Ewuczka Recenzuje

Strony

  • Strona główna

4/16/2019 07:40:00 PM

I Love Cosmetics - szaleństwo zapachów w trzech kosmetykach


Czas na kolejną dawkę I love Cosmetics. 

Patrząc się na to trio marzy mi się lato, słoneczko, woda i relaks. Przyznacie chyba sami, że te opakowania przyciągają uwagę, prawda? 


Moim absolutnym hitem i tym samym "must have" jest krem do rąk o zapachu Mango & Papaja. 


Wykonany jest on w 87% ze składników pochodzenia naturalnego. 

Jego celem, jak na tego typu kosmetyki przystało, jest odpowiednie nawilżenie skóry dłoni, które po aplikacji staną się miękkie i odżywione.  


Tutaj mamy pomarańczową tubkę otwieraną poprzez "klik" z zawartością w ilości 75 ml. 


Po otwarciu wydobywa się dość intensywny, ale piękny zapach. W tym przypadku bardziej wyczuwalne jest mango. Ale nie powiem - jest on tak cudowny, że wyobraźnia od razu przenosi nas do ciepłych krajów, gdzie panuje pełen słońca klimat, a świeże owoce są w zasięgu ręki. 

Konsystencja jest kremowa, ani rzadka, ani gęsta. Uważam, że jest idealna, tak samo zresztą jak chłonność, która jest szybka i przyjemna. Nie pozostawia tłustego filmu. Jak dla mnie przyjemnie koi wysuszoną, spierzchniętą skórę. Zaś nawilżenie dość długo się utrzymuje. I zapewniam Was, że dłonie jeszcze długo będą Wam cudownie pachnieć. 

Przyjemne odświeżenie serwuje nam seria I Love Body Spritzers! 

Jest to bardzo delikatna mgiełka Strawberry & Cream zawierająca naturalne ekstrakty owocowe, które zapewniają przyjemny owocowy zapach z uczuciem chłodu.


   Ta, którą posiadam, to prawdziwe truskawkowe szaleństwo o pojemności 100 ml. Po naciśnięciu pompki fantastycznie rozpyla zawartość, bardzo delikatnie jak na mgiełki przystało. Zapach jest świeży i owocowy.  Szkoda tylko, że krótko się utrzymuje. To jest jedyny minus, ale przy tego typu kosmetykach inaczej nie będzie. To nie są w końcu perfumy.
Myślę, że mgiełka sprawdzi się najlepiej latem, w upalne dni, kiedy to żar z nieba leci, a my marzymy tylko o tym, aby się przyjemnie schłodzić. 

Trzecim i jednocześnie już ostatnim produktem w dzisiejszym wpisie jest kremowy żel do kąpieli Coconut & Cream.  


Z tej serii miałam już wersję malinową, która świetnie się sprawdziła nie tylko ze względu na zapach, ale przede wszystkim na formę kosmetyku. 

Żel ten polecany jest do skóry suchej, zmęczonej i pozbawionej blasku.


Coconut & Cream to 500 ml kremowego żelu pod prysznic, który przyjemnie oczyszcza i nawilża skórę. Pozostawia ją miękką i przyjemną. Dla mnie brakuje tutaj tylko pompki. Byłaby to znacznie wygodniejsza forma, niż zamknięcie na tzw. "klik".

Niestety ten żel, w wersji kokosowej odpada. Nie przepadam za tym zapachem w kosmetykach i nic na świecie mnie do nich nie przekona.

Za to mój 10-letni syn jest przeszczęśliwy, że ma całą buteleczkę tylko dla siebie. Bardzo mu się podoba, uwielbia, jak szybko się pieni i pachnie. Teraz już wiem, dlaczego jego kąpiele pochłaniają aż tyle czasu.


Każdy z wyżej wymienionych produktów jest oczywiście dostępny w różnych wersjach zapachowych. Całość możecie sobie dobrać i zakupić na stronie boutiquecosmetics.pl.

A jeżeli lubicie tą nutkę niepewności i macie ochotę wypróbować nieznane Wam dotąd kosmetyki, proponuję Boxy pełne niespodzianek. Zakupić je można na ilovebox.pl

Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/16/2019 07:40:00 PM 26
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

4/14/2019 08:35:00 PM

Catzy Healting - szampony do walki z łupieżem


Pamiętam, jak jako nastolatka borykałam się z problemami skórnymi głowy. Ile kosmetyków przeszło przez moje ręce... Ile aptecznych wynalazków... A to szampony, a to olejki... maści, mazidła i inne cudawianki. Wtedy ciężko było zdobyć dobry specyfik, który sprosta zadaniu.

Ale do dziś kosmetyki typu żele, czy lakiery muszę omijać, w przeciwnym razie zafunduję sobie ponownie nerwy.

W tej chwili pozbyłam się łojotokowego zapalenia skóry głowy. Hmm tzn. może inaczej - nie pozbyłam się tak do końca, a zaleczyłam. Tego się nie wyleczy, ponieważ lubi się nawracać. Dlatego muszę uważać, czego używam i wolę mieć w domu coś skutecznego. Tak "w razie w".

Sięgnęłam po totalną dla mnie nowość, czyli markę Catzy. Seria HEALING to taka domowa kuracja przeciwłupieżowa, składająca się z dwóch szamponów. Obydwa mają inne przeznaczenie, o czym się zaraz przekonacie. 


Pierwszy, czerwony, to szampon przeciwłupieżowy przeznaczony do każdego rodzaju włosów. 


W składzie znajdziemy: 
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Zinc Pyrithione, Carbomer, Sodium Chloride, Parfum, Cl 42080, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.


Najbardziej aktywną substancją jest tutaj pirytionian cynku* w stężeniu 1%, który działa przeciwbakteryjnie i grzybostatycznie oraz hamuje rozwój szkodliwych patogenów. Przyznam się bez bicia, że tego typu składnik był mi do tej pory totalnie obcy.

* Pirytionian cynku to substancja czynna wykazująca skuteczność w zwalczaniu pasożytniczych grzybów i bakterii. Stosuje się ją w leczeniu chorób skóry głowy, takich jak łojotokowe zapalenie skóry (łojotok), egzema, grzybica czy łuszczyca. Główną przyczyną powstawania łupieżu jest właśnie brak cynku w organizmie. 


Składnik ten posiada m.in. właściwości pielęgnacyjne oraz oczyszczające, nadające blask oraz miękkość i puszystość. Poza tym ma zmniejszać nadmierne wydzielanie sebum.

Szampon ma dość gęstą konsystencję, jak dla mnie jest to wydajny kosmetyk, więc mi 200 ml wystarczy na sporą ilość czasu. Pachnie lekko migdałowo. Za migdałem w kosmetykach nie przepadam, jednak tutaj jest to znośnie.

Drugi, zielony, ziołowy szampon przeznaczony jest głównie do włosów przetłuszczających się z łupieżem.


Oprócz wymienionego już wyżej pirytonianu cynku w tej samej ilości (1 %) znajdziemy tutaj również ekstrakty z brzozy, rozmarynu, rumianku i pokrzywy. Także jak widzicie jest tu całe bogactwo natury.

Jeżeli chodzi o zastosowanie obydwu tych kosmetyków to nie ukrywam, że potrzebowałam troszkę czasu. Przyczyna jest prosta: brak łupieżu. Nie lubię używać czegoś zwłaszcza wtedy, kiedy jest mi po prostu niepotrzebne.

Moja opinia (troszkę długa): 

Jako pierwszy u mnie w ruch poszedł szampon przeciwłupieżowy (czerwony). Niestety mam ten problem, że zawsze, kiedy myje włosy, nakładam odżywkę, czy też maskę, muszę je bardzo dokładnie wypłukać. Któregoś dnia najwidoczniej tego nie zrobiłam. Już po wyschnięciu włosów skóra głowy mnie swędziała, co w efekcie doprowadziło do - na szczęście - tylko drobnego łupieżu. Po pierwszym myciu poczułam ukojenie. Już podczas płukania głowy włosy były miękkie w dotyku. Bardzo miłe uczucie. Swędzenie przeszło. Łupież też był w małej ilości, do tego drobniutki, więc szybko się go pozbyłam. Nie wiem, jakby było przy tej ilości, z którą kiedyś walczyłam. Jednak nie stosuje go codziennie, bo to nie ma sensu, jeśli nic niepokojącego się nie dzieje.

Jeżeli chodzi o ziołową wersję do włosów przetłuszczających się z łupieżem to perfekcyjnie przypadła ona do gustu mojemu tacie. On często "żyje" reklamami i wierzy w to, że popularny, w kółko przewijający się w tv szampon przeciwłupieżowy mu pomoże. A myślę, że wręcz mu raczej zaszkodził. Podarowałam mu ten i od razu przypadł mu do gustu. Raz, że odświeżył mu włosy, które się uniosły, zrobiły się nieco lżejsze, bardziej miękkie i błyszczące, to do tego mu się już aż tak nie przetłuszczały. Dodam, że on myje co 3-4 dni w tej chwili, więc się świetnie sprawdził. Łupież miewa rzadko, więc tutaj trudno jest się nam wypowiedzieć. I podoba mu się konsystencja. Mało co zużywa, więc wystarczy mu myślę na dość długo.

Tego typu szamponów trzeba używać "z głową", czyli wtedy, kiedy naprawdę jest taka potrzeba. I na pewno nie przez cały czas. Opinie są różne, a że każda osoba z nas ma inne potrzeby i wymagania, trzeba te dwa na sobie wypróbować. 

Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/14/2019 08:35:00 PM 19
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

4/13/2019 04:04:00 PM

Powder Brush, Coralista, Pistachio, Blush Away - cuda od Lily Lolo


Odkąd poznałam Lily Lolo nie mogę się oprzeć, aby co jakiś czas nie zaopatrzyć się w coś nowego. Kosmetykami do makijażu nie czuję się „obciążona”, zaś lekki krem do twarzy, który jeszcze posiadam, doskonale się wchłania i nawilża. 

No więc jak tu zakończyć przygodę z Lily Lolo, jeśli jest jeszcze tyle świetnych pozycji do odkrycia? 

 Jakiś czas temu domówiłam sobie kilka rzeczy, które chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować.  


    W domu posiadam dwa zestawy pędzli i w zupełności mi to wystarczy. Ale do kosmetyków Lily Lolo postanowiłam je sobie specjalnie skompletować. 

Potrzebowałam nieco większego, bardziej wygodnego, dobrego pędzla do pudru. Na szczęście takowy jest w ofercie, więc się skusiłam i zamówiłam.   

 Pędzel Powder Brush wizualnie wygląda bardzo charakterystycznie jak przystało na kosmetyki tej marki. Rączka wykonana jest z drewna, do tego w moim ulubionym, białym kolorze. Widnieje na niej jedynie minimalistyczna nazwa firmy, zaś z tyłu przeznaczenie pędzla (w tym przypadku "Powder").


 Nie jest on duży, mierzy jedyne 9 cm.     Wykonany jest z naturalnego włosia, które jest niesamowicie miękkie. Praca z takim pędzlem jest bardzo przyjemna, zwłaszcza, jeśli chodzi o nakładanie tych sypkich, mineralnych pudrów. 


 Cieszę się, że jest w moim posiadaniu. Skuszę się jeszcze na jeden do różu i będę miała wszystkie, które na co dzień są dla mnie niezbędne. Idealnie komponują się z kosmetykami.

 Apropo różu… Kiedy zobaczyłam podwójny prasowany róż do policzków o tajemniczej nazwie „Coralista” stwierdziłam, że muszę go mieć.   


 Paletka jest niewielka, lekka, a co dla mnie również jest sprawą istotną – wyposażona jest w lusterko.   


 Dlaczego zdecydowałam się akurat na ten właśnie kosmetyk? 

Ponieważ daje on wiele możliwości.

  Paleta składa się z dwóch części: różu i rozświetlacza.   


Koralowy róż ma bardzo delikatny, różowy odcień (niby brzoskwiniowy, ale ja na szczęście go na sobie nie widzę). Dzięki niemu możemy podkreślić sobie policzki. Kolor możemy stopniować dokładając oczywiście kolejne warstwy, jednak mi jedno „muśnięcie” pędzlem wystarcza. Wyglądam wtedy bardziej naturalnie. 
Rozświetlacz zaś możemy używać w dwojaki sposób: solo, tudzież podkreślić nim koralowe policzki, które uzyskają efekt delikatnego, fajnego blasku. Po rozświetlacze często nie sięgam, jednak w takim połączeniu bardzo mi się on podoba.

Kolejne dwie pozycje to już korektory.
Jeden prasowany, zaś drugi sypki.    

Prasowany korektor dostępny jest akurat w dwóch niewykrywalnych kolorach. Stworzone zostały do kamuflażu różnych niechcianych niedoskonałości, jak chociażby przebarwienia, zaczerwienienia, trądzik lub też do rozjaśnienia sobie okolic oczu.   

 Mój wybór padł na korektor Pistachio o delikatnym, zielonkawym odcieniu. Zdecydowałam się na niego dlatego, aby moje zaczerwienienia stały się nieco mniej widoczne. 


Nie będę ukrywać, że niechciane przeze mnie przebarwienia, które lubią sobie bywać, czy też nawet gorszy dzień, lub spadek formy odbija się niestety na wyglądzie twarzy. Skoro mam taką opcję ukryć pewne rzeczy, to warto z tego skorzystać.


I faktycznie to małe cudo daje fenomenalne efekty. Po aplikacji podkładu mniejszym pędzlem nakładam bardzo małą ilość dookoła oczu. Od razu widać różnicę.
Nie tylko ukrywa pewne mankamenty, ale też lekko rozjaśnia. Ta delikatna zieleń wtapia się w kolor naszej skóry, absolutnie nie widać, że mamy na sobie korektor.


Warto więc w niego zainwestować. Cieszę się, że mogę ukryć niedoskonałości w sekundę i w tak banalny sposób. Bardzo wygodnie się z nim pracuje. Wolę taką formę korektorów, niż te w płynnej postaci.

Drugi zaś to już sypki, matowy, mineralny korektor Blush Away, którego zadaniem jest tuszowanie popękanych naczynek, rumienia oraz zaczerwienień spowodowanych trądzikiem różowatym lub nadmierną ekspozycją na słońcu. 

Wizualnie wygląda identycznie, jak ten prasowany, jedynie jego zawartość się różni, ponieważ jest on w postaci sypkiej.


Zabarwienie jest również zielone, chociaż słabo to na zdjęciach widać.


Po zastosowaniu daje efekt naturalnego, matowego kamuflażu. Skóra jest przyjemnie gładka, co mnie miło tutaj zaskoczyło. Aczkolwiek ten mat w tej chwili nie jest mi tak potrzebny, więc nie sięgam po ten korektor zbyt często. Latem natomiast szybko do niego powrócę. 

Wszystkie te kosmetyki świetnie się u mnie sprawdzają. Zasługą jest tutaj fakt, że są to produkty w 100% naturalne. Oczywiście i róż i korektory nakładamy z umiarem, ponieważ bardzo szybko możemy przesadzić i sztucznie wyglądać.

Całą ofertę znajdziecie na stronie costasy.pl - Lily Lolo. Warto tam zaglądać. Ja na pocztę e-mail często dostaję wiadomości dotyczące promocji na dane kosmetyki. Ostatnio właśnie podkład mineralny był o 15 % tańszy.

Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/13/2019 04:04:00 PM 20
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

4/10/2019 07:52:00 PM

"Swobodna elegancja" - zestaw Eclat Homme Sport Oriflame


 Kwiecień to taki szczególny miesiąc u nas w rodzinie, ponieważ mamy troje solenizantów. Są nimi oczywiście ja, mój tata i mój brat. Dzień po dniu obchodzimy swoje urodziny, zaś mój brat, jako ostatni, pod koniec kwietnia ma imieniny. 

W przypadku mojego Taty, jak co roku zresztą, do tematu wyboru prezentu podchodzę już kilka miesięcy wcześniej. Jak zawsze jest to chyba najcięższy orzech do zgryzienia. Kilka propozycji już mam, jednak perfumy dla niego to taki już must have. Zajrzałam na półkę i większość jego ulubieńców obecnie kończy swoją żywotność. Więc warto byłoby uzupełnić o coś nowego, czego nie miał jeszcze okazji wypróbować.

Postawiłam na klasykę z Oriflame, czyli zapach z męskiej linii Eclat, która jest mi doskonale znana i jestem pewna, że przypadnie mu do gustu. 

Całość schowana jest w eleganckim, kartonowym opakowaniu, gotowa do wręczenia solenizantowi, co nie ukrywam, że robi wrażenie. 


 Musiałam oczywiście otworzyć i sprawdzić, co jest w środku i jak pachnie.     


 W małym, zgrabnym pudełeczku schowane są dwa, najczęściej stosowane przez mojego tatę na co dzień kosmetyki, czyli perfumy oraz dezodorant w kulce. 


 Eclat Homme Sport to aromatyczno-przyprawowe, lekko cytrusowe perfumy dla mężczyzn idealnie nadające się do codziennego użytku. 


Zawartość znajduje się w przezroczystym, klasycznym, a tym samym eleganckim flakoniku w ilości 75 ml.   


Połączone zostały tutaj dość różne i tym samym też przeciwne sobie nuty, które w całości tworzą naprawdę świetny zapach. Nie przypuszczałam, że takie przyprawy, jak dość popularny tymianek, czy oregano mogą mieć zastosowanie w takiej kategorii. 

 Wszystkie nuty prezentują się następująco: 1. Główne nuty: bergamotka, mandarynka, różowy pieprz, 
2. Środkowe nuty: oregano, tymianek, żywica elemi i biały zamsz, 
3. Nuty bazy: cedr, paczula, fasolka tonka i piżmo. 


Zapach ten pasuje do mężczyzn, charakteryzujących się określeniem „swobodna elegancja”. Harmonia nut drzewnych, pikanterii i delikatnych nut wodnych emanuje energią, a jednocześnie spokojem ducha. Tłumacząc to na luźniejszy język: perfumy przeznaczone są dla aktywnego faceta, lubiącego się zarówno w koszuli z krawatem, jak i w nieco luźniejszym stylu. Tak więc pasuje i do młodego, i do starszego, ale nowoczesnego mężczyzny. Zapach nie jest mocny, jest wręcz słodko-świeży, ale nie duszący, ani przytłaczający. Unosi się dookoła, więc trwałość jest dużo lepsza niż np. moje damskie kupowane z Oriflame. W końcu Eclat zobowiązuje. Cała linia cieszy się chyba największą popularnością, więc i w przypadku Homme Sport trzeba było utrzymać stosowny poziom. 

 Do perfum dołączony został także dezodorant w kulce – również Eclat Homme Sport.


Myślę, że jest to bardzo praktyczne rozwiązanie i idealnie pasuje do zestawu.


 Jest to ten sam rodzaj zapachu. Kulka działa bez zarzutu. Kosmetyk ten już bardziej przypisałabym do kategorii „sport”, czyli dla każdego, aktywnego mężczyzny.

Oba produkty wskoczyły z powrotem do swojego eleganckiego pudełeczka i niebawem powędrują w ręce mojego Taty.


 Czy znacie linię Eclat z Oriflame?  A może znacie Eclat Homme Sport?   
Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/10/2019 07:52:00 PM 21
Podziel się!
Labels:
for Men, Kosmetyki, perfumy
Nowsze posty
Starsze posty

4/07/2019 12:13:00 PM

Modne stroje kąpielowe - mojafantazja.pl


Wprawdzie do lata jest jeszcze sporo czasu, ale ja, przezorna, postanowiłam rozglądnąć się już za strojami kąpielowymi.
Mój obecny nie jest w zbyt dobrym stanie, na domiar złego się nieco rozciągnął, co nie wygląda zbyt dobrze. Poza tym zachciało mi się też czegoś nowego. 

Włączyłam laptopa i zaczęłam szukać jakiegoś fajnego sklepu. Znalazłam stronę mojafantazja.pl. No i tu zatrzymałam się nieco dłużej. 

W ofercie znajdziemy zarówno bieliznę (przepiękną zresztą i do tego w dobrych cenach), jak i to, co mnie najbardziej interesowało, czyli właśnie stroje kąpielowe 2019. 

Modele są bardziej lub mniej kolorowe, bardziej lub mniej skąpe, bardziej lub mniej zdobione, ale zawsze super modne, twarzowe, doskonale harmonizujące z opaloną skórą. 

W oko wpadły mi trzy dwuczęściowe komplety z najnowszej, 2019 kolekcji. Akurat tego typu stroje najczęściej kupuję.

W kwestii strojów czarny kolor jest jednym z moich faworytów. Świetnie podkreśla opaleniznę.


Ten jest dość charakterystyczny ze względu na górę stroju, która ma piękne zdobienie w postaci biało-czarnej gipiury. Jest to elegancka bardotka, z usztywnionymi miseczkami na fiszbinach. Posiadają wbudowany, termicznie profilowany push-up, dający efekt optycznie powiększonych i uniesionych piersi. Zaś boczki biustonosza wyposażono w dodatkowe pionowe fiszbiny, zapobiegające marszczeniu się tkaniny. Wygodne wiązanie na plecach umożliwia idealne dopasowanie góry bikini push-up do sylwetki. Regulowane ramiączka można odpiąć całkowicie lub tylko z tyłu i zawiązać je na szyi. 

Dół zaś to seksowne figi o niezwykle stylowym, biało-czarnym wzorze. Przyciągają wzrok cieniutkie, miękkie, elastyczne paseczki, zdobione subtelnymi kokardkami, które delikatnie zaznaczają linię bioder. Majteczki z tyłu są gładkie, czarne, w kształcie litery V.

W kolejnym zaś stroju spodobała mi się przede wszystkim kolorystyka.


Na biały materiał nadrukowany został geometryczny wzór w postaci paseczków w kolorze połyskującego w słońcu złota. Biustonosz typu bardotka także jest usztywniany, na fiszbinach. Miseczki wyposażone są w duży push-up. Dodatkową cechą jest piękna, odpinana broszka, która z pewnością będzie przyciągać męski wzrok. 
Górę możemy wiązać na plecach. Mamy możliwość regulowania ramiączek, które można całkowicie odpiąć lub odpiąć tylko z tyłu i zawiązać sobie na szyi. 

 W komplecie znajdują się gładkie figi w kolorze złotym, które idealnie pasują do wzoru na miseczkach. Po bokach mamy fikuśne wiązania. Z tyłu majteczki częściowo odsłaniają nam pośladki.  

Moja trzecia propozycja to bardzo seksowny komplet. 


Góra w tym przypadku to typowe bikini z wbudowanym push-up o kroju klasycznego biustonosza. Hitem tutaj są dodatkowe przy miseczkach paseczki. Zdobi je delikatna, złota biżuteria, która w promieniach słonecznych będzie się przepięknie mienić. Takie rozwiazanie wyeksponuje również nasz dekolt. 

Z zewnątrz miseczki, boczki oraz ramiączka zostały uszyte z czarnej, połyskującej kolorowymi drobinkami, tkaniny.  Natomiast w wewnętrznej części mamy już biały materiał w kolorze połyskującej bieli oraz tkaninę w modne nadruki. 

Majteczki to zmysłowe figi z wyciętymi po bokach paseczkami wykonane z gładkiej, matowej tkaniny w czarnym kolorze. Z tyłu są nieco węższe niż klasyczne figi.

Ja w tym roku postanowiłam pójść w inne kolory, niż dotychczas to robiłam. Wybór padł na dwuczęściowy strój - różowo-kakaowy.


Jestem dość szczupła, więc mogę sobie na dwuczęściowy pozwolić, ale góra typu bikini kompletnie do mnie nie pasuje.


Ciekawa byłam przede wszystkim biustonosza typu bardotka, dzięki któremu strój nosić możemy właśnie w różny sposób, czyli solo bądź z lub bez ramiączek (które oczywiście są regulowane).


Dodatkową zaletą są - wiadomo - miseczki z wbudowanym push-up, dzięki któremu modelujemy, podnosimy i optycznie powiększamy swój biust. 


Poza tym oko cieszy również zaakcentowana hawajskim motywem odpinana broszka - ananas.



Do zestawu dołączają również figi w kształcie litery V w kakowym kolorze.


Po bokach mają paseczki, więc genialnie będą podkreślać bioderka. 


Jestem bardzo zadowolona z zakupu. 
Strój jest świetnej jakości, kolor jak najbardziej w tym przypadku mi się bardzo podoba. Wzrok idzie w kierunku oczywiscie broszki. Mam nadzieję, że jej prędko nie zgubię. Jak dla mnie to był strzał w dziesiątkę. Górę bardzo wygodnie się nosi, biust się odpowiednio układa, czyli tak, jak ja tego chcę. Figi nie odkrywają zbyt mocno pośladków, więc tylko odliczać dni do lata. Będę się godnie prezentować na plażach. 

Mimo, że każda  nas ma inną figurę, inne gusta i oczekiwania, to jednak jestem zdania, że w sklepie Moja Fantazja każda kobieta znajdzie dla siebie coś odpowiedniego, stylowego, modnego i wygodnego. 
Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/07/2019 12:13:00 PM 32
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty

4/02/2019 11:39:00 AM

HYPOAllergenic Perfectionist Powder - rozświetlacze, które perfekcyjnie wtapiają się w kolor cery


Wspominałam Wam ostatnio o mascarach i trzech konturówkach z BellHYPOAllergenic. Tusze niestety nie do końca mnie porwały. Gdyby tak kilka z nich połączyć w jedną całość, to być może byłabym zadowolona. 

W zestawie znalazłam jeszcze 3 perełki, które postanowiłam Wam przedstawić w osobnym wpisie. 


HYPOAllergenic Perfectionist Powder to trzy przepieknie prezentujące się pudry rozświetlające.  


Nie będę ukrywać, że na ich uwagę zasługuje już sam fakt wizualny. Prezentują się bardzo elegancko. Zamknięte są w fajnej, dobrej jakości kasetce, więc jest to i bezpieczna i wygodna opcja. Zaś w środku pierwsze, co się rzuca w oczy, to pięknie tłoczony, kwiatowy wzór. 


Jak widzicie posiadam te pudery we wszystkich dostępnych wersjach kolorystycznych:
- brzoskwiniowej (HD Peach, No. 03):


- różowej (HD Pastel, No. 02):


 - żółtej (HD Banana, No. 01):


Odcieni jest tyle, abyśmy mogły dopasować je sobie do naszego koloru cery. 

Niestety wraz z wiekiem nasza skóra traci swój blask. Do listy dochodzą także różne inne czynniki, a to atmosferyczne, stres, klimatyzowane pomieszczenia oraz skłonność do alergii. To wszystko powoduje, że nasza skóra staje się szara. Dlatego pudry te mają nam właśnie pomóc przywrócić jej zdrowy, promienny wygląd.

Obawiałam się, że stosując je będę biała jak ściana i uzyskam zbyt mocny efekt matu, czego akurat nie lubię. Mam zbyt suchą cerę, więc nie mogę sobie na taki ruch pozwolić.  
Jednak tutaj wystarczy delikatnie musnąć.  Zawarte malutkie, tylko właściwie w słońcu widoczne drobinki fajnie rozświetlają. Cera wygląda naturalnie, pudry nie zmieniają też koloru podkładu. Jak dla mnie to ważny plus. Na ten moment nakładam sobie pędzlem różowy odcień wokół oczu. 

Osobiście jestem bardzo zadowolona. Cieszę się, że jestem posiadaczką tych rozświetlaczy. Cena jest adekwatna co do jakości, także jeśli chcecie delikatnie się rozświetlić, a nie wyglądać jak przytłoczona, błyszcząca porcelana to warto sięgnąć właśnie po HYPOAllergenic Perfectionist Powder. Te pudry są niemalże niewidoczne, co bardzo mi się podoba. Dzieję się to dlatego, że jest to produkt typu 2w1, czyli puder transparentny połączony z rozświetlaczem. 


Stosujecie pudry rozświetlające?
Macie swoich ulubieńców?
A może znacie te trzy cuda?
Czytaj więcej »
Posted by Ewcia Ewcia o 4/02/2019 11:39:00 AM 15
Podziel się!
Nowsze posty
Starsze posty
Nowsze posty Starsze posty Strona główna
Subskrybuj: Posty (Atom)


Na imię mam Ewa, pochodzę z pięknego, słonecznego Dolnego Śląska. Jestem mamą dwójki wspaniałych, rozbrykanych synków. Na co dzień pracuję w branży motoryzacyjnej, zaś wolne chwile spędzam z dziećmi, a w międzyczasie zajmuję się moją pasją, jaką jest m.in. fotografia oraz pisanie o wszystkim, co mnie interesuje.

  • Kontakt / Współpraca:
  • Polityka prywatności:

Liczba odwiedzających człowieków



Limitowana luksusowa edycja boxa kosmetycznego PURE BEAUTY - ROYALty#14

 Limitowana edycja ROYALty #14 to coś więcej niż zestaw kosmetyków - to zaproszenie do świata ekskluzywnej pielęgnacji, który otuli cię dop...


  • Test mydełka do odplamiania dr Beckmann
    Dałam ciała... A właściwie nie ja, a mój młodszy syn... Zamówiłam idealną, długą, zwiewna spódnicę. Dodam, ze mam tylko aż 189 cm wzrostu (w...
  • Hit 2017 roku: "Myśl, kojarz, rzucaj - "Gorący ziemniak - pytania graczy" edycja specjalna (Alexander)
    Czas spędzony z najbliższymi jest zapewne nie tylko dla mnie bezcenny. Staram się każdą minutę przeznaczać dzieciom. Czasami brakuje tej w...
  • STOCK SPARKLING - nowość, gazowana wódka
    Hej, hej, Jako, że zostałam ambasadorką firmy Stock przedstawiam Wam dzisiaj nowoczesny napój alkoholowy. Stock Polska wprowadził ten ...

Szukaj na tym blogu

Archive

Translate

MÓJ FUNPAGE:

MÓJ FUNPAGE:
Strona https://ewuczkarecenzuje.blogspot.com korzysta z narzędzi analitycznych - zbieranie danych jest anonimowe

MÓJ PROFIL NA INSTAGRAMIE:

MÓJ PROFIL NA INSTAGRAMIE:
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Ⓒ 2018 Ewuczka Recenzuje. Design created with by: Brand & Blogger. All rights reserved.