poniedziałek, 30 grudnia 2019

Czasami lepiej trzymać się kłamstw. Prawda mogłaby Cię zabić... - "Nie szukaj mnie" - Clare Mackintosh (wydawnistwo Prószyński i S-ka)

Czasami lepiej trzymać się kłamstw. Prawda mogłaby Cię zabić... - "Nie szukaj mnie" - Clare Mackintosh (wydawnistwo Prószyński i S-ka)



Wydawnictwo Prószyński i S-ka jest mi od lat doskonale znane, ale z twórczością Clare Mackintosh mam pierwszy do czynienia. Przez dwanaście lat pracowała w policji, dokładnie w wydziale dochodzeniowym, dlatego też swoją wiedzę i doświadczenia, które właśnie tam zdobyła, wykorzystuje w pracy nad swoimi powieściami.


Wydała już dwie książki: pierwszą jest „Pozwolę ci odejść” – międzynarodowy bestseller wydany w 2015 roku, zaś druga to „Widzę cię”. Trzecia, o której będzie moja dzisiejsza recenzja to „Nie szukaj mnie”.  


Już na samym początku poznajemy Annę, żonę Marka oraz świeżo upieczoną mamę 8-miesięcznej córeczki Elli, która jest jej oczkiem w głowie. Jak każda kobieta w jej sytuacji, próbuje poukładać sobie codzienne życie, gdyby nie pewna rodzinna tragedia 18 miesięcy temu jej ojciec popełnij samobójstwo rzucając się ze skały. Zostawił tylko krótkiego smsa: „Już dłużej nie mogę. Beze mnie świat będzie lepszy”. Tego akurat dnia pokłócił się z żoną, trzasnął drzwiami wyszedł z domu. Później, już po fakcie, o całej sytuacji powiadomiła pewna kobieta, która widziała, jak mężczyzna wypełnia plecak kamieniami, zostawia na ziemi portfel i telefon, a następnie skacze z urwiska. 26 lat wspólnie z żoną kroczyli przez życie i mimo wzlotów, czy upadków, które w każdym związku się zdarzają, nie przestawali się kochać. Zawsze wracał, ale tym razem stało się inaczej… Policjanci stwierdzili, że to samobójstwo. Jednak człowiek ten raczej nie byłby skłonny targnąć się na własne życie, nie popadał w depresję, ani też stany lękowe. Dlatego też obie kobiety wciąż zadawały sobie to samo pytanie: dlaczego?

7 miesięcy po tym wydarzeniu przepojona bólem Caroline, matka Anny, idzie w ślady męża i popełniła ten sam czyn, do tego z tak druzgocącą dokładnością, że nazwano to „naśladownictwem”.

Dla Anny był to ogromny ból. Stracić obojga rodziców w tak krótkim czasie był nie do zrozumienia. Nie potrafiła pogodzić się z tą sytuacją: „Wiedziałaś, jak bardzo bili, a i tak to zrobiłaś”.

 W rocznicę samobójstwa taty nadchodziło mnóstwo kartek kondolencyjnych. Ktoś w progu zostawił nawet zapiekankę z krótką informacją: „Zamrozić albo odgrzać. Myślami jestem z tobą”. Tym razem, w dniu przypadającym na rocznice śmierci Caroline, Anna otrzymuje pewną kartkę, która, jak się później okazuje, ma ogromny wpływ na dalszą akcję w książce.

Krzykliwe barwy, kompletnie nieadekwatne do sytuacji, jaskrawe róże, a na środku zderzające się dwie lampki i treść „Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!”– to nie jest normalne, aby ktoś w rocznicę śmierci wysyłał akurat taką kartkę. Dodatkowo zawarta została dodatkowa wiadomość, drukowana, wycięta z taniego papieru i najzwyczajniej naklejona: „Samobójstwo? Zastanów się”.

Anna była przerażona, cała się trzęsła i nie mogła uwierzyć w to, co czyta… Zaczęła wątpić, czy aby na pewno rodzice popełnili samobójstwo, czy może było to morderstwo? Idąc głosem rozumu całą sprawę zgłasza oczywiście na policję. Czy uda jej się rozwikłać zagadkę? Czy przyczyną śmierci rodziców jest ktoś trzeci?


Książka wciągnęła mnie od pierwszych już stron. Jestem mamą dwójki chłopców. Moi rodzice i teście odgrywają dużą rolę w naszym życiu, a jako dziadkowie spełniają się w stu procentach. Dlatego też ciężko było mi się pogodzić z sytuacją, w jakiej znalazła się nasza główna bohaterka. Stracić rodziców w taki sposób byłoby chyba dla każdego z nas nie do dźwignięcia. Kiedy próbowałam skupić się na jednym aspekcie, nagle pojawiało się mnóstwo innych. I kiedy wydawało mi się, że wszystko układa się w jedną całość, to okazało się, że nie jest to koniec. Prawda okazuje się zupełnie inna, niż mi się podczas czytania wydawało. W życiu bywają różne rodzinne sekrety. Ale nie jestem pewna, czy byłaby w stanie przyjąć takie sprawy do wiadomości. Akcja test – to dobry thriller. Jednak doświadczenie autorki zostało w jakiś sposób w tej lekturze wykorzystane. Początkowo całość wydawała mi się oczywista, jednak opisywane wydarzenia zaczęły mnie w końcu zaskakiwać.


Jeżeli lubicie tego typu książki, trzymające w napięciu, to akurat tą Wam polecam. 552 strony jesteście w stanie naprawdę szybko wchłonąć.


niedziela, 29 grudnia 2019

Kiedy chwilowo nie ma mamy - "Artek i bardzo długi tydzień" Magdalena Zarębska (wydawnictwo Skrzat)

Kiedy chwilowo nie ma mamy - "Artek i bardzo długi tydzień" Magdalena Zarębska (wydawnictwo Skrzat)

Wydawnictwo Skrzat już na stałe zagościło u nas w domu. Nie dziwię się, ponieważ propozycje książkowe nawet i mnie wciągają. 

Nie tylko są przepięknie ilustrowane, ale przede wszystkim na podstawie prostych sytuacji / opowieści przedstawiają różnego rodzaju problemy, czy też sytuacje, z którymi na co dzień borykają się dzieci. A których nie do końca są w stanie zrozumieć. 

Dzisiejszą moją propozycją jest książeczka pt. "Artek i bardzo długi tydzień". Całość wyszła spod pióra Pani Magdaleny Zarębskiej, zaś za ilustracje odpowiedzialna jest Pani Kasia Nowowiejska


Współpraca obu Pań dosłownie kupiła naszego Olusia. Kiedy zobaczył okładkę powiedział: "mama musimy przeczytać"


I tu bez dwóch zdań zaprzeczyć nie mogłam: widok chłopczyka noszącego duże okulary od razu i moją uwagę zwróciła.

Bardziej jednak interesowała mnie przedstawiana historia, która akurat u nas idealnie odzwierciedlała treść książki.

U nas w domu zdarzyło się już kilka sytuacji, kiedy to dzieci musiały nagle zostać bez mamy... Przykładem był chociażby mój problem z kręgosłupem. Borykałam się miesiąc uzależniona nie tylko do leków i zastrzyków, ale i od najbliższych. Ból dopadł, straciłam czucie w nodze, co skończyło się jazdą karetką do szpitala... Stanęłam przed decyzją bez wyjścia: jak Pani nie podda się operacji, może Pani stracić całkowite czucie w nodze... Nie było wyjścia.


Podobnie było w przypadku Artka, który pewnego dnia dowiaduje się, że musi zostać sam z młodszym bratem i tatem, ponieważ mama musi iść do szpitala ze względu na kłopoty ze zdrowiem. Konieczne są badania, które, jak wiadomo, nie da rady zrobić w jeden dzień.

Wprawdzie była też opiekunka, Pani Halinka, która na co dzień zajmowała się Sebkiem, ale dla tytułowego, młodego bohatera to nie było już to samo, bo przecież wiadomo: mama to mama i nikt inny nie jest jej w stanie zastąpić.

"A kto mnie przytuli przed snem? - nagle zrozumiałem, że mamy nie będzie też w nocy, i zrobiło mi się naprawdę smutno".

Wszystkie obowiązki spadły na barki taty, który mimo, że zdawał sobie sprawę z całej sytuacji, to jednak wierzył, że przez tydzień nieobecności mamy dadzą sobie oczywiście radę. Przecież to proste... Następnego jednak dnia zaczął się w domu młyn już od z samego rana.. Podczas, gdy tata musiał zawieźć mamę do szpitala, obowiązkiem Pani Halinki było odprowadzić Artka do przedszkola. Sebek na szczęście był malutki, aby zrozumieć, że mama ani dzisiaj, ani przez następne dni nie wróci do domu.


I tak każdy dzień, niby normalny, stawał się coraz to bardziej skomplikowany... Tata wracał z pracy, zajmował się młodszym bratem, a to pieluchę trzeba było mu przewinąć, a to uspokoić... A Artek? Próbował radzić sobie sam... Na kolację, zamiast obiecanej przez tatę jajecznicy, musiał wziąć suchą kromkę z kiełbasą... I jeść w samotności.  Trzeba było wszystko robić samemu... Nalać sobie wody, aby się wykąpać. Przedtem nie wzięło się piżamy, bo do tej pory mama przecież wszystko szykowała, więc biegało się po mieszkaniu, trzęsąc się z zimna, aż w końcu przez mokre ślady się potknął i upadł na pupę. Podczas zabaw na placu zabaw tata zapomniał o starszym synku. Ale za to pierwszy raz Artur zjadł hot-doga. Tata starał się, jak tylko mógł. Nawet zabrał dzieci do mamy do szpitala... Gorzej, jak trzeba było nastawić pranie. Tata nie dość, że nie wiedział, jak rozdzielić pranie na te białe, carne i kolorowe, to w ogóle jak miał nastawić pralkę? Kiedy z pomocą mamy, powiedzmy, że doszli już do ładu i składu zrobiło się coraz gorzej: Seba zaczął płakać, pranie wisiało wszędzie: na suszarce, na balkonie, na krzesłach i kaloryferach... A następnego dnia zaczął padać też, więc wszystko na balkonie ponownie zrobiło się mokre...

Podobnych sytuacji jest mnóstwo...

Książczka jest świetna. Mimo, że przedstawia ona trudną sytuację w domu każdych rodziców, kiedy to żona i mama znika z poważnych przyczyn na kilka dni, to jednak autorka w dość humorystyczny sposób opisuje problemy, czyhające na resztę biednych, pozostających w samotności domowników. Dla taty, tego kozaka dającego sobie zawsze i wszędzie radę okazuję się, że to armageddon. Nie jest łatwą sprawą pozostawić mu na głowie cały dom z dwójką dzieci, którymi musi zająć po pracy. Mimo, że jest zapewne zmęczony, to jednak próbuje się starać. A to duży plus. Chociaż mama wszystko robi inaczej i potrafi się na tyle zorganizować, że wszystkiemu podoła. Może i zabrzmi to jak rutyna, w którą każda kobieta wchodzi zakładając rodzinę, ale z doświadczenia na tyle dobrze się organizuje, że jest w stanie wszystko w taki sposób zorganizować, aby każdy był zadowolony. Dopiero w takich momentach tata zdaje sobie dopiero sprawę, ile obowiązków ma mama w domu. Bo często słyszę opinię, że my leżymy i pachniemy. Dlatego też jest to genialny przykład dla każdego mężczyzny, który zastanawia się, co robią w domu kobiety wychowujące dzieci.

Dobre relacje między sobą potrafią zdziałać cuda i choć mogą być odmienne, to są równie cenne. Każdego dnia dzieci uczą się czegoś innego. A przykładem powinniśmy być my - mama i tata. Dlatego jest to pozycja nie tylko dla dzieci, ale i dla rodziców, którzy po jej przeczytaniu też mogą wyciągnąć pewne wnioski. Czasem warto się dwa razy zastanowić, nim coś się powie, czy też zrobi.


Warto poznać serię "Mój mały świat". Jak widać wnosi wiele więcej, aniżeli byśmy się spodziewali - nie tylko w życie dzieci, ale również i nasze - rodziców.


sobota, 28 grudnia 2019

Kiedy los bywa przewrotny - " Rabih znaczy wiosna" - Weronika Tomala (wydawnictwo dlaczemu)

Kiedy los bywa przewrotny - " Rabih znaczy wiosna" - Weronika Tomala (wydawnictwo dlaczemu)

Mimo, że grudzień był dla mnie pod względem wszelkich obowiązków niezwykle ciężki, to jednak zdarzały się wolne chwile. Wówczas sięgałam, rzecz jasna, po książki. 


W ten oto sposób poznałam powieść Weroniki Tomala pt. „Rabih, znaczy wiosna”. Chociaż na co dzień jest ona żoną i mamą, to jednak znalazła czas, aby napisać i wydać drugą już w swoim dorobku książkę.


Mnie zaciekawił przede wszystkim tytuł. Skojarzył mi się z kulturą arabską. Wiele pozycji już w tego typu tematyce przeczytałam, zazwyczaj pokazywały życie kobiet w Arabii Saudyjskiej, które niekoniecznie opisywane było w superlatywach. Kraj ten rządzi się swoimi prawa­mi i żyje na własnych zasadach bez względu na to, czy są one zgodne z tym, co byśmy chcieli.


W książce Weroniki Tomala historia toczy się głównie wokół dwóch postaci: Marty oraz tytułowego bohatera, Rabiha, których od dzieciństwa łączyła głęboka przyjaźń. 


Oboje wychowywali się na wsi oraz uczęszczali do tej samej szkoły. Byli nierozłączni - razem się uczyli, bawili, lubili spędzać ze sobą czas. Różniło ich jedynie pochodzenie, ponieważ chłopak odziedziczył swój wygląd po ojcu, który pochodził właśnie z Arabii Saudyjskiej. Przez swoją powiedzmy „odmienność” wyróżniającą się na tle innych rówieśników zewnętrznie - kolor skóry, często w szkole był przez innych rówieśników szykanowany. Przyjmował obelgi, jak np. „brudas”. Nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, dlaczego jest akurat takim mianem określany.  W dalszym ciągu uważał się za taką samą osobę jak cała reszta. W końcu mieszkał w Polsce, więc tym samym czuł się Polakiem. Poza tym niekoniecznie go to jakoś interesowało, dlaczego to wszystko tak się dzieje. Grunt, że miał obok siebie zaufaną osobę, jaką była właśnie Marta, która wspierała go również w tych trudnych sytuacjach.

Zwrot akcji w książce następuję wtedy, kiedy to dochodzi do zamachu na World Trade Center. Wówczas przyjaźń nastolatków zostaje postawiona pod znakiem zapytania, ponieważ Rabih wraz ze swoją matką opuszcza wioskę. Dla obydwu stron to ogromny, bolesny cios od życia. Ale życie toczy się dalej, tak więc mimo przeciwności losu Marta stara się swoje życie poukładać na nowo, już bez bliskiego jej sercu przyjaciela.

Po kilku latach staje na nogi i wraz z przyjaciółką Michasią udaje jej się otworzyć własną firmę w dziedzinie animatora. Tak więc przebiera się za różne pluszowe postacie i podczas różnych uroczystości zabawia małe dzieci, organizując im w ten sposób fantastycznie czas. Tak się składa, że podczas jednej z tego typu imprez spotyka na swojej drodze nikogo innego, jak właśnie … Rabiha. Rozstali się w wieku 17 lat… Od tamtej pory minęło niemalże 10 lat. Oboje bardzo się zmienili, jednak widok Rabiha poruszył w Marcie serce.  Nie tylko wydoroślał, zrobił się przystojniejszy, ale też otworzył szkoły walki. Do tego zaręczony był już z piękną fotomodelką Martą. Tak więc ułożył sobie życie.

Niestety Sandra – z wiadomych przyczyn - Martę traktowała jako rywalkę. Dlatego Rabiha, aby załagodzić nieco sytuację między dziewczynami, organizuje spotkanie u siebie w domu. Marta przychodzi oczywiście z osobą towarzyszącą, kolegą, z którym udaję parę. Sandra wyczuwa jednak, że to na pozór gra. 

Mało tego – Rabih zaprasza ją także na swój ślub. Ale czy do niego dojdzie? Czy przyjaźń z dzieciństwa przełamie serca dwojga ludzi, dla których życie bez siebie kiedyś nie miało sensu?


Książkę czytało się szybko, lekko i przyjemnie. Należy ona do kategorii obyczajowych, z dozą lekkiego romantyzmu. 

Przedstawia przyjaźń, którą los wystawia na pewną długoletnią próbę. Opisana jest bardzo realnie i z pewnością odzwierciedla niejedną tego typu sytuację. Mimo tego, że kultura dwojga osób jest zupełnie odmienna, to jednak znaleźli oni wspólny mianownik. I chociaż życie wskazało bohaterom inną drogę, to jednak los ponownie ich ze sobą połączył. Jak to się mówi: "na dobre i na złe". I tutaj to dobro powróciło. Chociaż myślałam, że będzie więcej akcji. Wynika to zapewne z tego, że do tej pory czytałam takie książki, które pokazywały prawdziwe oblicze życia mężczyzn i kobiet w Arabii Saudyjskiej. Tutaj jest "kolorowo", dominuje sam pozytywizm. Ale nie twierdzę, że to złe. Wręcz przeciwnie. Spotkałam się z zupełnie inną powieścią, bardzo pozytywną, której koniec miło mnie zaskoczył.

Mimo wszystko bądźmy tolerancyjni wobec tych, co nas otaczają, bo jak widać każdy, bez względu na pochodzenie, zasługuje na szacunek, zwłaszcza, że nasze życie pisane jest odgórnie... Nigdy nie wiadomo, co ta znajomość nam przyniesie...

Pozdrawiam autorkę, Weronikę Tomala, zaś wydawnictwu dlaczemu dziękuję za możliwość poznania kolejnej, ciekawej pozycji książkowej.

sobota, 21 grudnia 2019

Zestaw maseczek Dermalogica Ultimate Masque Kit - topestetic.pl

Zestaw maseczek Dermalogica Ultimate Masque Kit - topestetic.pl

Już nie raz Wam wspominałam, że bardzo lubię stosować maski do twarzy. Dopasowane do rodzaju i aktualnych potrzeb skóry naprawdę przynoszą efekty.

Kiedy w sklepie internetowym Topestetic zobaczyłam linię Dermalogica Ultimate Masque Kit od razu chciałam wszystko wypróbować.


Tak się składa, że możemy zamówić sobie taki mini-zestaw (prezentowane przeze mnie pojemności są mniejsze od produktów na stronie). Jeżeli wybrane kosmetyki przypadną nam do gustu, wówczas jest opcja zakupu pełnowymiarowego kosmetyku. Myślę, że to fajna opcja.


Do przetestowania mamy 4 pozycje:
- delikatny peeling do twarzy,
- maska intensywnie nawilżająca,
- maseczka o działaniu rewitalizującym i odmładzającym,
- żelowa aktywna maska redukująca obrzęki i opuchnięcia w okolicy oczu.


Dermalogica Gentle Cream Exfoliant - delikatny peeling do twarzy.
 

Jest to jedyny kosmetyk z tej całości, który nie ma formy maski. Jest to peeling, który ma złuszczać, usuwać martwy naskórek i sprawiać, aby kondycja naszej skóry się m.in. wygładziła i zregenerowała.

Na stronie znalazłam informację, że przeznaczony jest do każdego typu skóry (w tym suchej, szorstkiej).

Na liście składników znalazłam np. hydroksykwasy: mlekowy i salicylowy. Moja skóra na kwasy reaguje różnie. Liczyłam tutaj na aktywność wyciągów roślinnych i składników nawilżających, których zadaniem było złagodzenie podrażnienia i zmniejszenie uczucia suchości. Cennym składnikiem jest tutaj jeszcze jeden z moich ulubionych, czyli ekstrakt z liści aloesu.

Peeling enzymatyczny aplikować możemy 1-2 razy w tygodniu na wilgotną skórę twarzy, szyi i dekoltu i delikatnie masujemy okrężnymi ruchami przez ok. 2-3 minuty. Zostawiamy na 10 minut, a następnie spłukujemy obficie wodą.

Przyznam się szczerze, że trochę się go obawiałam i pierwszy raz nałożyłam go w piątek, na weekend, co by się za bardzo nie rozczarować. Na szczęście mnie nie podrażnił. Ma kremową konsystencję, nie znajdziecie tutaj żadnych drobinek. Proponuję mocno zwilżyć twarz - peeling dość szybko zastyga. Po aplikacji czułam tylko lekkie, znośne szczypanie na twarzy. No i trzymałam się tych 10 minut.

Pod ciepłą wodą błyskawicznie się zmywa. Przyjemnie oczyszcza, wygładza i odświeża skórę, a ze względu na te kwasy jest z pewnością dużo intensywniejszy w działaniu / efektach, niż normalne, przeciętne peelingi (i to bez drobinek). Cieszę się, że miałam okazję wypróbować ten kosmetyk, ponieważ jak dla mnie było to zupełnie nowe, ale pozytywne doświadczenie. 
Rano czułam gładkość.

Dermalogica  Skin Hydrating Masque - maska intensywnie nawilżająca do każdego rodzaju skóry. 


Jak sama nazwa wskazuje maska ta ma zapewnić nam ochronę przed wysuszeniem. To wszystko dzięki jednemu z głównych składników, jakim jest kwas hialuronowy: to właśnie on zapewnia odpowiedni poziom nawilżenia oraz poprawia jędrność skóry. Ekstrakty roślinne (ekstrakt z liści, ekstrakt owocowy, ekstrakt z korzenia, ekstrakt z alg, z korzenia marchwi) zmniejszają stan zapalny i koją podrażnienia, a przeciwutleniacze chronią przed działaniem wolnych rodników.

Jeżeli chodzi o jej formułę to, ku mojemu zdziwieniu, jak na tak sporą dawkę nawilżenia jest ona lekka i przyjemna. Na początku sprawia też wrażenie chłodu. Pozostawiamy ją na 15-20 minut, a następnie spłukujemy ciepłą wodą.

W zamian skóra naszej twarzy jest miękka, wszelkie kremy są dla mnie już zbędne.
Aplikacja raz w tygodniu w zupełności mi wystarcza, dlatego też byłabym skłonna zakupić pełnowymiarowy produkt.

Dermalogica  MultiVitamin Power Recovery Masque - maseczka o działaniu rewitalizującym i odmładzającym.


Jest to intensywnie odmładzająca maska o wysokim stężeniu witamin: A, C, E oraz F. Wszystkie cztery mają silne właściwości naprawcze i antyoksydacyjne. Dzięki nim wzrasta elastyczność skóry oraz odporność na niekorzystne czynniki zewnętrzne. Proces syntezy kolagenu oraz regeneracja komórkowa zachodzi szybciej i skuteczniej. Wzmocnione zostają naturalne bariery ochronne naskórka oraz zmniejszona zostaje ucieczka wody z głębi skóry. Skóra staje się ujędrniona, uelastyczniona oraz zrewitalizowana. Dodatkowe, aktywne składniki to m.in. ekstrakty roślinne, w tym np. wyciąg z zielonej herbaty, rumianek, lukrecja.

Producent zaleca tą maskę stosować 1 x w tygodniu w dwojaki sposób:
- zaaplikować na skórę twarzy (omijając okolice oczu) i szyi, pozostawić na okres 10-15 minut, a następnie spłukać ciepłą wodą,
- zaaplikować na skórę twarzy, wmasować i pozostawić do całkowitego wchłonięcia.

Ze względu na miłą, kremową konsystencję stosuję go na noc. Efekty w postaci mega dużej dawki nawilżenia czuć zaraz po aplikacji. Po całkowitym się wchłonięciu idę śmiało spać, zaś rano, po zmyciu czuje miękkość i wygładzenie na twarzy. Jest wydajna, więc myślę, że warto w nią zainwestować.

Dermalogica - Stress Positive Eye Lift - kremowo – żelowa aktywna maska redukująca obrzęki i opuchnięcia w okolicy oczu.


Ten z pozoru mały preparat ma za zadanie walczyć z widocznymi objawami stresu / braku snu / zmęczenia, które w głównej mierze widoczne są w okolicy oczu. Pierwszym, najczęściej pojawiającym się skutkiem wyżej wymienionych sytuacji są chociażby cienie / obrzęki pod oczami, czy też opuchnięta, wiotka skóra.

Z całej tej czwóreczki to właśnie ta maska najbardziej przykuła moją uwagę. Cieni wprawdzie nie mam, ale zdarzają się obrzęki, które jestem w stanie od razu wypatrzeć w lustrze. Dzięki chłodzącej, żelowej formule oraz odpowiednio dobranym składnikom wykazywać ma ona pozytywne rezultaty w postaci pobudzenia skóry, a tym samym zredukowania powstałych cieni.

W składzie znajdziemy:
- nasiona dzikiego indygo, które w widoczny sposób niwelują problem zasinień pod oczami, które w połączeniu z diglukozydem kwasu galusowego rozjaśniają skórę pod oczami,
- wyciągi z algi arktycznej i soli morskiej zapobiegające powstawaniu obrzęków,
- kwas hialuronowy w połączeniu z aktywnym działaniem sfermentowanych drożdży wykazuje działanie liftingujące.

Maskę nakładamy na dokładnie oczyszczoną i osuszoną skórę okolic oczu. W celu zapewnienia jak najlepszych rezultatów zaleca się wykonanie delikatnego masażu w następujących krokach.

1. Aplikacja:
Zaleca się nałożyć 6 kropli wokół każdego oka.
Na górnej powiece nad wewnętrznym kącikiem oka, w środkowej części pod brwiami oraz nad zewnętrznym kącikiem oka.
Dolna powieka dokładnie tak samo, czyli pod wewnętrznym kącikiem oka, środkowa część powieki dolnej oraz pod zewnętrznym kącikiem oka.

2. Dodawanie energii i ujędrnienie:
Delikatnie przycisnąć aplikator do skóry nad wewnętrznym kącikiem oka i przesunąć w kierunku brwi, przytrzymać 1-2 sekundy. Dokładnie tak samo postąpić w środkowej i zewnętrznej części górnej powieki.
Następnie delikatnie przemasować dolną powiekę zaczynając od wewnętrznego kącika w kierunku brwi.
Powtórzyć 2-3 razy.

3. Rozjaśnianie cieni i redukcja obrzęków:
Od środkowego kącika oka na dolnej powiece wykonać małe, okrężne ruchy w kierunku zewnętrznym. Powtórzyć 2-3 razy.

Jak widzicie są różne sposoby nakładania maski na oczy. Dla mnie chłodzący efekt od razu wywarł dobre wrażenie. Delikatna w tym miejscu skóra dostała dobrą dawkę nawilżenia, przez co skóra nie była już taka wiotka i bez życia. Rano zdecydowanie lepiej wygląda.

Moim faworytem okazał się peeling, który zaskoczył mnie nie tylko swoją formułą, ale i efektem końcowym w postaci przyjemnego wygładzenia. Maska intensywnie nawilżająca to świetny pomysł na wieczorny rytuał kosmetyczny oraz pewność, że nawilżenia macie pod dostatkiem. Tak na dobrą sprawę każdy z tych 4 kosmetyków wnosi dobro w skórę, tak więc, jeżeli nie jesteście pewni, na który kosmetyk się zdecydować, proponuję wypróbować ich mini-wersję.

środa, 18 grudnia 2019

Pomysły na Prezent na Święta dla Brata ze sklepu MyGiftDNA.pl

Pomysły na Prezent na Święta dla Brata ze sklepu MyGiftDNA.pl

W życiu codziennym nie lubię planować, ponieważ zazwyczaj zaliczam porażkę, ale jeśli chodzi np. o wybór prezentów pod Choinkę to ta kwestia chyba najlepiej mi wychodzi.

Wydawać by się mogło, że do Świąt Bożego Narodzenia jest jeszcze sporo czasu. Mi go jednak brak, dlatego z wyprzedzeniem układam sobie wszystko tak, aby nie stać w kolejkach w towarzystwie tych wszystkich osób, które zakupy robią na ostatnią chwilę. 

Zaufanym i sprawdzonym źródłem jest dla mnie strona MyGiftDNA. Tutaj każdy z Was znajdzie coś ciekawego dla bliskiej mu osoby. Już nie raz zamawiałam tam różne rzeczy. Nawet rok temu skusiłam się na portfel męski z dedykacją, który, jak się okazuje, jest doskonałej jakości, póki co nic się nie zniszczyło i po dzień dzisiejszy jest w użytkowaniu. 

Zawsze mam problem, co wybrać dla mojego brata. Jeśli i Wy macie podobny dylemat, to może przedstawię Wam kilka inspiracji. 

Plusem jest to, że na stronie możemy sobie "wyfiltrować" daną kategorię: dla kogo, z jakiej okazji oraz do jakiej kwoty.


Jak zapewne się domyślacie szukałam czegoś w temacie: Prezent na Święta dla brata.

No i tu jest dylemat, ponieważ wybór jest spory i ciężko podjąć tą ostateczną decyzję. Ale chciałabym przedstawić Wam kilka godnych uwagi, oryginalnych propozycji. 

DLA KONESERÓW Z KLASĄ

Jako pierwszy wpadł mi do głowy grawerowany zestaw do Whisky.


Dla Panów, którzy uwielbiają tego typu trunki będzie to strzał w dziesiątkę. Mamy tutaj nie tylko karafkę, ale również zestaw szklanek (do wyboru w ilości od 1 do 6). 


Całość może być oczywiście dedykowana konkretnej osobie. Myślę, że taka opcja wzbudzi jeszcze większe zainteresowanie w gronie przyjaciół. Prezentuje się na najwyższym poziomie.

DLA ULUBIEŃCÓW GRILLA 

Powiedzcie mi, który facet nie lubi grillować? Ja osobiście dołączam do ich grona i mimo, że do uczty dołączam może niekoniecznie lubiane przez płeć męską warzywka, to i tak obie strony są zadowolone. 

A jakby tak mieć super hiper zestaw do grilla? W dodatku z personalizacją? Hmm sama muszę zamówić, ponieważ kochamy przyrządzać potrawy z grilla. 


W jego skład wchodzą: 
- szczypce,
- łopatka z otwieraczem,
- pędzelek duży,
- nóż do mięsa,
- widelec do mięsa.

A to wszystko zamknięte  jest w fantastycznej, podręcznej walizce.


Nie wiem, jak jest u Was, ale u nas zima nie jest przeszkodą do przyrządzania tego typu przekąsek. Gorzej jest stać przy mrozie i czuwać, ale ja na szczęście nie muszę tego robić. Dostaję cieplutkie, pachnące jedzonko do domu.

DLA TYCH, CO LUBIĄ KUCHNIĘ

Aby móc te, czy inne, pyszne potrawy przygotować niezbędna będzie duża, wygodna deska do krojenia z grawerem.


Myślę, że motyw z popularnego serialu "Gra o Tron" w wersji dla łakomczuchów będzie się nie tylko świetnie prezentował, ale też motywował do przyrządzania wszystkich posiłków w kuchni. Zwłaszcza, że można umieścić indywidualny grawer.


Jest to wysokiej jakości bambusowa deska do krojenia z laserowym grawerem. Jej rozmiar to 25 x 32.5 cm. Wykonana jest z sprasowanej trawy bambusowej, dzięki czemu nie ma dwóch identycznych desek.

Materiał gwarantuje nam:
- wysoką wytrzymałość na poziomie litego drewna bukowego,
- niski poziom chłonięcia wody, dzięki czemu jest szybkoschnąca,
- posiada właściwości likwidujące bakterie.

To wszystko mogę Wam potwierdzić, ponieważ jestem posiadaczem tego typu deski. Niektórzy twierdzą, że te bambusowe z czasem się ścierają i zbyt szybko kończą swoją żywotność. Ale moja używana jest od około 2 lat i wygląda jak nowa. Otrzymałam ją na Dzień Mamy - do dzisiaj cieszę się z tego prezentu.

COŚ DLA "CIEPŁOLUBNYCH"

Koc... Niby banalna rzecz, a jednak niezbędna... Służy nam przede wszystkim do przykrycia się, czy ogrzania. Zwłaszcza teraz, w tej zimowej, niekoniecznie przez wszystkich lubianej porze roku. Nie wyobrażam sobie bez niego popołudniowej drzemki. Jest pod ręką, mięciutki, cieplutki w sam raz do towarzystwa podczas oglądania ulubionego serialu / filmu, czy czytania książki.


Facet, jak to facet - z pracy wraca zmęczony i jak każdemu należy mu się odpoczynek.

Dlatego może skuszę Was na koc z haftem?


Jeżeli się zdecydujecie gwarantuję Wam, że nie będziecie żałować.


Wykonany jest z wysokogatunkowego polaru - nie takiego, o jakim zapewne teraz pomyśleliście. Naprawdę jest mięciutki, puszysty i przyjemny w dotyku, w dodatku w modnym, szarym kolorze. Wymiar jest doskonały, czyli 140 x 200 cm.


Tą wisienką na torcie jest rzecz jasna personalizowany, haftowanych wzór, którego wielkość wynosi około 22 x 22 cm.


Do wyboru jest ich kilka, ja zdecydowałam się na tekst:
"DZISIAJ MNIE NIE MA...
DZISIAJ JESTEM POD KOCYKIEM
(IMIĘ)"

Haft powstaje przy użyciu profesjonalnej hafciarki komputerowej japońskiej firmy HappyJapan Inc., która jest jednym z najbardziej doświadczonych producentów tego typu maszyn na świecie. Dzięki niej oraz kreatywnym grafikom tworzony jest trwały, unikalny wzór, który z pewnością spodoba się każdemu użytkownikowi.

ZAPALNICZKA Z GRAWEREM

Podoba mi się to, że występuje ona w dwóch opcjach: wersji damskiej i męskiej. Różnica polega oczywiście na kolorach: dla kobiet są różowe, zaś dla mężczyzn czarne.

Ja poszłam w tą drugą opcję i zdecydowałam się na klasyk: Elegant - zapalniczka z grawerem.


Zabłyśnij przed znajomymi imienną zapalniczką pełną stylowych zdobień. Wywołasz efekt “WOW”.

I z tym stwierdzeniem się zgadzam, ponieważ jest to benzynowa zapalniczka, tak więc osoba, która będzie ją używać ma gwarancję, że płomień szybko nie zgaśnie. Zwykłe zapalniczki wreszcie pójdą w kąt.


Dotarła do nas bezpiecznie, owinięta w folię bąbelkową, aby podczas transportu nie doszło do zarysowań. Brawo dla firmy za doskonałe opracowanie szczegółów.



Wykonana jest z wysokiej jakości metalu. Jej wysokość to 5,6 cm, a szerokość 3,6 cm. Jest skromna, prezentuje się identycznie, jak na prezentowanym na stronie zdjęciu. Obracając niezawodnym metalowym kółkiem uzyskujemy iskrę. W benzynę musimy się już indywidualnie zaopatrzyć.


Grawer został doskonale odzwierciedlony, kolorystyka wygląda ekstra.

Te i mnóswo innych pomysłów na Prezent na Święta nie tylko dla brata możecie zobaczyć na stronie MyGiftDNA.pl.

Polecam nie tylko ze względu na jakość i oryginalność produktów, ale również błyskawiczną wysyłkę. Do Gwiazdki jest jeszcze troszkę czasu, więc myślę, że będziecie w stanie zamówić prezent, który zostanie dostarczony na czas. Atutem jest personalizacja, dzięki czemu obdarowywana jeszcze bardziej doceni naszą decyzję.

W przesyłce znalazłam również kartkę oraz naklejki.


Jest to świetna okazja, aby jeszcze bardziej spersonalizować całość. A to wszystko można zrobić nie wychodząc z domu.

Więc po co tkwić w kolejkach, skoro jednym kliknięciem dosłownie na drugi dzień mamy swój wymarzony prezent w domu?  Jeżeli nie macie pomysłów na prezent wskakujcie na stronę MyGiftDNA.

Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger