sobota, 23 listopada 2019

Rozpal świecę zapachową SurpriseCandle i znajdź niespodziankę - srebrną biżuterię 

Rozpal świecę zapachową SurpriseCandle i znajdź niespodziankę - srebrną biżuterię 

Kochani przyznajcie się, ale tak szczerze, czy chociaż raz w życiu zaliczyliście wpadkę i wręczyliście żonie/narzeczonej/koleżance/mamie/przyjaciółce niekoniecznie trafiony w jej gusta prezent? 

Ja takich sytuacji nawet kilka zaliczyłam i nie ukrywam, że za każdym razem mina odbiorcy była bezcenna. To tzw. stanie i udawanie, że jest super to dość krępujący moment, ponieważ tak naprawdę jest zupełnie na odwrót. Ktoś, kto jest Ci bliski może (ale niekoniecznie) dać Ci delikatnie (bądź wprost) do zrozumienia, że nie był to dobry wybór. Dlatego stawiam na uniwersalne podarunki. 

Ostatnio jest bardzo głośno o SurpriseCandle
Nie mogłam się oprzeć i musiałam zobaczyć, na czym polega ten fenomenalny gift. 


Jestem świeczkomaniaczką. Moja mama wciąż mi powtarza, że jeśli kiedykolwiek braknie u nas w domu prądu to ja w światło jestem zabezpieczona nawet na dobrych kilka dni, a jakby była potrzeba, to i sąsiadom pomogę. Nic na to nie poradzę, kupuję je bez względu na porę roku, zaś zapalam zazwyczaj na jesień, kiedy to na zewnątrz robi się szaro i brzydko.

Kiedy w internetach ujrzałam świece SurpriseCandle moje oczy nie mogły oderwać wzroku. Zakochałam się od pierwszego spojrzenia.


Są to wysokiej jakości przyjazne środowisku, ręcznie wykonane świece zapachowe. Nawet knot wykonany jest w 100% z bawełny.


Zaś zwartość w środku to połączenie naturalnego wosku palmowego z olejkami zapachowymi. To właśnie one oddają nam piękne, intensywne, aczkolwiek nie duszące aromaty. Występują w wielu wariantach zapachowych, tak więc każdy z nas dopasuje w swoje gusta ten odpowiedni.

Ponieważ są w 100 % naturalne, to nie wywołują reakcji alergicznych. Żeby było mało, podczas palenia nie wydzielają również dymu. Poza tym są biodegradowalne, koszerne i ekologiczne.

Wydawać by się mogło, że to kolejne, banalne świece. Jak wiele innych na rynku. Ale te zrobiły na mnie nie tylko swoim niby prostym, przepięknie ozdobionym, szklanym, masywnym słoju z pokrywką ogromne wrażenie. Mogą służyć jako idealne dopełnienie wystroju danego pomieszczenia i ocieplić atmosferę.

Oprócz tego oryginalnym pomysłem dołączonym do świeczki jest niespodzianka, którą jest biżuteria. Myślę, że to nie lada gratka dla każdej kobiety.

Do wyboru mamy: bransoletkę, kolczyki, naszyjnik oraz pierścionki. Jeśli chodzi o tą ostatnią opcję to nie martwcie się, możemy dobrać sobie odpowiedni rozmiar. Pomocna jest tutaj tabela rozmiarów.

Ja zdecydowałam się na FRAGRANT ROMANCE .


- EGZOTYCZNE KWIATY - 

Jeżeli chodzi o sam zapach, to dominują tu:
– nuty górne: porzeczka, pomarańcz, ananas,
– nuty serca: hibiskus, orzech kokosa, czerwone owoce, ozonic,
– nuty dolne: słodkie piżmo, drzewo sandałowe, brzoskwinia.


Obawiałam się tutaj orzecha kokosu, słodkiego piżma i drzewa sandałowego, ponieważ tych akurat składników unikam czy to w perfumach, czy też w świeczkach. Jednak całość to ciepły, świeży aromat.

W środku znalazłam oczywiście niespodziankę...


Na pokrywie świeczki widać już, jaka błyskotka jest w moim posiadaniu.


Jest to srebrny naszyjnik (próba 925), bardzo delikatny i subtelny, taki, jaki już od dawna chciałam sobie sprawić.


Oczywiście skusiłam się na jeszcze jedną świeczkę, a jest nią SECRET BERRY, czyli słodka jagoda.


Dominują tutaj:
– nuty górne: zapach śmietany, jagoda
– nuty serca: cytrus, nuty zielone, słodycze
– nuty dolne: wanilia.

W tym przypadku zdecydowałam się wybrać pierścionek i nie żałuję swojej decyzji.


Entuzjazm podczas otwierania niespodzianki był ogromny. Obawiałam się jednak, że nie trafię z rozmiarem, ponieważ nie do końca byłam pewna, czy aby dobrze sobie wszystko obliczyłam. Ale udało się, intuicja mnie nie zawiodła i tak oto od dzisiaj mogę nosić się z tym przepięknym, niebieskim srebrnym cudem.


Jeśli chodzi o biżuterię to dodam pewną dość istotną informację. Otóż pamiętajcie o tym, iż decydując się na daną świeczkę otrzymujecie losowo dobraną niespodziankę. Nie sugerujcie się tym, co widzicie na zdjęciu na stronie. Biżuteria pokazana obok świecy jest tylko przykładem. 
 Jeśli już odkryjesz, na co trafiłeś / trafiłaś w świecy, wartość biżuterii możesz sprawdzić za pomocą kodu produktu, który znajduje się na małej etykietce tuż przy niespodziance.

Mimo wszystko uważam, że warto zaryzykować. Płacimy jedynie 99,99 zł., jednak wartość wraz z biżuterią wynosi tak naprawdę do 300 zł. Ja byłabym zapewne z wszystkiego zadowolona, ponieważ kocham błyskotki. Jest to dużo lepsza opcja niż kosmetyki. Także Panowie - jeżeli stoicie przed dylematem, co kupić Waszej wybrance to wybierzcie SupriseCandle.Niebawem Święta, ludzie będą szaleć i poszukiwać prezentów dla najbliższych, a tu wystarczy wejść na stronę i zamówić.

Ja już wiem, co podaruję mojej mamie i teściowej.

- Gra warta świeczki -
#SurpriseCandle

Mam dla Was też dobrą wiadomość. Otóż trwa konkurs, w którym do zgarnięcia jest właśnie jedna, losowo wysłana świeca. 

Jeżeli jesteś w jej posiadaniu to wystarczy: 

1. Znajdź SupriseCandle na Facebook'u i Instagramie:
- facebook.com/SurpriseCandle1
- instagram.com/SurpriseCandle.pl 
2. Zrób zdjęcie produktów,

3. Opublikuj swoje zdjęcie na naszej ściance FB lub na Instagramie
z hashtagiem #SurpriseCandle,

4. Nagrodą za wyróżnioną Fotografie jest Świeca SurpriseCandle (świeca wybierana jest losowo),

5. Zwycięzcy zostaną opublikowani raz w tygodniu na naszych portalach społecznościowych!

Wszystkim Uczestnikom życzę powodzenia !

wtorek, 19 listopada 2019

Czytaj, baw się, koloruj i twórz - czasopisma dla dzieci Media Service Zawada

Czytaj, baw się, koloruj i twórz - czasopisma dla dzieci Media Service Zawada

Czas na prezentację kolejnych czasopism od Media Service Zawada. Tym razem uwaga dzieci została jakby podzielona, ponieważ z całego zestawu aż 3 gazetki przeznaczone były dla chłopców i od nich chciałabym dzisiejszą recenzję rozpocząć. 

BEN 10 Magazyn - CZAS NA BOHATERA!


Tą akurat kreskówkę oglądał dość często nasz Maciej, dlatego bardzo się ucieszył, kiedy zobaczył bohatera tym razem w formie papierowej. 

W środku znajdziemy nie tylko komiks, który akurat najbardziej przykuł jego uwagę.


 Są również różnego rodzaju zagadki do rozwiązania rebusy, kolorowankę, a także do samodzielnego wykonania prace plastyczne. Ten dział od zawsze go interesował. 


Tutaj dziecko może sobie m.in. stworzyć własne etykiety, które można przykleić wszędzie tam, gdzie się chce (wróć: prócz ścian i mebli rzecz jasna). Myślę, że jest to bardzo fajna opcja do wykorzystania na okładki zeszytów, czy książek, gdyż jest możliwość podpisania. 


Najważniejsze jednak są dodane do tej wersji gadżety. Tutaj najbardziej skupiła się jego uwaga. Znaleźliśmy nie tylko galaktyczny miecz (który niestety nie do końca funkcjonuje tak, jak należy).


Jest również FINGER CUBE, czyli nic innego, jak kostka antystresowa, dzięki której można rozładować napięcie w różnoraki sposób przesuwając kolejno suwaki i wciskając przyciski. Podobno jest to w tej chwili hit wśród nastolatków. Chyba od niego pożyczę - przydałoby się czasami rozładować stresik. 

MAGAZYN PIDŻAMERSI


Jest to czasopismo, które polubił nasz młodszy synek Oluś. Za kreskówką w telewizji nie przepada, akurat woli taką formę rozrywki, co mi jeszcze bardziej odpowiada. Dziwię się, ponieważ ma dopiero 5 lat i nie potrafi jednak czytać, ale grunt to dobre chęci. Od czego w końcu jest mama. Na szczęście z ochotą zasiadam z nim do wspólnego czytania. 

Na szczęście aż na siedmiu stronach ulokowany został komiks. Sporo, więc powolutku, strona po stronie przenosiliśmy się w świat Pidżamersów. Tutaj jest również kilka kolorowanek, w tym m.in. Biały Ninja, któremu należy dodać nieco barw.

Zaskoczona byłam, ponieważ znalazłam również przepis na Sowelli. Jest to nie tylko propozycja na pyszne śniadanie, ale również i deser. Do wykonania przedstawionych na obrazkach sówek wystarczą nam dwa naleśniki, owoce, a przede wszystkim zapał i inwencja twórcza dziecka.


Do magazynu dołączone zostały również 4 zabawki, czyli zabawkowe łoki-toki, piankoliny w dwóch kolorach: niebieskim oraz czerwonym kolorze, zestaw fana (tutaj zawartości Wam nie zdradzę), a także miniksiążeczka pt. "Zaginiony dinozaur", która idealnie spisała się u nas podczas czekania na wizytę u lekarza. 





SUPER WINGS 


Super Wings to bajka o pewnej drużynie samolotów, które potrafią zmieniać się w roboty. Ich lotnisko znajduje się na pewnej wyspie na Pacyfiku. W każdym odcinku samoloty mają inne zadanie, rozwiązują problemy, a gdy potrzebują pomocy to wzywają któregoś ze swoich przyjaciół. 

Nie raz wspólnie oglądaliśmy tą kreskówkę. Jest bardzo kolorowa, tematyka różnorodna, aczkolwiek wnosząca odpowiednie dla dziecka mądre przesłanki w życie codzienne.

W tym numerze Dżetka, głównego bohatera, czeka podróż do wspaniałego miasta, jakim jest Wenecja. Dzięki temu dziecko może poznać kilka charakterystycznych na jej temat ciekawostek.


Po przeczytaniu opowieści mamy super quiz, w którym należy odpowiedzieć na pytania nawiązujące do wcześniej przeczytanej przygody.


Nasza pociecha ma możliwość bliższego poznania podniebnego policjanta Trafika, czym się zajmuje i jakim mottem kieruje się na co dzień.


Na samym środku jest wieeeelki plakat. Pamiętam, jak sama w dzieciństwie zbierałam je z każdej gazetki i robiłam sobie z nich okładki na zeszyty.


Jest również prosty przepis na słodkie maseczki. Myślę, że jest to fantastyczna opcja nie tylko na wspólne spędzenie czasu. To ZADANIE, które tak, jak bohaterzy bajki wykonują, tak z pomocą dorosłej osoby może być misją dla Waszej pociechy. Uwierzcie mi, że będzie to pożytecznie i smakowicie poświęcony czas.


Poza tym jako gadżet dodany został również zestaw kolorowych kart. Jest to gra dla 2 osób polegająca na znajdywaniu dwóch identycznych obiektów na kartach. Jest to coś w rodzaju gry memory. Osoba, która zbierze wszystkie karty oczywiście wygrywa. Super sprawa.


L.O.L SUPRISE 


Jest to kolejne, czwarte już wydanie tego czasopisma.

Zawiera mnóstwo ciekawostek na temat popularnych laleczek.

Ponadto w środku mamy pewien tajemniczy gadżet zwany SZYFROBRE L.O.L.

Myślę, że każda mała dama ucieszyłaby się z tego dodatku. 


Jest to breloczek, którego można sobie przypiąć do plecaka, torebki, czy nawet piórnika.
Cały fan polega na tym, iż w zestawie mamy literki i różne emotikony. Całość możemy układać w sekretne wiadomości i szyfry LOL na breloczku.

Mieliśmy jeszcze jedną gazetkę, mianowicie Shimmer & Shine, niestety tym razem nie jestem w stanie Wam jej zaprezentować, ponieważ gdzieś się zagubiła. Kojarzę tylko, że był to 4 numer (październik - listopad), w którym dodatkiem była chyba różowa bransoletka, spineczka i naklejki.

 To wszystko na dzisiaj. Myślę, że powrócę do Was z kolejnymi nowościami od Media Service Zawada.

niedziela, 17 listopada 2019

Witaj w świecie krów - "Wszystko o krowach" - wydawnictwo Dragon

Witaj w świecie krów - "Wszystko o krowach" - wydawnictwo Dragon

Pamiętacie, jak przedstawiałam Wam pewną książkę, która pochodzi od wydawnictwa Dragon? Dotyczyła ona wszystkich niezbędnych informacji odnośnie czworonożnych pupili, czyli psów
Wpis dotyczący tamtej wersji znajdziecie tutaj.

Nadszedł czas na ukazanie drugiej wersji, czyli "Wszystko o krowach"


Zanim pokażę Wam, czego tym razem możemy nauczyć się z treści, to najpierw przyznam Wam się do tego, z jakim pytaniem borykałam się trzymając to wydanie w dłoniach. Nie każdy przecież interesuję się krowami, prawda? Inaczej jest z psami, czy kotami, którymi możemy opiekować się w domu. Ale taka łaciata to już za duży gabaryt, aby ugościć ją we własnych skromnych progach. Co dopiero napisać o tym książkę. 

Otóż autor, Pan Łukasz Łebek jest nie tylko mężem i ojcem, ale przede wszystkim lekarzem weterynarii, stąd swoje zawodowe doświadczenie i jednocześnie pasję postanowił przelać na formę papierową. Za ilustracje odpowiada Pan Adam Święcki. On akurat lubił w dzieciństwie popijać mleko z pianką prosto od krowy. Swoją przygodę z rysowaniem zaczął (ku rozpaczy rodziców) na ścianach pokoju. Z czasem jednak na szczęście sięgnął po kredki i blok rysunkowy. Jest autorem wielu publikacji książkowych i komiksowych zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Łowi w morzu pomysły, przegryzając krówki ciągutki (podobno z umiarem).

Dzięki owocnej współpracy obydwu Panów powstała książka "Wszystko o krowach"


Tym razem, strona po stronie wchodzimy świat tych zwierząt, dzięki którym codziennie zaopatrujemy się nie tylko w mleko. 


Krowy są sławne, myślę, że każde dziecko wie, że robią MUUUUU! Bez ich wkładu nie byłoby masła, jogurtu, a nasz ulubiony sernik straciłby sens... 

Dlatego dzisiaj, wspólnymi siłami poznamy je nieco bliżej, bo przecież odgrywają w naszym życiu ogromną rolę. W końcu są żywicielkami całej ludzkości


Skąd wzięły się krowy? I czy wiecie, że z łaciny to byk byczy
 

Tak naprawdę nie ustalono jednoznacznie, skąd one pochodzą. Ich udomowianie odbywało się w wielu miejscach w Europie, Azji i Afryce jednocześnie. Jednak najstarsze szczątki bydła domowego (8000 lat) odkryto na terenie Mezopotamii. Początkowo były one dla naszych przodków łatwo dostępnym źródłem mięsa. Później zaczęto je wykorzystywać do pracy na roli. Ich posiadanie świadczyło o bogactwie. Przed wynalezieniem pieniądza były one tzw. kartą przetargową.

Każdy wie, jak wygląda krowa, ponieważ ma charakterystyczne, modne łaty, ale czy wiedzieliście, że ma ona aż 4 żołądki? To pewnie dlatego ma tak ogromny brzuch... Dźwigać taki ciężar, na czterech nogach zakończonych dwoma palcami jest nie lada wyzwaniem... 


I pomyśleć, że żyje ona tyyyyyle lat ... 


Każdą z nich łączą pewne cechy, jak np. głowa, której kształt zbliżony jest do trójkąta. Jest duża i masywna - z mnóstwem miejsca dla mięśni wykorzystywanych do żucia trawy. Podobnie jest z uszami - są duże i ruchliwe, dzięki czemu, nawet z głową przy ziemi łaciata jest w stanie wszystko usłyszeć. Do tego dochodzą kopyta, zwinny, zakończony kępką włosków ogonek i ogromna siła

SŁYNNY, KROWI PLACEK 
 Krowa jest przeżuwaczem. Sami wiecie, ile zajmuje jej czasu przeżuwanie pokarmu. Jej przewód pokarmowy zajmuje sporo miejsca i składa się z wielu elementów. Jednak ich wspólnym mianownikiem jest to, aby z zielonej, pysznej, aromatycznej trawy powstał ten jakże dla nas już mniej przyjemny krowi placek.


Dodatkowo, podczas posiłku, wypija gigantyczne ilości wody.


Chociaż krowi placek nie należy do tych zbyt estetycznych spraw, to jednak jest darem dla ludzkości. Przede wszystkim jest doskonałym nawozem. Dla otaczającej nas flory to niemalże uczta. Zawiera on bowiem mnóstwo składników, które wzbogacają glebę. A kiedy ich odchody wylądują na polu, wówczas będą wspierać ziemniaki, zboże i inne rośliny, które na koniec zjadamy ze smakiem. 

Ponadto wykorzystywane są jako paliwo. W wielu rejonach świata służą właśnie jako opał w piecach, lub wrzuca się je do ogniska. Tam, gdzie brakuje drewna, bądź ludzi po prostu na niego nie stać, jest niezbędnym elementem w uzyskaniu ciepła czy też do przygotowania posiłku / wymyciu się w ciepłej wodzie. Można z nich też produkować biogaz lub spalać w celu uzyskania prądu elektrycznego. 

Jest tutaj bardzo dużo podstawowych, ale jak dla mnie też nowych informacji i ciekawostek. Dzięki tej książce dowiadujemy się, skąd się bierze krowa, jakie są jej gatunki, co lubi, gdzie mieszka, jak należy o nią dbać, jakie czyhają na nią choroby, jakie artykuły spożywcze możemy uzyskać np. z mleka i wiele innych bezcennych treści, w które przyjemnie było się zagłębić.

Cieszę się, że nie tylko moje dzieci, ale również i ja mogliśmy poszerzyć swoją wiedzę w temacie tychże zwierząt, ponieważ, jak się podczas czytania okazało, o wielu faktach nie miałam pojęcia. 

Atutem tutaj są również przepięknie pokazane ilustracje, które przykuwają uwagę. Przyznacie chyba sami, że całość świetnie ze sobą współgra. Dzięki temu ciekawość dotycząca książki o krowach jest jeszcze większa.

Serdecznie pozdrawiam autora i ilustratora tej książki, a także wydawnictwo Dragon, które udostępniło nam do przeczytania również i tą serię. Bez nich nie mielibyśmy okazji dowiedzieć się tak wielu istotnych rzeczy na temat krów. Brawo!

Nowość od Nivea - Purify Rice Scrub - peeling ryżowy z bio aloesem

Nowość od Nivea - Purify Rice Scrub - peeling ryżowy z bio aloesem

Jeszcze kilka lat wstecz byłam totalnym przeciwnikiem peelingów do twarzy i zastanawiałam się, na co komu potrzebny taki produkt do pielęgnacji twarzy. Nie pytajcie, dlaczego miałam takie, a nie inne zdanie, ponieważ sama do końca nie potrafię sobie na nie odpowiedzieć.

Na szczęście z wiekiem nadszedł taki moment, że po moim eksperymentowaniu wypracowałam sobie przede wszystkim wiedzę o tym, jaki mam typ cery. To kierowało mnie na odpowiednią półkę sklepową.

Nivea jest u nas w domu od lat. Klasyk, czyli niebieskie, okragłe pudełeczko kremu to must have na łazienkowej półce.

Od lat należę do Klubu Moja Nivea. Znajdziecie tam fajne porady oraz wszelkie informacje na temat dostępnych produktów. Ponadto można się zgłaszać do testowania przeróżnych nowości. Totalnie o tym zapomniałam. Ostatnio jednak się zalogowałam. Takie się składa, że poszukiwali testerek do kilku pozycji, w tym m.in. do wypróbowania jednego z trzech różnego rodzaju peelingów ryżowych. 

Do wyboru są:
1. Różowy - malinowy Glow Rice Scrub,
2. Niebieski - borówkowy Smooth Rice Scrub,
3. Zielony - aloesowy Purify Rice Scrub.


Różnica między nimi polega nie tylko na tym, że w każdym z nich zawarty jest inny bio owoc, ale przede wszystkim na skali jego intensywności.

Wszystko zależy od tego, czego oczekujecie od tego typu kosmetyków, ponieważ każdy z nich ma wnosić inny efekt. Jeden ma rozświetlać, drugi wygładzać, a trzeci? Zaraz Wam o tym opowiem, ponieważ to waśnie na niego się zdecydowałam...

Purify Rice Scrub - peeling ryżowy z bio aloesem 


 Spośród całej trójki ten właśnie peeling wykazuje niby najmocniejsze działanie, dlatego też go wybrałam. Zależało mi na dogłębnym oczyszczaniu. A takie właśnie ma mi zapewnić Purify Rice Scrub.


Ponadto skusił mnie zawarty w nim nie tylko organiczny ryż, ale również bio aloes


Stworzony został po to, aby nie tylko pozbyć się martwego naskórka i intensywnie złuszczyć skórę. Ma również głęboko oczyszczać pory. Producent obiecuje jeszcze, że po jego zastosowaniu uzyskamy miękką, matową i gładką w dotyku cerę.
Brzmi ciekawie, prawda? To może przejdźmy teraz do faktów...


Tubka jest wygodna w użyciu. Do dyspozycji mamy 75 ml zawartości. Myślę, że jest to odpowiednia ilość zważywszy na fakt, że peeling ten nie jest ani rzadki, ani gęsty. Jego formuła jak dla mnie jest w sam raz, nie spływa mi z twarzy.


 Zapach jest delikatny i przyjemny. Ma w sobie małe, delikatne drobinki, które wyczuwalne są po nałożeniu na twarz. Dzięki temu nie zaliczam go przez to do grupy typowych zdzieraków. Tuż po jego zmyciu owszem - skóra jest oczyszczona, nie czuje ściągnięcia, lecz nawet minimalne, ale całkiem przyjemne nawilżenie. Dlatego też efektu matu nie zauważyłam. Likwiduje także suche skórki, które dość często powracają na moją skórę. Jednak z punktu widzenia ostrości - biorąc pod uwagę, że z całego trio jest on najmocniejszy, to nie widzę tutaj szału. Jeśli to jest jego maksymalna siła to peeling ten zaliczam raczej do tej średniej kategorii tego typu kosmetyków. Spodziewałam się po nim lepszego działania. Nie oczekiwałam od niego cudów, ponieważ w kwestii twarzy wolę te delikatniejsze peelingi, po których nie podrażnię sobie skóry. Jednak ten aloesowy jak dla mnie mógłby mieć nieco więcej drobinek. O oczyszczaniu porów nie ma tutaj mowy.  

Mimo, że nie spełnia on do końca obietnic producenta, to jednak tak, czy inaczej stosuję go sobie 2 (jak jest zalecane), a nawet i 3 razy w tygodniu. Głównie ze względu na oczyszczenie skóry. Bo na szczęście w tym temacie spisuje się bardzo fajnie , dlatego lubię po niego sięgać. 

Dodatkowo w przesyłce otrzymałam również odżywczą maskę do twarzy. Nie ukrywam, że było to bardzo miłe zaskoczenie zważywszy na fakt, iż są to 2 sztuki.


Póki co jeszcze jej nie używałam, więc nie jestem w stanie Wam zdradzić, jak się właściwie spisuje. 

 Na koniec chciałabym podziękować Nivea za możliwość wypróbowania peelingu. Mimo, iż w pewnych kwestiach nie do końca sprawdził się z tym, co obiecuje producent to i tak z ochotą go używam. 

Będę się zgłaszać do kolejnych akcji, ponieważ uwielbiam testować nowości rynkowe. 


niedziela, 10 listopada 2019

Uważaj na to, kogo wpuszczasz do swojego życia - "Zbyt blisko" - Prószyński i S-ka

Uważaj na to, kogo wpuszczasz do swojego życia - "Zbyt blisko" - Prószyński i S-ka

Wydawnictwo Prószyński i Spółka znam właściwie od dzieciństwa.  
W tamtych czasach przynajmniej dla mnie było ono chyba jednym z najpopularniejszych wydawnictw w księgarniach. Do dzisiaj mam książki, które stoją na półce. Ich treść rzecz jasna się nie zmieniła, jedynie okładki nieco poszarzały.

Dlatego chciałabym Wam przedstawić pewną propozycję właśnie tego wydawnictwa, a jest nią książka Natalie Daniels. Wydana została w czerwcu tego roku, liczy sobie całe 352 strony, a jej tytuł brzmi "Zbyt blisko"


Nie ukrywam, że do przeczytania przekonała mnie w tym przypadku okładka oraz widoczne na niej zdanie o treści: "najlepsza przyjaciółka, czy najgorszy wróg". Hmm do tej pory tego typu wątki oglądałam w różnego rodzaju filmach, kiedy to dwie "friends forever", które dotąd oddałyby za siebie życie, nagle, z różnych, czasami banalnych i niedorzecznych przyczyn są w stanie dokonać takich czynów, które wedle prawa niekoniecznie są słuszne.  

W głównej mierze przyjaciel/przyjaciółka to osoba, która powinna nas wspierać, być na dobre i na złe, trwać z nami, pocieszać i towarzyszyć nam w tych dla nas najważniejszych momentach. 
Czy tak było z Connie i Ness? 

Zapraszam do dalszej części recenzji... 


Connie i Ness, bo to głównie na nich skupiona jest cała historia, poznały się przypadkowo w parku. Były wręcz zmuszone zasiąść wspólnie na ławce, ponieważ ich dzieci błyskawicznie nawiązały ze sobą wspólny kontakt. Tak samo było również w przypadku tych dwóch kobiet. Bardzo szybko okazuje się, że są one nie tylko sąsiadkami, które łączy poezja, ale istniało jeszcze wiele innych zainteresowań, aniżeli można by się było spodziewać. To tak, jakby "trafił swój na swego". Miedzy bohaterkami zaczyna rodzić się głęboka przyjaźń. Ufały sobie. Stawały się sobie coraz to bliższe, wspierały się w różnych sytuacjach mimo, iż Ness tak naprawdę nie miała męża, lecz żonę. Żyła ona w formalnym związku z kobietą, która na co dzień pracowała w telewizji.
Jednak Connie to jakoś nie zraziło. Wręcz przeciwnie:

[...] były jeszcze nieoczywiste pytania, które chciałam zadać, na przykład skąd wiedziała, że jest lesbijką. Byłam zaintrygowana. Mnie od zawsze ciągnęło do mężczyzn. Myśl o kochaniu się z kobietą nigdy nie wydawała mi się kusząca".
Dlaczego? Ponieważ wiodła ona normalne życie u boku męża zajmując się dziećmi i codziennymi obowiązkami. Kiedy rozpadło się jednak małżeństwo Ness to właśnie Connie była jej największym pocieszycielem. Przecież jak na przyjaciółkę przystało - nie wolno się odwracać, trzeba tą drugą osobę podnieść na duchu i mimo porażki zmotywować do dalszego życia. Owszem, wszystko rozumiem, ponieważ była to przyjaźń na wieki, ale w oczach Ness w pewnym momencie stała się wręcz obsesją, która doprowadziła do tragedii. 

Connie ulega wypadkowi, a kiedy odzyskuje świadomość okazuje się, że znajduje się pod stała obserwacją w szpitalu psychiatrycznym. Do tego jest cała obolała i poraniona. 

"jest tak, jakbym się zagubiła; nie mam pojęcia, dokąd zawędrowałam. Nawet moje ciało zmieniło się nie do poznania: mam głębokie, otwarte rany na lewym nadgarstku pod kremowym bandażem". 

 Kompletnie nie ma pojęcia, co się tak naprawdę wydarzyło i dlaczego jest w takim stanie, aż nagle pada zdanie: "Tydzień temu wjechałaś samochodem do rzeki".

Od tej pory jej życie polega na pewnej składance i walce z pamięcią. Amnezja, na którą zapadła tuż po wypadku, utrudniała jej rozwiązać całą zagadkę. Jednak przy współpracy z psychiatrą sądową, Panią Robinson nie poddała się, udaje jej się powoli powrócić do przeszłości, co wcale nie było prostą sprawą. Na szczęście obie dochodzą do okrutnej prawdy, którą ciężko przyjąć do wiadomości.


Moja opinia:

Sięgając po "Zbyt blisko" zrobiłam sobie herbacię, przykryłam się pod kocem i w ciszy brnęłam kartka po kartce. Niestety pierwsza połowa książki była dla mnie zbyt oczywista, a tym samym nieco nudna. Odkładałam ją na jakiś czas i powracałam, ponieważ w dalszym ciągu interesowało mnie zakończenie. 


Po przeczytaniu wniosek jest jeden: nie jest to jakiś super hiper thriller, obrazujący krok po kroku dokonaną zbrodnię, gdzie w tle jest policja, toczy się sprawa sądowa itd. Fakt, że bohaterka ląduje nagle w szpitalu psychiatrycznym intryguje i wprowadza w końcu w akcję, ponieważ dzięki temu poznajemy jej stan umysłu i to, jak ciężko jest dojść do prawdy cierpiąc na totalną niepamięć. 
Poza tym temat ten jak najbardziej dotyka rzeczywistości. Nie raz, w przypadkowych miejscach, czy to w supermarkecie, w parku, czy też banalnym placu zabaw właśnie dla dzieci poznajemy nowe towarzystwo. Jako mama sama jestem tego żywym potwierdzeniem. Wówczas tematem do nawiązania konwersacji są dzieci. Ale nie zawsze, bo nawet w drogerii, podczas zakupu kosmetyków spotkałam dziewczynę, która swoim sposobem bycia na pierwszy rzut oka wzbudziłaby moje zaufanie. Czasami jest to fascynujące. Wrażenie, że znasz tą drugą osobę niemalże na wylot jeszcze bardziej potęguje zainteresowanie. Jednak czy nie za szybko ufamy nowo poznanym osobom?  

Lekturę tą odebrałam też jako takie ostrzeżenie - przykład przed tym, co otacza nas na co dzień. Nie otwierajmy zbyt szybko do własnego życia drzwi przed nowo poznanymi osobami. 

Podsumowanie:

Podsumowując swoją recenzję chciałabym też napisać, że wszelkie zdrady w związkach i fałsz przyjaciół względem nas prędzej, czy później ujrzą światło dzienne. I mimo, że będzie to bolesne doświadczenie to starajmy się nie poddawać, nie zamykajmy się w sobie. Uważajmy i nie ufajmy w 100 %, ponieważ nigdy nie wiadomo, czy nie będzie to toksyczna przyjaźń. Zwłaszcza w chwilach słabości, kiedy to szukamy wsparcia w innych. Ja na szczęście póki co otaczam się szczerymi osobami chociaż znam i takie, które życzą mi źle, ale na szczęście nie doznałam tego osobiście.

Jeżeli opowieść o nagłym zagubieniu w życiu i jego konsekwencjach Was interesuje to zapraszam do tej lektury. Jak widać nie każda przyjaźń jest niezniszczalna. Czasami potrafi zbyt dużo namieszać w sercu i umyśle. 



Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger