środa, 27 lutego 2019

Poczuj moc adrenaliny - woda toaletowa dla mężczyzn Glacier Fire Oriflame

Poczuj moc adrenaliny - woda toaletowa dla mężczyzn Glacier Fire Oriflame

11 lutego tego roku moja połówka miała swoje urodziny. Jeśli chodzi o niego to najlepiej sprawdzają się u nas te pachnące prezenty. 

Ponieważ ostatnio zamawiałam dla siebie pachnidło, postanowiłam sięgnąć po nowość dla mężczyzn z linii Glacier od Oriflame. Do tej pory znana nam była niebieska wersja dla Panów, która trzykrotnie gościła na łazienkowej półce i do dzisiaj cieszy się dobrą opinią.

Tym razem wybrałam ognistą czerwień, czyli Glacier Fire.  

Opis tej wody jest bardzo intrygujący:
"Zapach stworzony dla mężczyzny, który uwielbia czuć adrenalinę. Kompozycja inspirowana energią wulkanu i momentem, w którym lawa dotyka lodu". 

 Kartonowe opakowanie wizualnie powala na kolana. Już na pierwszy rzut oka robi się "gorąco". Przedstawiony wulkan i lejąca się z niego lawa bardzo intryguje i pobudza wyobraźnię.


 Dlatego też Glacier Fire skojarzył mi się z osobą prowadzącą dość aktywny tryb życia. Miałam nadzieję, że jest rześki, orzeźwiający i nie będzie przytłaczać, a wręcz doda energii. 

Flakonik jest bardzo skromny, chociaż zabarwiona czerwona szklana buteleczka dodaję trochę tego "pazura".


Znajdziemy tutaj ciekawe połączenie nut, a mianowicie czarną cytrynę i miętę. W połączeniu z przeciwną wersją, czyli ciepłym aromatem drewna tworzą kontrastującą kompozycję, przywołującą dreszcz emocji, jaki towarzyszy ekstremalnym wyzwaniom. 




Myślę, że ta wersja Glacier Fire, ognista, jak najbardziej nadaje się na co dzień. I to zarówno dla młodych, aktywnych mężczyzn, jak i dla tych nieco starszych. Bardzo spodobała się mojemu tacie. A ponieważ za 2 miesiące ma urodziny, będę musiała i jemu zamówić. Trwałość jest całkiem spoko, jednak na ciele utrzymuje się krócej, niż np. na ubraniach. 

niedziela, 24 lutego 2019

Przygody Peppy z dźwiękami - Media Service Zawada

Przygody Peppy z dźwiękami - Media Service Zawada

Jak zauważyliście tematyka mojego bloga jest różnorodna. Nie lubię szufladkować się tylko i wyłącznie w jednej kategorii. Dzięki temu trafiam być może do szerszego grona odbiorców w różnym wieku.

Dzisiaj ponownie powrócę do tematu dzieci.
Chciałabym Wam przedstawić kolejną pozycję wydawnictwa Media Service Zawada

Wszystko kręci się oczywiście wokół dość popularnej bajki, a mianowicie Świnki Peppa, którą nasz Olek lubi. Jednak tym razem pokażę Wam książkę w dość niecodziennym wydaniu, a mianowicie z dźwiękami. 


Na szczęście jest ona w twardej oprawie. Jest dość spora pomimo tego, że posiada zaledwie 20 stron.


Ja osobiście za tą kreskówką nie przepadam. Wolę ją właśnie w takiej formie.

Magia tej książki polega na tym, że nie tylko ją czytamy, ale poznajemy również różne dźwięki. Wszystko to dzieje się dzięki dołączonemu obok panelowi, który poprzez naciśnięcie w dany obrazek wydaje aż 18 odgłosów.


Mamy tu np. dźwięk deszczu, telefonu, chrapania, płaczu czy radości Peppy.


Czytając opowieść, na każdej stronie umieszczone są kółeczka z takimi samymi obrazkami, które widoczne są w panelu.


Wszystko dobrane jest oczywiscie do opisywanej w sytuacji. Dlatego zadaniem dziecka jest odnaleźć obrazki w panelu i wcisnąć przycisk z dźwiękami.


Polecam bawić się jednak w ciągu dnia. Wieczorem dziecko przy tego typu zabawie za bardzo się dekoncentruje i niekoniecznie szybko pójdzie spać.

Naszemu Olkowi najbardziej podoba się przycisk z samochodzikiem, ponieważ odtwarza słynną muzykę z bajki.


Myślę, że to wydanie zapewni dzieciom fantastyczną zabawę nie tylko dzięki wesołym przygodom Peppy, ale przede wszystkim dzięki załączonemu panelowi dźwiękowemu.  Dzięki temu mogą ćwiczyć spostrzegawczość oraz rozpoznawać różne dźwięki.

Opisywana historyjka nie jest również jakaś skomplikowana. Ilustracje są bardzo kolorowe i przyciągają wzrok. Maluchy szybko wciągnął się do świata beztroski i będą się znakomicie bawić. 

sobota, 23 lutego 2019

First Love Yourself - lutowy Chillbox

First Love Yourself - lutowy Chillbox

Ten moment, kiedy kurier doręcza mi przesyłki jest zawsze bezcenny. Znacie to uczucie, kiedy chcecie otworzyć coś szybciej, niż jesteście w stanie? Ja mam tak z Chillbox.

Wydawało mi się, że styczniowa wersja przebiła moje oczekiwania. Zestaw od Glov, płyn micelarny Derma, czy koreańska maska Red Fruits - Huangjisoo - te pozycje już na starcie mnie kupiły. 

Lutowa wersja jest pod hasłem "First Love Yourself".


Pomysłodawcy sugerują nam, aby zrobić sobie taki dzień "OFF" - od początku do końca tylko i wyłącznie dla SIEBIE SAMEGO. No dobra - towarzyszyć nam może zawartość Boxa.


Jeśli jesteście ciekawi, co tym razem znajdziemy w środku to zapraszam do dalszej lektury.


1. malinowy peeling - Balneokosmetyki (44,00 zł.)


Bardzo fajnie został ten kosmetyk dobrany. Jak to ma być dzień dla siebie samego, to co my, kobietki lubimy robić w domu? Relaksująca kąpiel to najlepsza opcja zatrzymania się na chwilę, refleksję i naładowanie akumulatorków na dalszy etap dnia.

Sięgając po ten peeling fundujemy sobie na ciało nie tylko sorbet z kawałkami malin (tak, tak - taką fantastyczną ma konsystencję), ale również oczyszczenie, złuszczenie martwego naskórka i wygładzenie skóry. Jeśli Wam mało, to dodam jeszcze, że jest to produkt EKO. Czyli taki, który na mnie najlepiej działa.

2. balsam YEN - Soap Szop (44 zł. / 120 ml)


Nie ukrywam, że szata graficzna tych kosmetyków przyciąga kobiece oko.


Po wypeelingowaniu ciała warto go odpowiednio nawilżyć. Dlatego w Boxie mamy cudownie pachnący, w pełni naturalny, wegański mus. Zawiera nierafinowane, czyste oleje roślinne, w tym olej arganowy z armoatu słodkiego bzu i cierpkiego agrestu, który odżywia i powoduje, że nasza skóra staje się odpowiednio miękka i przyjemna.
Ja mam mniejszą wersję w ilości 60 ml.

3. Koreańska maseczka na twarz "panda" - Coscodi (9,99 zł.)


Nie wyobrażam sobie Boxu bez maski.
Po te w płachcie sięgam najchętniej, ponieważ jest to wygodna opcja. Bardzo lubię koreańskie kosmetyki ze względu na ich świetnie dobrane bezpieczne składniki. Ta zawiera m.in. wodę z bambusa, ekstrakt z pereł, witaminę B3 oraz Panthenol. Dla efektu dodatkowego odświeżenia warto trzymać ją w lodówce. Natomiast jeśli potrzebna jest Wam większa dawka ukojenia, wystarczy włożyć ją na 2-3 minuty do ciepłej wody w temperaturze 50-60 stopni C. I z tej ostatniej formy zamierzam właśnie dzisiaj skorzystać.

4. Herbata liściasta Owoc Róży - Dary Natury (6,49 zł.)


Tuż po pielęgnacji ciała i twarzy możemy zwolnić tempo i zrobić sobie pyszną herbatkę z dzikiej róży, która nie tylko pysznie smakuje, ale ma również leczniczą moc. Owoc dzikiej róży może być stosowany w chorobach zakaźnych i układu pokarmowego, a także podczas przeziębienia i rekonwalescencji.
Podobno róża jest afrodyzjakiem, więc warto ją pić jak najczęściej.


5. Zaparzacz do herbaty (7,99 zł.)


Tak się składa, że mam w domu różnego rodzaju liściaste herbatki. Ostatnio nawet moja przyjaciółka podarowała mi 3 opakowania, ale co z tego, jak w domu zabrakło mi właśnie zaparzacza. Ten od Chill w uroczym kształcie serduszka ułatwi mi teraz zadanie.

6. Oliwka do skórek Raspberry Love, Shea Elixir - Indigo (9,99 zł.)


Perfekcyjny kosmetyk do pielęgnacji skórek i paznokci. Zawarte w niej masło shea ma nie tylko właściwości odżywcze, ale uwierzcie mi - jego obłędny zapach pobudza zmysły.
Oliwka ta odżywia, regeneruje, odmładza i chroni skórę. Jest to też niezbędnik dla miłośniczek hybryd.


7. Książka "Dobra świnka, dobra. Niezwykłe życie Christophera Hogwooda" Sy Montgomery (34,90 zł.)


Zamawiając Chillbox książkę mamy do wyboru. Mi w tym miesiącu wysłana została losowo, stąd w moim domu pojawił się zupełnie nowy, nieznany mi dotąd gatunek literatury.

Główny bohater lektury, Christopher Hogwood to ... świnka, początkowo nie większa od kota.


 Chris od razu stał się ulubieńcem okolicy. Wcale się nie dziwię, ponieważ wygląda uroczo.
Sąsiedzi przyprowadzali go, gdy uciekał, córki sąsiadki urządzały mu ciepłe kąpiele, a powiększające się grono znajomych zwoziło przepyszne resztki ze swoich stołów. Inteligencja i sława czarno-białej świni rosły wraz z jej wagą – Christopher trafił nawet do radia i telewizji. Okazał się także wielkim (gdy osiągnął wagę 340 kilogramów, musiał przejść na dietę) nauczycielem życia. Sy Montgomery, jej rodzina, znajomi i przyjaciele nauczyli się dzięki niemu samoakceptacji, doceniania lenistwa i pielęgnowania więzi międzyludzkich.

Jest to opowieść nie tylko o pewnym chrumkającym zwierzęciu, ale również o relacjach pomiędzy nim a człowiekiem - pełnych radości przeplatających się także z bólem i smutkiem jednocześnie.


Podsumowując uważam, że zawartość Chillbox z miesiąca  na miesiąc jest coraz to bardziej interesująca. Wszystkie pozycje są perfekcyjnie do siebie dobrane, przykładem jest chociażby liściasta herbatka i dołączony do niej zaparzacz.


Marcowa wersja będzie chyba jeszcze lepsza, ponieważ nawiązywać ma ona do zawartości z lutego. Nie mogę się już doczekać.Bardzo mi się taki pomysł podoba i myślę, że się nie rozczaruję.

Podoba Wam się lutowa zawartość Chillbox?
Lubicie tego typu Boxy?

niedziela, 10 lutego 2019

Women Day Promotion with Dresslily

Women Day Promotion with Dresslily

Wieki świetlne nie buszowałam po chińskich sklepach internetowych. Do dziś mam mnóstwo rzeczy, gadżetów, które są bardzo przydatne. Ile ja czasu spędziłam, szukając tych moich perełek. Czasami 2 godziny przewijałam stronę po stronie, aby znaleźć sobie coś fajnego.

Postanowiłam odkopać Dresslily i przeglądnąć ofertę Women Day Promotion.

https://www.dresslily.com/promotion-kol-women-day-promotion-special-687.html?lkid=19524005

Za kilka dni Walentynki. Macie jakieś plany, kreacje? Jeśli nie, w kwestii wieczorowej wrzucę Wam kilka propozycji w stylu "vintage".

Kolor czerwony to symbol Święta Zakochanych, więc w tych barwach znalazłam dwie, dosyć fajne sukienki.  

Pierwsza z nich spodobała mi się dlatego, że jest skromna i nieprzesadna. Z boku ma kryty zamek, zaś z tyłu fajną kokardę. 

Znajdziecie ją tutaj Retro Sleeveless Tea Length Party Dress
Moja druga propozycja jest w nieco innej, bardziej stonowanej kolorystyce. Nie rzuca się aż tak w oczy. Podoba mi się góra - na cieniutkich ramiączkach. Myślę, że byłabym w stanie wykorzystać ją na wiele okazji. 

Znajdziecie ją tutaj  Spaghetti Strap Belted Vintage Dress


Fanki sukienek z printem również mogą sprawić sobie coś na ten szczególny dzień. 
Ma dość nietypowy dekolt, który od razu przyciągnął moją uwagę. 

Znajdziecie ją tutaj Fruit Print Criss Cross A Line Dress


Czerń i biel świetnie do siebie pasują, a oryginalny dekolt w kształcie serducha z pewnością oczaruje niejednego mężczyznę. 
Znajdziecie ją tutaj Vintage A Line Contrast Dress


Ostatecznie, jeśli naprawdę nie chcecie się za bardzo rzucać w oczy, postawcie na klasykę, czyli czarną sukienkę. Ta jest wiązana na szyi, prosta i elegancka.

Znajdziecie ją tutaj Halter Vintage A Line Dress



To tylko 5 moich propozycji, ale uwierzcie mi, w sklepie jest ich dużo dużo więcej. 
Muszę sobie przeglądnąć nowości, ponieważ mam kod rabatowy. Szkoda z niego nie skorzystać, prawda?

---------------------------------------

Here are the new arrival:promotion pre spring sale topic

It's time to refresh your wardrobe! DressLily prepare the best high-quality but low-prices products for You, make You free under all occasion for Monday to Friday.

Use code:DLBF20 with 20% discount: 
Over 10usd, save 2usd; Over 20usd, save 4usd; Over 30usd, save 6usd; Over 40usd ,save 8usd; Over 50usd, save 10usd; Over 60usd, save 12usd; Over 70usd, save 14usd; Over 80usd, save 16usd; Over 90usd, save 18usd; Over 100usd, save 20usd;Over 110usd, save 22usd; Over 120usd, save 24usd; Over 130usd, save 26usd; Over 140usd, save 28usd;

piątek, 8 lutego 2019

"Mały Konstruktor Bison" - zabawka do samodzielnego montażu - Alexander

"Mały Konstruktor Bison" - zabawka do samodzielnego montażu - Alexander

Era telefonów komórkowych / smartphon'ów,  czy tabletów dopadła nas wszystkich i nie sposób z tym walczyć. Gorzej jest z dziećmi. Bez naszej uwagi mogą się one zatracić, a wręcz nawet uzależnić.

Jednak jako rozsądny rodzic żyjący z postępem uważam, że mimo wszystko można też szukać pewnych alternatyw, które dość szybko praktykowane wnoszą odpowiednie efekty.

Dlatego od dzisiaj rozpocznę pewną serię wpisów przeznaczoną dla dzieci, a tu z pomocą przychodzi nam niezawodny Alexander.

Przeglądnęliśmy nowości i zamówiliśmy nie tylko gry planszowe, o których wspomnę Wam niebawem.

Znaleźliśmy też kategorię "Mały Konstruktor", czyli zabawki do samodzielnego montażu. 

Także czas na budowę "Bison'a"


Czy to był strzał w 10?


Sądząc po wymiarach opakowania 31,2-21,8-4,9 cm i wadze 0,7 kg pomyślałam: "pfff, ale proste". Wiek: 8+. "Dasz radę, synuś, ferie masz, będziesz składać, co masz do roboty" - stwierdziłam.

No i fakt... Na widok ilości części, które należy złożyć, ich miny na chwilę zmarniały. Ale przecież dla moich budowlańców to nic trudnego!

Wszystko jest pięknie posegregowane - w końcu porządek musi być.


Widok ilości śrubek, łączących każdy element - bezcenne.


No ale let's go. Nic samemu się nie zrobi.
Powolutku, pomalutku zabraliśmy się za naszą budowlę.

Bez instrukcji nie ma opcji. A tam - na pierwszy rzut oka duuuuuuużo się dzieje, ale uwierzcie mi, że to tylko złudzenie. 

Całość składa się TYLKO z 348 elementów. Co to jest dla małego inżyniera!


Wszystko zobrazowane jest krok po kroku. Instrukcja jest czytelna. Zawiera opis kolejnych etapów oraz dodatkowe oznaczenie literowe wskazujące kolejność skręcania poszczególnych elementów. 


Pozorne 348 części to tylko wyobraźnia, w rzeczywistości jest ich całkiem sporo. Są one metalowe, w różnych kształtach i rozmiarach, wzbogacone kolorami tworzą świetny efekt wizualny. 


Bisona nie stworzymy bez odpowiednich narzędzi, czyli klucza i imbusa. Bez nich nie ma opcji.


I niby sprawa jest prosta. Toretycznie każdy element - śrubkę musimy wkręcić, aby wszystko się dobrze trzymało i nie uległo zniszczeniu podczas zabawy. W niektórych miejscach było dość ciasno, więc musiałam chłopakom trochę pomóc. 

Przewidywany czas montażu to od 60 minut do 4 godzin. Nam zajęło to, z małymi przerwami, około 2,5 godziny. Ale efekt wyszedł świetny. 




Korzystając z fajnej pogody skompletowaliśmy sobie odpowiednią ekipę...


... i wyruszyliśmy w teren.


Dzieci się świetnie bawiły, a mi udało się uchwycić kilka zdjęć:





Tego typu zabawki rozwijają przede wszystkim zdolności manualne, wyobraźnię przestrzenną oraz umiejętności techniczne. A co z cierpliwością? W tym przypadku trzeba ją mieć w nadmiarze. Jedno błędne odczytanie obrazka z instrukcji i nerwy murowane. Nasz model został sprawnie złożony i cieszy dziecięce oko. Jednak podczas jego budowli, ze względu na naprawdę małe elementy, musimy mieć oczy wokół głowy. Chwila nieuwagi i dziecko może się błyskawicznie zakrztusić. Dobrze wiecie, że ich wyobraźnia czasami nie ma granic. 

Myślę, że jest to zabawka nie tylko dla dzieci, ale również dla dorosłych. Mam tu na myśli np. koneserów maszyn rolniczych, dla których tego typu kolekcja to nie lada gratka. 

środa, 6 lutego 2019

Live in Color - wiosna na ciele - Oriflame

Live in Color - wiosna na ciele - Oriflame

No niestety... Przyznaję się tu i teraz - w temacie kosmetyków i perfum jestem już zakupoholiczką.
 
Znacie ten dowcip z nocnego?:
"- To ile flaszek bierzemy? Jedną?
- Coś ty, weź dwie, najwyżej zostanie"

Słyszałam, że bardzo podobna idea przyświeca nam, kobietom. No więc karty na stół moje drogie: 
czy idąc do drogerii na zakupy (tłumaczymy to sobie np. poprawą nastroju?!) wychodzicie z jedną rzeczą? 
My nie bierzemy dwóch butelek... My bierzemy po 5, bo to wszystko się przyda. 12 kremów - na dzień, na noc, na popołudnie, na dobry nastrój, na zmarszczki, pod oczy... Balsam do prawej nogi, balsam do lewej nogi... I kiedy facet wchodzi do łazienki to ginie śmiercią tragiczną szukając swojej pianki do golenia, która stoi gdzieś tam pomiędzy serum do twarzy (oczywiście upiększającego), a lakierem do włosów 3D (czyli wiecie - w efekcie mamy że niby otrzymać trójwymiarowe włosy??). Bez tych wszystkich naszych "przydasiów" żyć nie możemy. To jak człowiek bez tlenu. 

Wracając do tematu perfum - no niestety i w tej kwestii jest bardzo podobnie.
Te kolorowe, piękne, zdobiące damską toaletkę, czy też półkę w łazience flakoniki o różnych kształtach potrafią uzależniać. 

Na lato, orzeźwiające, słodkie, mocne, słabe - można tak wymieniać... Ale ja nie mam nic na nadchodzącą wiosnę! A potrzebuje czegoś, co pobudzi zmysły z tej zimowej, szarej aury.

Sięgnęłam więc po najnowszy katalog Oriflame. Ot tak, akurat miałam wolną chwilę i postanowiłam przeglądnąć ofertę. I moje oczy ujrzały perfumowaną wodę Live In Color. Czyż nie trafiłam idealnie? Sama ich nazwa wskazuje, że nie będą one nudne. Przynajmniej ja to sobie tak wyobraziłam.Tęsknie za zielenią, kwiatami i słońcem, więc nie mogłam się oprzeć i postanowiłam ten zapach zamówić. 

Nie czekałam na nie długo, trwało to naprawdę 2, czy 3 dni. 
Spodobało mi się kolorowe, pełne kwiatów opakowanie. "No masz, co chciałaś" - pomyślałam.


Rozpakowałam i doszłam do wniosku: "no, takiego kształtu flakonika jeszcze nie mam!". I postawiłam go obok pięciu innych - logiczne -reszta, którą posiadam już się nie mieści.

Czy będąc małymi dziewczynkami nie marzyło Wam się mieć takich perfum, jakie ma mama, z pomką, którą naciskasz i pachnie?

Zamawiając tą akurat wodę perfumowaną takie cudo właśnie otrzymujecie. Aczkolwiek słyszałam, że wielu osobom się ona zacina. 


Wiadomo - wygląd sztos, przypomina mi nieco retro-klimaty. Flakonik wydaje się bardzo masywny, ale to jego struktura powoduje, że jest to tylko złudzenie. Mi pompka działa, wystarczy ją przekręcić i nacisnać, ale nie jest to efekt wow. Nie rozpyla drobno, jak typowa mgiełka. 


Live in Color to typowo kwiatowo-owocowa woda perfumowana. 

Jej nuty zapachowe to: 
nuta głowy - rabarbar, 
nuta serca - łabędzi kwiat,
nuta bazy - biały bursztyn.

Hmm generalnie nuty te, jak dla mnie, są dość niespotykane.
Początkowo zapach wydaje się być bardzo słodki. Jednak po chwili ustaje, robi się lekki i przyjemny. Typowy na wiosnę. Kojarzy mi się z relaksem w ogrodzie, lub spacerem po łące. Jeżeli zaś chodzi o jego trwałość, to w tym przypadku jest ona przeciętna. Na ciele nie trzyma się zbyt długo. Dłużej z kolei czuć już na ubraniach.

I jeszcze jedna kwestia: zapach ten owszem, można nosić w torebce, jednak tutaj przeszkodą okazuje się właśnie ta dodająca całego uroku pompka. Obawiam się, że mogłaby się uszkodzić.

Mimo wszystko cieszę się, że jestem w ich posiadaniu. Dla fanów kwiatowo-owocowych nut myślę, że byłby to całkiem dobry wybór.


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger