnych rodników.

Cukier morski
Jest to substancja, która szybciej i skuteczniej nawilża, niż kwas hialuronowy. Jej działanie stymuluje syntezę ceramidów w naskórku. Zatem ma go wzmacniać i przyspieszać proces jego regeneracji.

Kofeina
Usuwa oznaki zmęczenia i sprawia, że skóra jest promienna i zdrowa.

Niestety są silikony (Dimethicone) plus Disodium EDTA. EDTA w dużym stężeniu jest substancją drażniącą skórę i błony śluzowe. Szczególnie groźny jest w formie rozproszonej w powietrzu. Sole kwasu EDTA rozpylone w naszym otoczeniu, mogą powodować nieżyt spojówek, kaszel oraz duszności. Unikajmy zatem EDTA zawartych w kosmetykach w aerozolu. Zwłaszcza kobiety w ciąży nie powinny stosować takich produktów z tym właśnie składnikiem. 

Serum tauryNOWA ENERGIA swoim wyglądem przypomina mi krem pod oczy.


Zawartość znajduje się w małe tubce w ilości 30 ml.


Kosmetyk ma przyjemną, bardzo lekką, aczkolwiek troszkę rzadką konsystencję. Jego aplikacja byłaby zdecydowanie wygodniejsza i bardziej higieniczna, gdyby wyposażony był w pipetkę. Ale to tylko moja drobna sugestia. Zapach jest delikatny i przyjemnie orzeźwiający. Po nałożeniu szybko się wchłania i nie pozostawia żadnego filmu. Poczułam miłe wygładzenie. Jednak przy mojej suchej cerze, tuż po użyciu, muszę zastosować krem, więc nawilżenie jak dla mnie jest dość słabe. Pamiętajmy, że to jednak serum, a nie krem. Efekty zależą też od tego, jaki typ skóry posiadasz. Moja to typowy sucharek. Lepiej sprawdziłby się u osób o cerze mieszanej lub tłustej. Co do wygładzania zmarszczek to mam mieszane uczucia. Wokół oczu nieco rozświetla, co mnie pozytywnie zaskoczyło. Poza tym w małej skali wyrównuje koloryt skóry. 

Serum w pojedynkę powodowało u mnie również lekkie ściągniecie, dlatego w celu uzyskania odpowiedniego efektu zaraz po nim nakładałam właśnie pochodzący z tej samej linii wake-up krem na młode zmarszczki Soraya tauryNOWA ENERGIA.


Przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej.

W składzie mamy tutaj również energetyzującą taurynę oraz mistrza nawilżania, czyli cukier morski. W przypadku tego kremu dodatkowym składnikiem jest jeszcze smooth-matt complex, który wygładza i matuje skórę.
Biorąc pod lupę wszystkie składniki to również i tu znalazłam pewne buble, których być nie powinno. Jak na pierwszym miejscu jest woda i gliceryna, tak już dalej znalazłam niestety też silikony (m.in. też Dimethicone) i nieszczęsne parabeny (Methylparaben, Propylparaben). Jest też EDTA... Nie powiem, abym z tych pozycji była zadowolona... Ich wizytą wśród całej reszty jestem bardzo zaskoczona!

Krem otrzymujemy w skromnym, eleganckim jak dla mnie słoiczku zabezpieczonym sreberkiem. Także mamy pewność, że nikt go przedtem w sklepie nie spróbował.


Do dyspozycji stoi nam ilość 50-ciu ml.


Mimo lekkiej konsystencji dość fajnie nawilża, szybko się wchłania i nie przetłuszcza skóry twarzy, dzięki czemu sprawdzi się jako baza pod makijaż. Mi nic się nie roluje, a wręcz uzyskujemy mat i nie błyszczymy. Twarz jest gładka i miękka w dotyku. Używałam go zazwyczaj w dzień i to czasem nawet i 2 razy.


W komplecie z serum sprawia, że cera jest wypoczęta i pełna energii. Koloryt jest wyrównany. Mimo nieprzyjemnego składu nie miałam na szczęście żadnych przebarwień, ani uczulenia. A szczerze mówiąc bardzo się tego obawiałam. Krem dopełnia nawilżenie. Całość daje bardzo miłe uczucie, skóra staje się gładka. Jest też bardziej promienna i miękka w dotyku. I nie zapycha. Na noc duet mi się nie sprawdza. Potrzebuję większej dawki nawilżenia. Ale rano i w ciągu dnia jestem jak najbardziej na tak. Co do zmarszczek to nie widzę róznicy. Ale oby zbyt szybko nie pojawiały się te nowe.

Mimo składu, który akurat mi nie odpowiada i tak z chęcią sięgam po różne kosmetyki firmy Soraya. Do tej pory byłam zawsze zadowolona. I mam nadzieję, że tak pozostanie.


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger