piątek, 28 września 2018

Słona odsłona od Beskidzkie :)

Słona odsłona od Beskidzkie :)

Przekąski - hmm, kto z Was je lubi? Łapka w górę, bo to o nich będzie dziś u mnie na blogu mowa.

Osobiście lubię sobie podjadać tu i ówdzie. Nic na to nie poradzę, że mam do tego słabość. 

Sięgnęłam oczywiście po Beskidzkie. Marka ta powstała w 1993 roku wypuszczając na rynek m.in. paluszki. I od dłuższego czasu chodziła mi po głowie. Ba, nawet jadąc samochodem pojawiała mi się przed oczami. 


Dlatego się skusiłam. Nasz dom opanował pyszny, beskidzki zestaw
Dzisiaj pokażę Wam to, co firma ta ma w ofercie w kwestii słonej. 

Skoro mowa o paluszkach, to może od nich zacznę, ponieważ jest ich w ofercie całkiem sporo. 


Tradycyjne, cieniutkie znajdziemy aż w 7 smakach: delikates, z solą, ser-cebulka, z makiem, z sezamem, bekonowe, a nawet ser-pomidor. Przyznam się bez bicia, że z tym ostatnim smakiem miałam pierwszy raz do czynienia i jest całkiem niezły. 


Zazwyczaj sięgam po te najpopularniejsze solone, bądź mix, który również znajdziemy w ofercie. 


Opakowanie jest bardzo wygodne i przede wszystkim moi chłopcy bardzo lubią taką formę. Dzieci lubią chrupać krakersy, więc dla nas taka opcja 2w1 jest najlepsza.


Ja zaś, odchodząc od stereotypów i przyzwyczajeń, sięgnęłam po nadziewane paluszki. I tutaj mamy dwie wersje: orzechowe i i wyjątkowo odbiegające od całości, czyli na słodko - karmelowe. I zarówno jedne, jak i drugie bardzo mi posmakowały. Towarzyszyły mi jako przegryzka miedzy śniadaniem, a obiadem. Aż miło było czytać książkę. Jeżeli chodzi o smak, to całą robotę robi nadzienie, które jest przepyszne.


Dla miłośników chrupania Beskidzkie oferuje także paluchy, które są nieco grubsze od tych tradycyjnych, ale równie smaczne. Mamy tutaj 7 różnych smaków (ja przedstawiam Wam 5, gdyż pozostałe dwa zapewne wylądowały znacznie szybciej w brzuszku, zanim zdążyłam sfotografować).


Najbardziej jednak ciekawiły mnie orzeszki, które znajdziemy w 6-ciu różnych odsłonach.


Te z solą morską zniknęły oczywiście najszybciej. Nic dziwnego, ponieważ zazwyczaj takie właśnie najczęściej kupujemy.


Duże opakowanie dosłownie wchłonięte zostało przez nas wszystkich w jeden wieczór.


Kosztować możemy łącznie aż w 8 wariantach: ser-cebula, papryka, z solą, bez soli, z solą morską, z karmelem, barbeque i wasabi.


Przyznam się szczerze, że każdy z domowników zainteresowany był smakiem wasabi, który, jak wiadomo, jest ostry.  Ale tutaj łzy nam nie lecą - i dobrze, ponieważ orzeszki w tej panierce od Beskidzkie są na szczęscie zjadliwe.

Kto, jak kto, ale ja mam słabość do takich przysmaków i lubię sobie przegryźć zwłaszcza wieczorkiem. Również do pracy jest to znakomita przekąska.

A Wam co najbardziej przypadło do gustu? Na co byście się skusili? 

BODY MIST BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy - perfumowana mgiełka Reverscosmetics

BODY MIST  BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy - perfumowana mgiełka  Reverscosmetics

Z kosmetykami firmy Reverscosmetics miałam już spotkanie, a treść do mojej recenzji możecie znaleźć tutaj. Wówczas zachwyciłam się silikonową bazą pod makijaż, która rewelacyjnie się u mnie spisała.

Kiedy marka ta wypuściła swoje nowości musiałam je koniecznie wypróbować. Nic na to nie poradzę, mam słabość do wielu rzeczy, w tym m.in. do kosmetyków. A jeżeli pachną, to jestem kupiona. 

Dziś chciałabym Wam przedstawić zapachowe mgiełki.

Do dyspozycji stoi nam właściwie 6 różnych zapachów. 

Ja trafiłam na BLUE LAGOON Freesia & Delicate Daisy.


Lato pozostało już tylko w naszych wspomnieniach. Ale z mgiełką Blue Lagoon masz szansę powrócić do powiewu cudownej, morskiej bryzy.

1. nuty głowy: cytrusy, zielone jabłko, kiwi,
2. nuty serca: fresia, nuty morskie, magnolia,
3. nuty bazy: brzoskwinia, drewno bursztynowe, białe piżmo.


Mgiełka jest orzeźwiająca, budzi wręcz do życia i aktywności. Na początku dość mocno wyczuwalne są cytusy, jednak jabłko, kiwi i magnolia "uspokajają" i w efekcie końcowym zapach jest już dużo delikatniejszy. Nuty morskie przyjemnie odświeżają. Trzymając latem w lodówce Blue Lagoon zaserwuje nam sporą dawkę ochłodzenia, które przecież jest dla nas wówczas niezbędne.


Mamy aż 210 ml zapachu, który nie rozpryskuje kroplami, co się czasem w przypadku mgiełek zdarza.


Wręcz idealnie rozpyla. Ciało (mam tu na myśli np. okolice szyi) sie nie klei, nie mam żadnych plam, nic mnie nie swędzi. Generalnie zapach dość długo się utrzymuję i tu brawo dla producenta. Nawet włosy pachną. Nie są to typowe perfumy, więc nie oczekujmy od niej "kokosów". Ma odświeżyć i tu spełnia swoją rolę w 100 %.

Także trwałość na ciele jak na perfumowaną mgiełkę przystało oceniam na mocne 9.

Na zużycie mamy 24 miesiące, co akurat mnie bardzo zadowoliło. Chociaż myślę, że znacznie szybciej ujrzę pustkę w buteleczce.


Tego typu mgiełki możemy też wykorzystać do odświeżenia pomieszczeń czy też pościeli.
Ja, jednym tylko naciśnięciem, rozpyliłam w samochodzie i od razu się lepiej poczułam.

wtorek, 25 września 2018

aloesowe nawilżenie od Eveline - maseczka błyskawicznie nawilżająca Facemed+

aloesowe nawilżenie od Eveline - maseczka błyskawicznie nawilżająca Facemed+

Jeżeli chodzi o maseczki do twarzy, to najczęściej sięgam po te jednorazowego użytku. Są nie tylko wygodne, ale jest ich na tyle dużo na półkach sklepowych, że chętniej próbuje różne ich rodzaje. 

Będąc w jednej z drogerii mój wzrok zatrzymał się na kosmetykach marki Eveline Cosmetics.


Moją uwagę przykuło rzucające się w oczy zielone opakowanie. Kiedy zobaczyłam, że jest to aloesowa maseczka błyskawicznie nawilżająca zmiękłam i oczywiście zakupiłam. Do kosmetyków z aloesem nie trzeba mnie jakoś specjalnie namawiać.


Przeznaczona jest do każdego typu cery, w tym również dla wrażliwców, do których po części i ja należę. Aloes i kolagen ekspresowo nawilża, zaś wysoka zawartość d-pantenolu, kwasu hialuronowego, witamin A, E łagodzi zaczerwienienia oraz opóźnia proces starzenia się skóry. Nie znajdziemy tutaj olejów mineralnych i alergenów.

POZOSTAŁE SKŁADNIKI:
Aqua (Water), Glycerin, Dimethicone, Dicaprylyl Carbonate, Propylene Glycol, Panthenol, Butyrospermum Parkii Butter, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Allantoin, Acacia Seyal Gum Extract, Sodium Polyacrylate, Sodium Hyaluronate, Tocopherol, Glycine Soja Oil, Retinyl Palmitate, Linoleic Acid, Dimethicone Crosspolymer, Caprylic/Capric Triglyceride, Chndrus Crispus Extract, Polysorbate 20, PEG-20 Glyceryl Laurate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Dietylhexyl Syringylidenemalonate, Glucose, Parfum (Fragrance), Phenoxyethanol, Menthyl Lactate, DMDM Hydantoin, PPG-26-Buteth-26, Methylparaben, Ethylparaben, Xanthan Gum, Caprylyl Glycol, Butylparaben, Potassium Sorbate, Ethylhexylglycerin, Propylparaben, Sodium Sulfate, CI 19140, CI 42090, CI 19140.


Nature Moisturizing Energy™ to rewolucyjna technologia, która łączy bogactwo składników aktywnych, zapewniając skórze aksamitną gładkość i nawilżenie.


Maseczka ma konsystencję przypominającą żel o lekko zielonym zabarwieniu.


 Nie jest gęsta, wręcz niezwykle lekka, skóra ją chętnie i dość szybko przyjmuje. Bardzo delikatnie i przyjemnie pachnie, typowo aloesowo, ale i orzeźwiająco. Dzięki efektowi chłodzenia koi skórę oraz zapewnia uczucie relaksu dla mocno napiętej cery. Dlatego super sprawdziła mi się zwłaszcza latem. Wówczas moja twarz prosiła wręcz o większą dawkę nawilżenia i cel ten doskonale osiągnęłam. Aplikowaną ilość sami sobie regulujemy, więc tak naprawdę to już od Was zależy, czy gruba czy też cieńsza warstwa maseczki jest dla Was w danej chwili potrzebna.

Producent poleca, aby maskę pozostawić do wchłonięcia, a po 10 minutach nadmiar zmyć lub usunąć wacikiem. Szczerze mówiąc ja bardzo często nakładałam sobie taką ilość, że nie musiałam usuwać nadmiaru. Wklepywałam i pozostawiałam do wchłonięcia. Dla mnie formuła jest bardzo zbliżona do lekkiego kremu nawilżającego, więc zdarzało mi się również, że nakładałam ją na noc nie zmywając jej. Robiłam to dopiero rano, usuwając ją żelem, bądź mleczkiem do demakijażu.

Jaki uzyskujemy efekt? Przede wszystkim mamy gładką, miękką i przyjemną w dotyku skórę. Nie bez powodu aloes nazywany jest "zielonym cudem". Jest on jednym z najczęściej stosowanych składników do pielęgnacji skóry zwłaszcza suchej. Działa przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie i wspomaga gojenie się ran, dlatego ze spokojem stosowałam maseczkę 2 x w tygodniu bez obaw, że nabawię się podrażnień, czy też niezbyt lubianych przeze mnie przebarwień.


Polecam jak najbardziej zwłaszcza na zbliżającą się jesień. Ja na jednym opakowaniu na pewno nie poprzestanę i dokupię sobie następne, ponieważ w okresie jesienno-zimowym moja twarz robi mi nieprzyjemne psikusy. 

sobota, 22 września 2018

demakijaż i odbudowa włosów z zestawem Biovax® Botanic

demakijaż i odbudowa włosów z zestawem Biovax® Botanic

Dziewczęta czas na pielęgnację włosów, czyli właściwie temat, który w tym roku wzięłam sobie bardzo do serca. Jeżeli jesteście zainteresowane, co w ostatnim czasie stosowałam to let's go - zapraszam do dzisiejszego wpisu.

A mowa będzie o L'Biotica, którą już raz Wam na blogu opisywałam, a treść dotyczyła przepięknie pachnącego zestawu, który znajdziecie tutaj.

Chcąc uzyskać piękną, naturalną opaleniznę sięgałam po różne kremy, tudzież olejki. Tłuste od nich dłonie często gęsto lądowały we włosach, tu popraw, tam przeczesz, tu zaszczesz, a to w końcowym efekcie dawało kiepski wygląd. Woda, wiatr, piasek, babki, grabki, wiaderka, bez końca zabawy, plus ponad 30 stopni w cieniu gwarantowało mi look nie z tej ziemi. Widok siebie później w domu w lustrze - bezcenny. Moje włosy wołały o pomoc. Całe szczęście, że w domu mam swojego asa, który przywrócił im odpowiedni wygląd...

Cechą charakterystyczną produktów tej firmy jest skład, czyli 0% SLS / SLES, 0% parabenów, 0% siliconów, 0% DYES (barwników). To dla mnie ważne, gdyż stosuję w tej chwili specjalną maść do włosów ułatwiającą mi m.in. ich rozczesywanie. Korzystając z niej nie mogę używać kosmetyków m.in. z SLS/SLES. Także na start już mi się taka opcja bardzo spodobała. 



BIOVAX BOTANIC - PEELING TRYCHOLOGICZNY DO SKÓRY GŁOWY - 125 ml



Z całego trio ochoczo sięgnęłam właśnie po peeling, zwłaszcza, że przeznaczony jest do włosów przetłuszczających się, czyli takich, jakie miałam podczas upałów i miewam do dzisiaj.

Zawiera składniki organiczne i certfikowane znakiem ECOCERT oraz COSMOS. Do tych najbardziej aktywnych należą: 
- organiczny ekstrakt z czystka, dzięki wysokiej zawartości polifenoli działa antyoksydacyjnie - regulując przetłuszczanie się skóry głowy, a także intensywnie oczyszcza,
- organiczny ekstrakt z nasion czarnuszki wzmacnia blask i witalność włosów,
- ekstrakt z mięty (z certyfikatem ECOCERT), wykazuje działanie przeciwutleniające, oczyszczające i łagodzące. Pobudza krążenie krwi oraz działa przeciwstarzeniowo. 

Tego typu peeling to nic innego, jak tzw. demakijaż skóry głowy i włosów. Jego zadaniem jest usunięcie nie tylko zanieczyszczeń, ale także martwego naskórka oraz pozostałości po kosmetykach do stylizacji, czyli chociażby lakier do włosów, żele, pianki.

Podczas aplikacji na skórę głowy drobinki zawarte w tym kosmetyku poprawiać mają mikrokrążenie skóry głowy, odblokowując ujścia mieszków włosowych.


Opuszkami palców powinniśmy wykonywać około 2-minutowy masaż skóry. Ja musiałam na ten zabieg poświęcić nieco więcej czasu. Żeby dostać się do skalpu i dobrze oczyścić skórę muszę się trochę "nagimnastykować". Dość dużo peelingu potrzebowałam, aby uzyskać odpowiedni efekt. Mogłoby być tych drobinek nieco więcej, wtedy byłoby je naprawdę czuć pod palcami, aczkolwiek mi taka formuła też odpowiada. Konsystencja jest żelowata, zapach ziołowy. Czuć również miętę, która działa odświeżająco i lekko chłodzi. Ze spłukiwaniem nie miałam absolutnie żadnego problemu.

I faktycznie oczyszcza. Ale nie zauważyłam, żeby moje włosy były uniesione i zwiększyła się ich objętość, o czym  mówi nam producent. Mimo wszystko uważam, że warto sobie zafundować taki masaż raz w tygodniu.


BIOVAX BOTANIC - OCZYSZCZAJĄCY SZAMPON MICELARNY - 200 ml



Micelarny szampon Biovax® Botanic oczyszcza nasze włosy i skórę głowy z sebum oraz pozostałości kosmetyków do stylizacji. Ponadto usuwa wszelkie zanieczyszczenia, odkładające się na ich powierzchni każdego dnia.


Składniki aktywne, z organicznych upraw, gwarantują skuteczne i bezpieczne działanie oraz najwyższą jakość. Włosy po umyciu na długo odzyskują świeżość, lekkość i naturalny blask. 

Jego główne składniki są takie same, jak w przypadku peelingu, tylko tutaj mamy jeszcze ekstrakt z amarantusa. Jest to połączenie kwasów nienasyconych, przeciwutleniaczy i witamin A, B i E. Wykazuje działanie odmładzające i ochronne, antyoksydacyjne, nawilżające i odżywcze. 

Szampon bardzo ładnie pachnie. Jego nietypowa formuła, przypominająca również żelowatą konsystencję, bezproblemowo się pieni, co mnie osobiście zaskoczyło. Generalnie jak dla mnie produkt ten jest wydajny. Włosy faktycznie mniej się przetłuszczają, nie są obciążone, a wręcz mają przyjemny dla oka blask. Najważniejszym jednak faktem jest to, że po wysuszeniu mi się nie plączą, nie są sianowate i wysuszone.


BIOVAX BOTANIC - INTENSYWNIE REGENERUJĄCA MASKA DO WŁOSÓW - 250 ml



Maska Biovax Botanic to intensywnie regenerująca kuracja do włosów osłabionych, nadmiernie wypadających, potrzebujących pobudzenia fazy wzrostu. Opracowana została w nowoczesnym laboratorium L’biotica w oparciu o wyselekcjonowane, naturalne i bezpieczne składniki. Skład w 98 % jest pochodzenia naturalnego. 

Baicapil TM zgodny ze standardami certyfikacji COSMOS to naturalny składnik, będący połączeniem trzech roślin: tarczycy bajkalskiej, kiełków soi i pszenicy, które redukują utratę włosów, stymulują wzrost i zwiększają ich gęstość. Baicapil TM poprawia kondycję komórek mieszków włosowych, a składniki odżywcze w nim zawarte powodują, że mieszki włosów są bardziej aktywne.

Ponadto zawiera:
- kompleks oleju i ekstraktu z róży z certyfikatem ECOCERT poprawia krążenie krwi w skórze głowy, łagodzi podrażnienia, wzmacnia cebulki i przyspiesza wzrost włosów,
- ekstrakt z maliny moroszki z certyfikatem COSMOS intensywnie nawilża włosy suche, zniszczone, wymagające regeneracji,
- sok arktycznej maliny moroszki wnika głęboko w strukturę włosów, odżywiając je na całej długości. 


Konsystencja jest kremowa, co ułatwia rozprowadzanie kosmetyku na włosach. Zapach - sztos. Powalił mnie dosłownie na kolana. Mogłabym całymi dniami się nim rozkoszować. Jak na maskę do włosów przystało, odpowiednią jej ilość rozprowadzamy na umyte i osuszone tylko ręcznikiem włosy i tak pozostawiamy sobie na 15 minut. Aby uzyskać lepszy efekt zaleca się owinięcie włosów ręcznikiem. Dzięki temu utrzymujemy odpowiednią temperaturę podczas zabiegu. Spłukujemy chłodną wodą i już na starcie cieszymy się bezproblemowym rozczesywaniem włosów. Dzięki temu też mniej ich wypada, także tutaj producent spełnił swoje obietnice. W efekcie otrzymujemy nie tylko wspaniałe wygładzenie oraz odpowiednie nawilżenie, ale mam wrażenie, że moja czupryna wręcz dużo łatwiej się układa, nie odstają / nie wypadają mi pojedyncze włoski, a po wysuszeniu całość bardzo ładnie się prezentuje i jest ten blask. Jedyne, czego nie mogę Wam potwierdzić to wzrost włosów. Nie wiem, na ile mi rosną w ciągu miesiąca i na ile ewentualnie wyrosły.

Kurację stosuję raz w tygodniu (producent zaleca co 3-5 dni), dlatego śmiało mogę potwierdzić, że maska ta jest bardzo ekonomiczna i pozostanie z nami na bardzo długo.


Z całego trio polecam generalnie wszystkie trzy produkty, jednak w moich oczach najlepsza jest maska.


Różnorodność z rosegal.com (Kemei KM 1025)

Różnorodność z rosegal.com (Kemei KM 1025)

Odkąd zaczęłam zamawiać ze sklepu rosegal.com w życiu nie miałam tak dużego problemu, jak w ostatnim czasie. Rzeczy, na które się zdecydowałam, przez dłuższy czas nie były wysyłane, a ja nie otrzymywałam na ten temat żadnej informacji. Też tak macie? Uważam, że ktoś powinień powiadomić zwłaszcza, że na dostawę trzeba trochę poczekać i suma sumarum wszystko wydłuża się w czasie. 

I tak prawdę mówiąc nie jestem do końca też pewna, czy te pozycje faktycznie są "sold out", skoro w dalszym ciągu widzę je w sklepie. 

Co by nie było, nie mam koronkowej sukienki, stroju kąpielowego, poszewek na poduszki itd. - mogłabym tak wymieniać bez końca. 

Ostatecznie, z braku laku, wybrałam jakieś pierdoły i wrzuciłam je do jednego worka. A są to: 

- dwie pary okularów przeciwsłonecznych -
Tym razem wybór padł na niebieskie i różowe. I są całkiem spoko, chociaż bardzo delikatne. Myjąc bym je ułamała...


- banalna, niezbędna przejściówka -
Wszystkie, jakie były u nas w garażu gdzieś poginęły. Skoro były tu pod ręką, to po co jeździć i szukać stacjonarnie...


- do kuchni - 
Łyżeczka do lodów ze stali nierdzewnej.


Hmm z tą stalą to się okaże. Tą, którą kupiłam w kwietniu stacjonarnie w jednym z supermarketów za 18 zł (!), poszła do śmieci, ponieważ zardzewiała. Zobaczymy, jak ta się spisze.


Siatka / osłonka / moskitiera na żywność -przydatna rzecz zwłaszcza latem.


Tego mi brakowało w ogrodzie, czy też nad jeziorem, kiedy to nad moim kubkiem kawy szybowały w kółko osy. Świetny, praktyczny gadżet, aczkolwiek myślałam, że jest ciut mniejsza. Fajnie się składa, zajmuje mało miejsca, także schowałam na następny sezon.


- lampki LED - 
Mamy wrzesień, a Ewusia lampki świąteczne zamawia. No gorzej już być nie mogło... 😂 rok w rok ozdabiamy ogród w grudniu. Chociaż lampek mamy od groma, to i te wzięłam, ponieważ ceny są jeszcze mocno zaniżone. Chyba ozdobię sobie w tym roku jeszcze samochód, a jadąc do pracy będę śpiewać Merry Christmas... 
Aleeee... jakby nie patrzeć są całkiem spoko. Wyglądają jak siatka, więc na okno byłyby perfekcyjne. Jednak rozplątywanie ich to nie lada wyczyn...


Hitem sierpnia na urodziny syna okazały się balony. Dlaczego? Ponieważ świeciły. A to wszystko dzięki mini kuleczkom LED, które wkładamy do środka przed jego napompowaniem.


Ja akurat kupiłam gotowy zestaw (lampki były już w balonach) u nas w supermarkecie, ale skoro są u Chińczyków to sobie domówiłam. 10 kuleczek, które migają w różnych kolorach. Oczywiście możemy je włączyć i wyłączyć kiedy tylko chcemy (lepiej nie wyrzucać tego białego paseczka, który separuje od siebie dwie znajdujące się w środku bateryjki). Niby banał, ale podczas zabawy był strzałem w 10-tkę. Mali goście pozabierali ze sobą do domu balonki, więc muszę takie kulki sobie jeszcze dokupić.

- Kemei KM - 1025 - 



Z tej firmy mam już elektryczną maszynkę do golenia, która póki co jeszcze z nami współpracuje. Zdecydowałam się na tą prostownicę do włosów tylko i wyłącznie dlatego, że jest mała.


Całych włosów nie mam potrzeby prostować, tylko końcówki, więc mi ona w zupełności wystarcza. Fajnie działa, wszystko sprawne, szybciej się nagrzewa niż moja obecna, 8-letnia już prostownica.


Ze względu na swoje mini gabaryty świetnie sprawdzi się jadąc gdzieś w podróż, ponieważ zajmuje bardzo mało miejsca.

Jeżeli chcecie zaoszczędzić to przy składaniu zamówienia wpiszcie RGTina, a otrzymacie bardzo fajny rabacik.

środa, 12 września 2018

"Zdalnie znaczy fajnie" - podnieś swoje kwalifikacje online dzięki Centrum Rozwoju Personalnego

"Zdalnie znaczy fajnie" - podnieś swoje kwalifikacje online dzięki Centrum Rozwoju Personalnego

Moi Kochani, piękne lato już za nami... Czas wziąć się za siebie i nieco podnieść sobie kwalifikacje, dzięki czemu być może będę mogła znaleźć taką pracę, w której będę się czuła jak przysłowiowa "ryba w wodzie".
W tym roku w moim życiu wciąż następują pewne zmiany, dlatego też postanowiłam się dokształcić w nieco innym kierunku, który w połączeniu z moim wykształceniem i dotychczasowym doświadczeniem zawodowym będzie świetnie współgrać.  


Centrum Rozwoju Personalnego z siedzibą we Wrocławiu to placówka, która daje nam możliwość zdobycia nowych umiejętności w bardzo prosty i przyjemny sposób. 
Do dyspozycji stoi nam bogata oferta najpopularniejszych kursów e-learningowych. Podzielone są one według kategorii tematycznej, dzięki czemu błyskawicznie odszukamy interesującą nas tematykę.


Co zyskujemy? 

Przede wszystkim bezstresowe nabycie profesjonalnej wiedzy w wybranym przez nas kierunku. Ponadto oszczędzamy czas, ponieważ nie trzeba nigdzie dojeżdżać. Kursy odbywają się online w dowolnych dniach, o dowolnej porze i w korzystnych cenach. 

A na koniec najważniejsze - zdobyta przez nas wiedza potwierdzona zostanie oczywiście zaświadczeniem wydanym na podstawie rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej oraz dyplomem ukończenia szkolenia. 

Ja, chcąc poszerzyć moją wiedzę, poszłam w kategorię kursów stanowiskowych.

Przykładowo znajdziemy tutaj takie szkolenia, jak np.:
- dermokonsultantka, 
- beauty coach, 
- Visual Merchandising - kreator przestrzeni handlowej, 
- kurs profesjonalnej asystentki-sekretarki (w bardzo korzystnej w tej chwili cenie).

  Mnie najbardziej zainteresował specjalista do spraw rekrutacji i selekcji personelu.


W mojej miejscowości (Dolny Śląsk) znalazłam sporo ofert od pracodawców, poszukujących tego typu osób, dlatego też chciałabym nabyć wiedzy w tym zakresie. 

Wielu osobom zawód ten kojarzy się głównie z przeprowadzaniem rekrutacji. I tak jest, jednak wachlarz zadań jest dużo większy w zależności od zapotrzebowania danej firmy. Zarządzanie zasobami ludzkimi to dość szeroki termin. Osoba na tego typu stanowisku zajmuje się również chociażby sprawami kadrowymi. Jej zadaniem jest też motywowanie pracowników. 

Nie mogę się doczekać, kiedy podejmę się tego szkolenia, ponieważ bardzo jestem ciekawa, jakie będę miała materiały do dyspozycji. Podstawy, jakie otrzymam to oczywiście opis zawodu, analiza potrzeb klienta, jak wygląda proces rekrutacji, jak przeprowadzać wywiad z daną osobą, a także samo zatrudnienie pracownika. 

Podoba mi się również to, że placówka ta umożliwia również kursy online dla firm. Dostępne na stronie rogramy mogą być modyfikowane. Ponadto przedsiębiorcy mogą zamówić sobie kurs dopasowany do indywidualnych potrzeb.

Jak to Carl Dweck powiada:
"SUKCESY ODNOSZĄ LUDZIE PRZEKONANI O TYM, ŻE WCIĄŻ MOGĄ SIĘ WIELE NAUCZYĆ". 

Jak myślicie, warto inwestować w siebie i poszerzać swoją wiedzę? A co sądzicie o takich kursach online?

sobota, 1 września 2018

Wspomnienie lata z lemonexplore.pl

Wspomnienie lata z lemonexplore.pl

Tegoroczne wakacje spędziliśmy bardzo aktywnie. Większość czasu byliśmy poza domem, razem ❤, w towarzystwie wody, lemoniady, lodów i radości. Była to najlepsza opcja na odrobinę ochłody. 

W tej chwili niestety lato pozostaje nam już tylko w pamięci. Starszy syn powraca do szkoły i rozpoczyna naukę w 4 klasie, zaś młodszy wkracza w pełen przygód przedszkolny świat. Podczas, gdy jedni rodzice planują kupno wyprawki w tej chwili, ja myślę o tym już w lipcu. Nie lubię stać w kolejkach w towarzystwie biegających z listą rodziców. 

Zeszyty, okładki, kredki, farbki już mamy. Ale zdaję sobie również z tego sprawę, że trzeba też wymienić garderobę. I tu z pomocą przyszedł mi sklep lemonexplore.pl. Skusiły mnie oczywiście nie tylko świetnie prezentujące się ubranka, ale również ich jakość oraz korzystne ceny.


Wobec tego na co się zdecydowałam? 

Jako, że lato się wtedy właściwie zaczynało, postanowiłam wymienić chłopakom kąpielówki. 

Oluś wybrał sobie spodenki kąpielowe w łódki.


Bez dwóch zdań, bez zastanawiania się, konkretnie i na temat. Raz spojrzał i innych już nie chciał. Takie decyzje to ja rozumiem.
 Z rozmiarem trafiliśmy perfekcyjnie.


Nosi 116, a nawet, jeśli okazałyby się ciut szersze, to mają w pasie wciągnięte sznureczki.


Starszy syn ma już wyrobione swoje gusta i "stylówę". Chciał szorty kąpielowe.


Print jest typowy dla 10-latka. Oczywiście są również kieszonki, zaś wewnątrz doszyta jest siateczka. Niestety z rozmiarem wtopiłam. On generalnie nosi rozmiar 146. I taki też zamówiłam. Ale są dużo za dużo szerokie. Stąd też nie zrobiłam Wam zdjęć bezpośrednio na dziecku. Nic straconego, ponieważ będą na następny rok. 

Na chłodniejsze zaś dni zaopatrzyliśmy się w ciepłe, 3-częściowe zestawy. 

ZESTAW DLA 4-LATKA

Dla Olusia póki co mogę wybierać takie ciuchy, które mają jeszcze typowo dziecinne motywy. Jest mały, ma dopiero 4 latka. Pasuje mu generalnie wszystko, a zwłaszcza kolor niebieski. Jak wkroczy w ten starszy, bardziej wybredny wiek, to wtedy będę próbowała negocjować.

Komplet z "potworkiem" bardzo przypadł mu do gustu, a najbardziej bluzeczka z krótkim rękawkiem.


Co kryje w sobie bluzeczka? Nie tylko print z diabełkiem-piratem, który bardzo fajnie się prezentuje. Ale jest coś jeszcze... Zameczek, na który w ogóle nie zwrociliśmy uwagi.


I w tej kieszonce chowa sobie zawsze miętowe tic-taci.


Calość to oczywiście 100% bawełny. Innej jakości sobie po prostu nie wyobrażam, ponieważ skóra musi oddychać. A przecież dzieci są w ciągłym ruchu. Kolory perfekcyjnie pasują, przyciągają wzrok, ponieważ są żywe.
Bluza jest ciut za duża. Jednak rozmiar rozmiarowi nie jest równy. Zaś spodnie dresowe są mega długie na niego. Szkoda. Myślę, że za około 2-3 miesiące może będzie mógł założyć sobie do przedszkola.
Wszystko znajdziecie tutaj w sklepie: 
1. Pomarańczowy t-shirt: klik
2. Bluza dresowa: klik
3. Spodnie dresowe: klik

A teraz coś dla tych starszych pociech...

ZESTAW DLA 10-LATKA

No i tu już podczas przeglądania ofert w wieku mego Macieja zaczęły się schody... Jest bardziej wymagający niż my, kobiety, chociaż ja do tej grupy nie należę. Jak coś mi się podoba to biorę i nie myślę 10 razy.

Po dłuższych debatach doszliśmy do kompromisu i mamy zestaw, składający się z bluzy, t-shirt'a i spodenek. W rozmiarze 146.
Myślę, że całość pasuje do jego wieku. Szarość, szarością, ale niebieskie dodatki i sznureczki w bluzie i w spodenkach fajnie do siebie pasują. Jest to polączenie 80% bawełny i 20 % poliestru. Ale ten ostatni jest kompletnie niewyczuwalny. Spodenki dresowe mają zapinane kieszenie, co by mój syn mógł schować "drobne" na lody.


Do tego dobraliśmy też odpowiedni, typowo wakacyjny, z palemkami t-shirt.


Wiem, wiem - białeee + dzieci = masakra. Ale nic nie poradzę, że lubie biel. Na szczęście nie jest tak źle. A jakby co pralka jest. Nie żałuję decyzji. Bluzka jest leciutka, zwiewna, oddychająca, 100% bawełny. Przód jest nieco krótszy od tyłu, ale na dziecku tego w ogóle nie widać.


Całość znajdziecie bezpośrednio tutaj: 
1. Bluza dresowa: klik
2. Spodenki: klik
3. T-shirt: klik


Przedstawiam Wam też krótką relację z naszych wakacyjnych wypadów. Ja, mama, zadbałam o transport, litry picia, przekąski, kanapki, lody itd., zaś dzieci zabrały ze sobą ogromną dawkę radości, pozytywnej energii oraz bezcennych, wspólnie spędzonych chwil. 


Z lemonexplore.pl pozostaniemy na bardzo długo jeszcze. Myślę, że powrócę do tej strony przy okazji poszukiwań garderoby na zimę.

Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger