sobota, 29 lutego 2020

Pobaw się razem z nami! - Lalka Zosia z papużką - zabawki edukacyjne HH poland

Pobaw się razem z nami! - Lalka Zosia z papużką - zabawki edukacyjne HH poland

W zeszłym miesiącu przedstawiałam Wam wpis dotyczący zabawek edukacyjnych. Link przypominający znajdziecie tutaj: Nauka poprzez zabawę - interaktywna gitara elektryczna Peppa i muzyczny bębęnek Peppa (HH Poland) . Tak się składa, że była to pierwsza recenzja otwierająca pewną serie propozycji od HH Poland. W końcu trzeba tym naszym milusińskim urozmaicać czas, a najlepiej nauką poprzez zabawę.


Tym razem w naszym domu zagościła pewna piękna osobowość wraz ze swoją kolorową towarzyszką, czyli Lalka Zosia z papużką. Dodam, iż obie są  bardzo wygadane, o czym będziecie mieli okazję zaraz się przekonać. 


Ponieważ w pięknie zapakowanym, aczkolwiek ciasnym kartonie nie jest zbyt wygodnie, postanowiliśmy tych dwoje wydostać na wolność, dzięki czemu od razu zrobiło się wesoło.


Zosia to mała dama licząca sobie zaledwie 33 cm wzrostu. Ma piękne, niebieskie oczy oraz przekonujący uśmiech. Nie powiem - od razu wzbudza zaufanie.


Ubrana jest w różową sukieneczkę z bluzeczką z ptaszkiem. Nie zaprzeczycie mi, że to dominujący kolor wśród ubranek dla dziewczynek. Poza tym pastelowe kolory wyciszają i uspokajają.

Wisienką na torcie jest opaska z kokardką na głowie. Perfekcyjnie jej pasuje. Można ją oczywiście ściągać, czesać jej miękkie i przyjemne w dotyku włosy, czy też robić kucyki.


Podobnie jest z bucikami - również możemy je ściągnąć, wówczas nasza nowa przyjaciółka może odpoczywać boso. Jak jej będzie smutno można ją przytulać, ponieważ jest mięciutka. Jedynie jej głowa, ręce i nóżki są gumowe.


Papużka zaś to jej najwierniejszy kompan. Jest bardzo kolorowa i gotowa do wykonania każdego polecenia. Zdradzę Wam również, że podczas zabaw kołysze się na boki i macha skrzydłami. Lubi bawić się w chowanego, latać, huśtać się na huśtawce i jeść krakersy.



Sposób uruchomienia tych interaktywnych zabawek jest bardzo prosty. Informacje na ten temat mamy podane jak na tacy już na samym opakowaniu. Aby rozpocząć z nimi zabawę wystarczy nacisnąć na prawą nóżkę papużki aby ją obudzić. Następnie naciskami na lewą dłoń Zosi.

Obie maskotki mówią i śpiewają oczywiście w języku polskim. Dźwięk nagrany został w polskim studio i jest wyraźny. Głos Zuzi jest bardzo ciepły i przyjemny. Papuga zaś jest bardzo zabawna. Moduły dźwiękowe zamontowane zostały w środku zabawek i zasilane są bateriami dołączonymi do zestawu.


Kiedy po raz pierwszy je uruchomiliśmy zabawę rozpoczęliśmy od nauki liczenia. Zosia po kolei odlicza cyfry od 1 do 10, a Papużka tuż po niej wszystko powtarza. I faktycznie się porusza - kołysze na boki i macha skrzydłami. Współpraca między nimi jest natychmiastowa pod warunkiem, że są w odległości max 20 cm. W przeciwnym razie komunikacja zostanie zerwana.

Oprócz liczenia słyszymy kolejne sekwencje w postaci krótkich, zabawnych, wpadających i w ucho i w pamięć piosenek. Jedną zwrotkę śpiewa Zosia, zaś drugą dośpiewuje papuga.

Obie maskotki idealnie dobrane są do wieku dziecka, a mianowicie 3+. Nie trzeba nic czytać. Wystarczy nacisnąć dłoń laleczki i nóżkę papużki. Każda dziewczynka sobie z tym bez problemu poradzi.

Filmiki dotyczące tego duetu zobaczycie u mnie na instagramie na insta story: ewciaewcia83

Czas spędzony z takim interaktywnym zestawem wnosi nie tylko zabawę, ale również naukę. I to w swobodny, zrozumiały sposób. Powtarzanie np. cyfr w prawidłowej kolejności, co jest dość istotne i trudne do opanowania w tym wieku, ułatwia przyswajanie wiedzy w tym zakresie. A dobrze wiemy, że dzieci w tym wieku są bardzo ciekawe tego, co je otacza i każdy dźwięk, wypowiadane słowa, czy krótkie zdania są bardzo ważne. Dla mnie jest to super sprawa.

Co Wy o tym myślicie? Czy warto inwestować w interaktywne zabawki?

piątek, 14 lutego 2020

Shecell dermatologic - dwie odsłony: krem do twarzy na przebarwienia i krem do skóry dojrzałej.

Shecell dermatologic - dwie odsłony: krem do twarzy na przebarwienia i krem do skóry dojrzałej.

Kremy do twarzy, które do tej pory na co dzień stosowałam jakiś czas temu ujrzały swoje dno, więc sięgnęłam po kolejne dla mnie nowości. 

Staram się oczywiście dobierać je nie tylko pod swoje potrzeby, ale zwracam też uwagę na porę roku, która w moim przypadku ma ogromny wpływ na kondycję skóry twarzy.

Śniegu u nas jak nie było, tak nadal nie ma, za to temperatury skaczą w różnym stopniu, co szczerze mówiąc strasznie mnie w tym roku zaskoczyło.

Marka Shecell dermatologic w swojej ofercie ma kilka kremów w zależności od naszych potrzeb. To bardzo fajne rozwiązanie, ponieważ każda z nas ma inną cerę i inne wymagania.

Ja skusiłam się na dwa:


Pierwszy to dermoaktywny krem przeznaczony do skóry z przebarwieniami.


Ma on przede wszystkim zredukować ilość i wielkość plam spowodowanych różnymi czynnikami, a także zmniejszyć intensywność ich zabarwienia. Te z Was, które miewają takie niespodzianki na co dzień dobrze wiedzą, o czym mówię.

Pomóc w tej felernej sytuacji powinny nam zawarte w składzie m.in. witamina C i zestaw kwasów AHA. Ponadto kwas hialuronowy odpowiada za nawilżenie oraz poprawia jędrność skóry. Mamy tutaj również alantoinę i pantenol, które działają przeciwzapalnie, łagodzą podrażnienia i wspomagają procesy regeneracji naskórka. Olej szafranowy ma odżywić i wygładzić skórę. Jest też złoty pigment rozświetlający skórę co też sprawia, że te plamy nie rzucają się w oczy. Tajemniczy Glycofilm® 1.5P tworzy film na powierzchni skóry, chroniąc ją przed zanieczyszczeniami.

Nie będę opisywać, jak całość wygląda, ponieważ gołym okiem wszystko widać.


Jest 40 ml - skromnie, ale jak dla mnie, w przypadku tego typu kremów, jest to wystarczająca ilość, ponieważ zawartość jest dość treściwa.

Zapach jest wyczuwalny, dla mnie ciut mocny. Krem ma takie żółte zabarwienie. Skojarzyło mi się to z kremami typu BB. Fajnie się rozprowadza i od razu daje takie przyjemne uczucie nawilżenia i taki błysk.

Przebarwienia mam głównie wokół nosa - po obu stronach i od czasu do czasu na czole. Stosując ten właśnie krem widzę lekkie zmiany. Przede wszystkim bardzo delikatnie, ale fajnie kamufluje i rozświetla. Sprawką tego jest zapewne złoty pigment. Powoduje jakby, maleńkie krycie tego, co tworzy niedoskonałość na skórze.  Akurat tego się nie spodziewałam. Efekt rozświetlenia rozprasza te plamki, dzięki czemu nie rzucają się one aż tak w oczy. Jestem zadowolona.

Drugi to odżywczy, nawilżający krem do codziennego stosowania dla skóry dojrzałej.


Ma on spełniać dość dużo funkcji:
- działać regenerująco i nawilżająco,
- poprawiać jędrność, elastyczność, koloryt skóry, 
- działać odmładzająco i przeciwzmarszczkowo, 
- chronić skórę przed procesem przyspieszonego starzenia się wywołanego m.in. czynnikami zewnętrznymi, jak np.  smog czy stres. 

To wszystko zapewnić mają nam zawarte w nim składniki:
- witamina E zwana „witaminą młodości” działa przeciwrodnikowo, hamując procesy przedwczesnego starzenia się skóry,
- ceramidy chroniące przed utratą wody, zwiększając stan nawilżenia skóry, przywracają one jędrność oraz elastyczność cienkiej i wiotkiej skórze dojrzałej,
- alantoina i pantenol działają przeciwzapalnie, łagodzą podrażnienia i wspomagają procesy regeneracji naskórka,
- olej abisyński skutecznie nawilża, odżywia i regeneruje skórę,
- Matrixyl® Synthe’6™ to innowacyjny, bardzo silny, niskocząsteczkowy peptyd przeciwzmarszczkowy, który wzmacnia syntezę 6 głównych składników odbudowujących i wzmacniających architekturę skóry,
- Glycofilm® 1.5P tworzący nieokluzyjny film na powierzchni skóry, chroniąc ją przed zanieczyszczeniami. Nadaje efekt tzw. „drugiej skóry”.
- filtry UVA i UVB chronią skórę przed niekorzystnym działaniem promieniowania UV.

Sporo, jak na tak malusi kremik. Ale w pełni zasługuje on na uwagę. Działa bardzo fajnie, nawilża, wygładza i z pewnością chroni. 



Różni się od poprzednika nie tylko zabarwieniem, ale i zapachem - jest mniej intensywny i dużo delikatniejszy. Podobnie jest z konsystencją - jest lżejsza, idealnie się wchłania i daje natychmiastowe uczucie wygładzenia. Super sprawdza mi się pod makijaż. W tym przypadku mogłoby go być nieco więcej. Krem dość szybko mi się skończył, ponieważ używałam go 2 x dziennie, więc nie ma co się dziwić. Tutaj również jest 40 ml. Aczkolwiek jak dla mnie przy codziennym użytkowaniu przydałoby się tak lekko ze 100 ml. 


Jestem zadowolona z obydwu produktów. Nic mnie nie uczuliło, wręcz przeciwnie - na przebarwienia stosuję rzadziej, wtedy, kiedy mam potrzebę, zaś krem do cery dojrzałej sprawdził się u mnie w 100 %. 


sobota, 8 lutego 2020

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA: "Złe miejsce" - K.N. Haner

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA: "Złe miejsce" - K.N. Haner

"Każdy z nas znajduje się czasem w nieodpowiednim miejscu i nieodpowiednim czasie. Najczęściej są to jednak nic nieznaczące sytuacje, o których szybko zapominamy. Chwila adrenaliny, złości, płaczu, a potem wracamy do swojego życia, które jest mniej lub bardziej idealne". 


Tak rozpoczyna się wstęp do najnowszej książki Królowej Dramatów K. N. Haner pt. "Złe miejsce". Tym razem, po raz kolejny zresztą, Kasia pobudziła swoją fenomenalną wyobraźnię, aby stworzyć mafijną serię: niebezpieczni mężczyźni. 


Premiera książki będzie miała miejsce dopiero 12 lutego b.r., ale na szczęście ja swój egzemplarz już dużo wcześniej otrzymałam, aby móc w ten sposób zachęcić Was do tego typu lektury. Mnie książki Kasi wciągają od samego początku. Czy było i tym razem?


Główna bohaterka książki Kasi to Blaire. Wydawać by się mogło, że to spełniona kobieta, jednak to tylko pozory. Może i ma swoje marzenia, ale ze względu na życie, jakie jest zmuszona prowadzić, nie jest w stanie ich spełnić.


To wszystko dzieje się za sprawą jej rodziców, których codzienne problemy musi również i ona na własnych barkach dźwigać. Wieczne kłótnie doprowadzają do rozwodu i wojnę o opiekę nad córką. Tak naprawdę nigdy nie czuła wsparcia ani od matki, tym bardziej od ojca. Uważał, że skoro ma kasę, to może zwojować świat i nic mu nie stanie na przeszkodzie w realizacji jego celów. No właśnie – jego celów, bo tak naprawdę Blair się tutaj nie liczyła. A matka? Następna „pijawka” na pieniądze. Kiedy ojciec Blair po raz kolejny tłumaczył się, że nie może wziąć córki do siebie z powodu wyjazdów, czy innych „ważnych” spotkań”, dla niej było to na rękę, ponieważ czerpała na tym korzyści finansowe. Okazało się, że dziecko w oczach obojga było jedynie formą zarobku.

I chociaż bohaterka tonęła w pieniądzach, a co tylko chciała, miała w zasięgu dłoni, to jednak jej poczucie wartości w błyskawiczny sposób zostało zbesztane. Czuła się nikim. Zagubiła się na tyle, że sama już nie wiedziała, czego tak naprawdę pragnie. Chciała miłości, której nigdy dotąd nie miała okazji doświadczyć. I kiedy myślała już, że kończąc 18 lat będzie mogła decydować o własnym losie to bardzo się pomyliła. Otóż w dniu urodzin otrzymała od ojca „prezent" w postaci umowy z zachowaniem poufności. Miała słuchać matki, w przeciwnym razie kasa pęknie jak bańka mydlana, pójść na studia, które on sam wybierze, odbyć staż, a następnie pracować u niego w firmie. To jak podpisać pakt z diabłem.

Jak się później okazuje została jego „wizytówką” – panienką z dobrą miną do złej gry. Swoim urokiem osobistym musiała kupić nawet najoporniejszego klienta, czyli udobruchać go i doprowadzić do podpisania umowy, w przeciwnym razie i ona i jej matka zostaną na bruku bez grosza przy duszy. Była tą „kropką nad i” w jego interesach. A jej ciało jedynie kartą przetargową. I nieważne, czy miała na to ochotę, czy nie. Taka była umowa… Chciała uciec, ale tak naprawdę nie miała szans. Musiała zgodzić się na ten układ...

Pewnego dnia, na rozkaz „swojego pracodawcy, a zarazem ojca” miała udać się na spotkanie z pewnym bogatym, a jednocześnie odrażającym klientem. To było kolejne, wyimaginowane zlecenie, które musi doprowadzić do finału. Na samo zdjęcie tego człowieka dostała odruch wymiotny. Był obleśny. Tak się jednak złożyło, że podczas jazdy do celu ochroniarz, kierujący samochodem, zbaczył z trasy, co doprowadziło do wypadku. Auto wraz z pasażerami wpadło do oceanu. Dla Blair było to wybawienie. W myślach chciała umrzeć. Miała dosyć takiego życia.


Ale do tego nie dochodzi, ponieważ zostaje odratowana i jednocześnie uprowadzona przez pewnego tajemniczego mężczyznę w masce o imieniu Phix. Czytając dalej dowiadujemy się, że niestety wpadła w sidła bogatego, wpływowego mężczyzny, mafioza, który gra według swoich, niekoniecznie zgodnych z prawem zasad. Łudziła się, że człowiek ten będzie jej wybawcą i od tej pory jej życie nabierze sensu...  Ale szybko zostaje sprowadzona do pionu i uświadomiona, że w tej chwili musi być posłuszna komuś innemu. Na jej dość popieprzonej drodze pojawia się również David, dość istotny w całej akcji bohater, niby jej znany, a jednak nie do końca, który również mąci jej w głowie.

Czy życie u boku wiecznie zmuszającego ją do prostytucji ojca było lepsze, niż życie z gangsterem? Czy istnieje możliwość ucieczki z tej pogmatwanej sytuacji?

Czytając opis z tyłu książki widziałam mniej więcej, o czym będzie mowa i byłam pewna, że to nie będzie wyssane mafijne romansidło z dolewką pikanterii i happy end’em. Dlaczego tak myślałam? A no dlatego, że to nie jest w stylu Kasi. Laska z trudnym dzieciństwem, wykorzystywana przez ojca do interesów, zero wsparcia matki, a następnie porwanie, przetrzymywanie na dole w piwnicy, gdzie do jedzenia była tylko jakaś papka i kubek służący jako wc? Nieee, pomyślałam, to nie może być aż tak oklepane i banalne jak w wielu innych książkach. Na bank coś się tutaj wydarzy. I oczywiście tak się stało.

Zwrot całej akcji nastąpił, kiedy Blair wpadła w sidła zaborczego, tajemniczego mężczyzny z maską na twarzy, któremu w całości musiała się podporządkować. Jeden jej zły krok, brak posłuszeństwa kończył się dla niej kolejną serią upokarzania. Czasami strasznie mnie to denerwowało i zastanawiałam się, po co właściwie igra z ogniem. Wprawdzie wyszła z jednego bagna pakując się tak naprawdę w drugie, ale tutaj nie musiała się na siłę z nikim prostytuować. A mimo wszystko  momentami zachowywała się bardzo nierozsądnie, jak nastoletnia buntowniczka, której zabrano zabawkę. Aczkolwiek z drugiej strony sama nie wiem, co ja bym na jej miejscu zrobiła. Było mi jej nawet żal. Co rusz gwałcona przez obleśnych facetów w różnym wieku kobieta totalnie zmienia swoje podejście do życia, traci wiarę w lepsze jutro, a jej psychika działa bardzo impulsywnie, zwłaszcza wtedy, kiedy nie jest pewna tego, co się wydarzy. Głównym, dominującym uczuciem jest strach. Bywały momenty, że Phix traktował ją jak kobietę, był miły i delikatny. Spożywali wspólnie śniadania, kolacje, wspólne kąpiele i zasypianie obok siebie – oczywiście bez zbliżeń. Ale to był człowiek o wielu twarzach. Nie dziwię się, że nosił maskę. Idealnie mu pasowała. Dzięki temu mógł ukrywać swoje emocje. Dla mnie to bardzo intrygujące, ponieważ strona po stronie brnęłam przez całą tą historię w oczekiwaniu właśnie na moment, aż wreszcie ją ściągnie i pokaże swoją twarz. A może jej nie miał? Nawet przez chwilę mi przeszła myśl, że może to nie jest facet?!

Finish jednak okazał się dla mnie bardzo zaskakujący.
Wręcz byłam w lekkim szoku. Przeszło mi wiele myśli przez głowę, jak mogłyby się potoczyć dalsze losy bohaterów. Co z Blair? Phixem? Davidem, który stał niby na marginesie, „panopek” na zawołanie swojego szefa, banalny ochroniarz gotowy na wszystko, a również i on wpłynął w całej tej historii na los bohaterki.

To historia budząca burzę emocji – od tych pozytywnych, typowo życiowych, po smutne. Momentami napotykałam się nawet na zabawne teksty między bohaterami. Sama się do książki podśmiewywałam. I uspokoję Was nieco, ponieważ nie ma tutaj dużo pikantnych scen miłosnych. Wszystkie opisywane są w znośny, nieprzesadzony sposób, tak, aby wzbudzić ciekawość czytelnika.
Polecam przeczytać, nie bez powodu Kasia określana jest mianem „Krolowej Dramatów”. Ciekawa jestem o czym będzie kolejna część serii „Niebezpieczni mężczyźni”. Z przyjemnością będę jej wyczekiwać.

Premiera książki Kasi Haner pt. „Złe miejsce” będzie miała miejsce już za 4 dni, a mianowicie 12 lutego 2020 roku.

Na koniec chciałabym podziękować za możliwość otrzymania i zrecenzowania przedpremierowego egzemplarza zarówno autorce, fantastycznej i szalonej Kasi Haner, a także wydawnictwu Editored.

wtorek, 4 lutego 2020

Pomysły na Prezent na Walentynki - mygiftdna.pl

Pomysły na Prezent na Walentynki - mygiftdna.pl

Niebawem Walentynki - Święto Zakochanych, czyli dzień, w którym bliskie sobie osoby obdarowują się różnymi prezentami. Mi tak właściwie w zupełności wystarczają kwiaty, ale gdybym otrzymała prezent ze sklepu mygiftdna.pl trudno byłoby mi nie okazać jeszcze większej radości.

Ostatnio miałam chwilę, więc postanowiłam przefiltrować propozycje na tą konkretną okazję.

Najpierw wyszukiwarkę ustawiłam sobie na Walentynki - mygiftdna.pl, aby sprawdzić, co by tu wybrać dla dwojga. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to wspólny wieczór i kolacja.

- PROPOZYCJE DLA DWOJGA -

Do tego idealny jest pewien zestaw, czyli grawerowana karafka wraz z dwoma kieliszkami do wina.


W tym przypadku tą "wisienką na torcie" jest możliwość umieszczenia personalizacji w postaci graweru: imiona i np. datę, dzięki czemu kosztując ulubione wino w tych kieliszkach odkrywamy nie tylko magię tysięcy smaków i aromatów, ale celebrujemy niezapomniane wydarzenia / rocznice, tudzież po prostu się relaksujemy. 

Zarówno karafka (pojemność 100 ml), jak i kieliszki (275 ml) wykonane są z wysokiej jakości estetycznego szkła o gładkiej powierzchni zachowując przy tym eleganckie wzornictwo. 

- PROPOZYCJE DLA NIEGO - 

W każdym domu musi być "złota rączka". My kobiety z pewnymi usterkami też potrafimy sobie poradzić, ale co by chłop się nie obraził, to od czasu do czasu niechże on będzie tym bohaterem. 

Najlepiej, aby pod ręką miał tzw. Multitool, czyli wielofunkcyjne narzędzie kształtem pełniące nie tylko funkcję młotka, bo ma swoje ukryte cechy, ale dzięki nim można wykonywać wiele innych czynności.


Oprócz funkcji młotka Multitool posiada również:
- nóż,
- śrubokręt krzyżowy i płaski,
- otwieracz do butelek,
- piłę,
- pilnik,
- przecinak do drutu,
- kombinerki. 


Oczywiście grawer obowiązkowo musi być co by każdy wokół wiedział, kto jest właścicielem tego cuda. Całość dodatkowo zapakowana jest w praktyczne etui, które można przypiąć do paska od spodni.

Moim zdaniem jest to produkt uniwersalny, solidny, praktyczny, a do tego świetnie się prezentujący. Zajmuje mało miejsca, a ze względu na swoje możliwości ułatwi nam wybrnąć z różnych sytuacji. Do tego na drewnie wypalany jest dowolnie przez Was wybrany grawer. Uważam, że jest to świetny pomysł na prezent nie tylko dla mężczyzn, ale i obrotnych kobiet, które na już potrzebują ogarnąć drobne usterki. Szczerze mówiąc ja byłabym z niego zadowolona.

Były propozycje dla dwojga, dla niego, a teraz czas na …

- PROPOZYCJE DLA NIEJ – 

Numer 1

Moim zdaniem najbezpieczniejszą opcją na prezent w przypadku kobiet jest biżuteria. Szczerze mówiąc nie widziałam jej wcześniej w sklepie.


Znalazłam jednak bardzo ładnie wyglądający skromny, ale modny naszyjnik kółko z inicjałami.

Zamówić możemy go w dwóch kolorach: srebrny pozłacany i srebrny rodowany (bardziej metaliczny, błyszczący, lustrzany). Jego długość jest regulowana (42-45 cm). Średnica przywieszki, czyli kółka wynosi 10 mm. I to właśnie na niej umieścić możemy sobie personalizację w postaci skromnych inicjałów, które może i dla nas nie mają znaczenia, ale dla właściciela takiego naszyjnika będą bezcenne. Aby całość prezentowała się na najwyższym poziomie wypełniamy jeszcze dodatkowe pola, aby w pudełku widniało imię osoby przyjmującej prezent oraz jego darczyńcę, a także możliwość uzupełnienia w dowolnie wybraną przez nas datę. Z takiego zestawu każda kobieta poczuje się wyjątkowa i doceniona.

Numer 2

Inną opcją są różnego rodzaju gadżety dekoracyjne.
Tak się składa, że znalazłam genialną poduszkę z dwustronnymi cekinami w kolorze złotym i białym/metalicznych.


Jedna strona ukazuje popularny przynajmniej u nas w domu nadruk pandy, który w banalny sposób można ukryć odwracając cekiny w przeciwnym kierunku.

Panda - Poduszka z cekinami 


 Druga strona poszewki pokryta została miękkim materiałem o fakturze cienkiego pluszu. Wszyty w całość błyskawiczny zamek jest ukryty i niewidoczny. Dzięki niemu wkładanie i wyciąganie wkładu nie stanowi żadnego problemu.


Zastanawiałam się w jaki sposób wykonany został nadruk, ponieważ ciężko jest wszyć cekiny - do tego dwustronne w taki sposób, aby się płynnie obracały i doskonale odzwierciedliły obraz, czy też tekst. Jednak sklep mygiftdna jest w stanie każdą przeszkodę pokonać, byleby stanąć na wysokości zadania i zadowolić swojego klienta. Otóż okazuje się, że wykonywany jest on trwałą metodą, podczas której pod wysoką temperaturą nakładany jest wydruk.

Jak zapewne wnioskujecie już po zdjęciach - również i w tym przypadku mamy możliwość personalizacji. Wszystko zależy od naszej wyobraźni…





Może i nie do końca jest wygodnie spać na takiej poduszce, ale z pewnością cieszy oko swoją niezwykłą oryginalnością. Dla mnie bomba! A zainteresowanych uprzedzam, że dostępne są też inne wzory, sprawdźcie sami klikając w link: poduszka z cekinami.


Numer 3

Dla tych z Was, lubiących spożywać ciepłe napoje dostępne są w sklepie ciekawe kubki termiczne z personalizacją.

Jako, że lubię buldogi francuskie ten – kubek termiczny BONJOUR od razu wpadł mi w oko.


Wewnątrz wykończony jest dwiema ściankami ze stali nierdzewnej oddzielonymi od siebie próżnią. Z zewnątrz natomiast jest metaliczny, w czarnym, błyszczącym kolorze z oczywiście złotym, spersonalizowanym grawerem.


Jego pojemność to 320 ml. Zawartość płynu wydobywa się poprzez odkręcaną, plastikową pokrywkę, która wyposażona jest w fukcje push open/close. Dzięki temu nie wymaga obsługi oburącz. Jest to dosyć istotne chociażby podczas jazdy rowerem. Jeden klik i uspakajamy swoje pragnienie.


Póki co sprawdza się świetnie. Nie tylko oryginalnie się prezentuje, ale co najważniejsze - nic nie przecieka. Będzie idealny na wiosnę, kiedy to znowu będzie możliwość spędzania wolnego czasu w terenie.

do samochodu idealnie mi pasuje w schowek.


Tak więc minusowe temperatury nie są mi groźne...


Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger