niedziela, 31 marca 2019

Królewska marcowa edycja Chillbox

Królewska marcowa edycja Chillbox

Zawitał do mnie Box. Jaki? A no nie byle jaki, tylko mój ulubiony, który zawsze trafia w me gusta, czyli Chillbox.


Przesłanka marcowej wersji mnie zachwyciła:
"MARZEC - A w nim przepiękny dzień 08.03 - Dzień Kobiet. Dlatego Chillbox przychodzi z królewską edycją! Ale, ale! Na Dzień Kobiet nie oczekujcie, że inni zadbają o Was! Pozwólcie same o siebie zadbać. Pamiętajcie, że SELF LOVE to jedna z najwspanialszych rzeczy, którą możecie sobie dać. Dbaj o siebie Kochana 😘".


No brawo, dziękuję, że tak o nas dbacie, bo Box jak zwykle jest na poziomie. I podoba mi się także fakt, że każda zawartość Chillbox jest dopasowana odpowiednio do danej pory roku, czy też wydarzenia.

Edycja marcowa tworzona była z myślą o urodzie i regeneracji. W środku znalazłam 6 wspaniałości + książkę. Bez tej ostatniej pozycji nie wyobrażam sobie Chillbox'a.

1. Żel pod prysznic - Laq (14,99 zł.)


Jest to naturalny, nawilżający żel pod prysznic z ekstraktem z melona wyposażony w pompkę. Receptura oparta jest na substancjach myjących pochodzenia roślinnego. Prócz melona znajdziemy tutaj ekstrakt z nasion z lnu, płatków owsianych i mleka ryżowego. Wszystko to zapewni efekt gładkiej i nawilżonej skóry. Nie ma zaś SLS, SLES, parabenów i silikonów .
Pierwszy raz gości ten produkt u mnie w domu. Początkowo etykieta zmyliła mnie z marką Yope. Jest bardzo podobna. Cieszę się, że kosmetyk ten znalazł się w Boxie. Pachnie cudownie.

2. Figowy krem do twarzy - Mokosh (45 zł.)


Innowacyjny, a zarazem naturalny krem o apetyczny zapachu figi przeznaczony jest do regularnej pielęgnacji każdego typu skóry. Stworzony został na bazie naturalnych olei i ekstraktów. Jego zadaniem jest nawilżenie, regeneracja i odżywienie.
Sam krem zamknięty jest w malutkim szklanym, podręcznym słoiczku w ilości 15 ml. Produkty Mokosh są mi doskonale znane. Miałam przepięknie pachnący żurawinowy balsam do ciała. Cieszę się, że mogę powrócić do marki i wypróbować tym razem krem do twarzy.

3. Peeling do ust o zapachu gorącej pomarańczy - Hania Beauty (19,99 zł.)


Zapewnia on ustom kompleksowa pielęgnację - delikatne złuszczenie, odpowiednie nawilżenie, wygładzenie oraz odżywienie ust. Poza tym chroni przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi. Wystarczy niewielką ilość nanieść na usta, rozprowadzić, a następnie spłukać wodą.


Takie małe cudo, bardzo podręczne, w ilości 20g schowane mamy w szklanym słoiczku. Jego zapach to czysta przyjemność. Poza tym peeling jest lekko słodki. Genialny produkt.

4. Koreańska maseczka na twarz "Liczi" - mojaazja.eu (4,95 zł.)


Jest to maseczka w płachcie z ekstraktem z liczi i wodą lodowcową. Ekstrakt z liczi znany jest że swoich nawilżających właściwości, poprawia jędrność skóry i redukuje widoczność oznak starzenia się. Zaś woda lodowcowa z Islandii bogata jest w drogocenne minerały, wspomaga kondycjonujące działanie maseczki.
Maseczka ta stworzona została z myślą o intensywnej pielęgnacji i rozświetleniu cery suchej, poszarzałej i matowej. 
Cieszę się, że jest ona w marcowej edycji. Uwielbiam maseczki w płachcie. Są bardzo wygodne w użyciu. Marki nie znam, więc będzie okazja wypróbować nowość.

5. Kubek Królowej - Mondex (24,99 zł.)


Jest to kubek porcelanowy Elizabeth marki Affek Design by Mondex. 


Jego unikatowy, oryginalny kształt z pokrywą kształcie korony to niezbędnik dla nas kobiet.
Świetnie został dopasowany do marcowej wersji, idealny upominek na Dzień Kobiet. 
Z pozoru wydaje się mały, ale mieści w sobie aż 360 ml. Myślałam, że 200 będzie max. Odkąd go mam herbata smakuje znacznie lepiej.


6. Herbata Legends - Basilur (4,25 zł.)


Idealny dodatek do kubka Królowej, czyli herbatka. Co ją wyróżnia? Najwyższej klasy specjaliści, z wieloletnim doświadczeniem, nieomylnie selekcjonują i wybierają te gatunki herbaty, które staną się markowym produktem. Herbaty Basilur Tea konfekcjonowane są w ciągu kilku dni od zerwania liści. Istotnym faktem jest również to, że pakowana jest w tym miejscu, gdzie rośnie, co ma później wplyw na wyborną jakość każdej zaparzonej filiżanki napoju.
Jeszcze jej nie piłam. Jestem bardzo ciekawa smaku. Lubię próbować różne gatunki herbat. Nie szufladkuję się tylko i wyłącznie w jednej marce.


7. Książka "Saga o Walhalli 1. Sigrid" - Johanne Hildebrandt (42,90 zł.)


 Autorka zabiera nas w świat mitów skandynawskich, którym władają legendarni królowie, a Bogowie żyją wśród śmiertelników. 

Młodziutka Sigrid, piękna i dumna córka wodza Skilfingów, już wie, do czego z woli bogów została przeznaczona: urodzi syna, który zostanie królem królów. W proroczym śnie widzi radosnego chłopca, a także jasnowłosego, niebieskookiego mężczyznę, ojca swojego syna, i czuje, że obu kocha nad życie. Tymczasem świadoma powinności wobec własnego rodu, ulega ojcu, który małżeństwo córki z Erykiem, królem Swithjodu, uznaje za przypieczętowanie przymierza, tak potrzebnego w czasach nieustających rodowych waśni oraz wojen.

Podróż do Swithjodu okazuje się bardzo niebezpieczna nie tylko dlatego, że wrogowie czyhają na życie Sigrid. Oto nieoczekiwanie spotyka ona młodego mężczyznę ze swojego snu (?), przystojnego wikinga Swena. Oboje bronią się przed miłością, która nagle na nich spada, wiedząc, że w ich przypadku jest zakazana. Mimo to ulegają wzajemnemu uczuciu i podarowują sobie niezapomniane chwile, po czym rozstają się z myślą, że jednak to nie koniec ich miłości.

Sigrid zostaje poślubiona Erykowi, Swen podejmuje wyznaczone sobie zadanie. Zamierza zmusić króla Haralda Sinozębego, by uznał go za syna, a później sięgnąć po władzę.
Jednak…

 Hmm książka wydaje się być bardzo ciekawa. Skojarzyłam ją sobie ze słynną powieścią "Saga.Zmierzch", która doczekała się nawet filmowej wersji. Wprawdzie nie sięgam po tego typu pozycje, ale to znak, że czas to zmienić. Stron jest sporo (462), także będę miała latem co robić.

 Pewnie się powtórzę, ale jak zwykle cała zawartość bardzo mi się podoba. Chillbox uzależnia - jestem na to żywym dowodem. I ochoczo będę czekać na kolejne wersje.

sobota, 30 marca 2019

wsparcie pod ręką - AA Natural Spa - krem do rąk i paznokci

wsparcie pod ręką - AA Natural Spa - krem do rąk i paznokci


AA Natural SPA to linia wyjątkowych kosmetyków bogatych w naturalne, roślinne składniki, które odżywią i poprawią kondycję skóry w zgodzie z naturą.
Polecił mi ją Michał Twoje Źródło Urody. Wielokrotnie już z nim współpracowałam, więc i tym razem nie mogłam odmówić.

Dziś przedstawię Wam krem do rąk i paznokci Natural Spa - zielona herbata.


Przodują w nim dwa ważne składniki:
- ekstrakt z zielonej herbaty, który pielęgnuje skórę dłoni, przywracając jej gładkość i jędrność,
- ekstrakt z białych kwiatów zapewniający optymalne nawilżenie naskórka. 


Na pierwszy rzut oka, patrząc na samo opakowanie, które dość minimalnie wygląda, wydawało mi się, że jest go mało. A tu mamy całe 50 ml do dyspozycji.

Po odkręceniu nakrętki wydobywa się zawartość o bardzo lekkiej formule, przepięknie pachnąca tytułowym bohaterem, czyli zieloną herbatą.


Opakowanie jest na tyle minimalne, że zmieści się w większości torebek. Forma tubki pozwala zużyć nam całą zawartość, tak więc nic nie pójdzie na marne. 

Krem bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia uczucia lepkości. Jest lekki, daje nawilżenie, które jednak dla mnie zbyt długo się ono nie utrzymuje. Mimo wszystko dłonie wyglądają znacznie lepiej. Na paznokciach zaś różnicy nie zauważyłam.


piątek, 29 marca 2019

Wspomnienie lata - fotoobraz galeriadruku.com.pl

Wspomnienie lata - fotoobraz galeriadruku.com.pl

Aranżacja dziecięcego pokoju zmienia się wraz z wiekiem naszych pociech. Meble i łóżka to jedyne rzeczy, które stoją na swoim miejscu i nie potrzebują żadnych zmian. Ufff, aż mi lżej. Przynajmniej póki co tak jest u nas w domu. 

Zmiany są dobre. Zwłaszcza na ścianach. Ale zwolennikiem tapet, czy wiecznego przemalowywania to ja już nie jestem. Znając zainteresowania moich dzieci rok w rok musiałabym moją cierpliwość poddawać testom...

Potrzebowałam czegoś, co do woli mogę "przemieszczać". Ściągnąć, kiedy tylko chcę. Czegoś, co podkreśli też ich indywidualizm, takie o nich i tylko dla nich

Wpadłam na dość popularną opcję czyli obraz. Ale nie jest to zwykły obraz. Postawiłam na fotoobraz. I to nie byle jaki. 

Mam pewne fotografie, które osobistościowo wykonałam rok temu latem, spontanicznie, jadąc do pobliskiego sklepu z dziećmi po lody. 
Byłoby znacznie więcej ujęć, ale niestety upał był tak ogromny, że nie szło wytrzymać. 


Znalazłam w internecie sklep galeriadruku.com.pl. Do realizacji swojego zapotrzebowania szybko złapałam bakcyla. To właśnie tutaj możemy zamówić sobie fotoobraz na płótnie w dowolnej wielkości. 

Ja wybrałam bawełniany, matowy materiał o wyraźnym splocie. Jest to odpowiednik tradycyjnego płótna malarskiego. Poza tym ta opcja jest rekomendowana na stronie, więc postanowiłam zaufać twórcom.

Sprawa jest banalnie prosta. Jeśli zdecydujesz się na konkretną opcję, w tym przypadku realizację fotoobrazu ze zdjęć, wykonujesz proste polecenia krok po kroku. 


Wgrywasz zdjęcie, podajesz swoje dane do wysyłki i czekasz na realizację zamówienia. 

Proste? Myślę, że wręcz bardzo.

Jak wspominałam, zdecydowałam się na fotoobraz w formacie 50x70 cm. Nie potrzebowałam większego. Taki był idealny. 

Co jest najprzyjemniejsze w tym wszystkim? Zamówiłam w niedzielę, tego samego dnia otrzymałam też powiadomienie drogą e-mail, że wszystko jest realizowane. Mało tego - po zdaję się 2 czy 3 godzinach przyszła kolejna wiadomość, że moje zamówienie jest gotowe do wysyłki! W życiu się z tak błyskawiczną realizacją nie spotkałam. 

Przesyłkę otrzymujemy za pośrednictwem firmy kurierskiej. Elegancko zabezpieczone. Brawo Galeria Druku - jestem pod wrażeniem. A jeszcze bardziej efektu! 

Jakość jest na najwyższym poziomie. Takie zdjęcie, jakie wgrałam, zostało odtworzone na płótnie. Bez żadnych obróbek. 


Od spodu wszystko jest odpowiednio zabezpieczone. 



Podoba mi się też forma zawieszenia. Do dyspozycji mamy tzw. "ząbki", co pozwoli nam wyregulować obraz tak, aby wisiał prosto. Nie trzeba się męczyć, aby trafić w "dziurkę", jak to zwykle przy zawieszaniu czegokolwiek na ścianę bywa. 


Jest ekstra. Na czas malowania ścian u dzieci póki co prezentuje się u nas w pokoju. Nie wiem, czy im oddam. Za bardzo mi się podoba. Kilkanaście razy dziennie na niego spoglądam. Rzuca się w oczy. I mam do niego jakiś taki ogromny sentyment.

A jaka jest Wasza opinia? 
Lubicie w ogóle obrazy na ścianach w formie zdjęcia?

sobota, 23 marca 2019

AA Reveal Youth - spersonalizowany program dla pielęgnacji skóry

AA Reveal Youth - spersonalizowany program dla pielęgnacji skóry

Wykończyłam swoje kremy do twarzy i sięgnęłam po nową serię marki AA o tajemniczej nazwie Reveal Youth


Jest to pierwszy, spersonalizowany program dla pielęgnacji skóry, inspirowany medycyną predyktywną. Pozwala on odzyskać jej optymalną jakość i młodszy wygląd. W skład tej linii wchodzą cztery rodzaje kuracji i odżywczy krem antyoksydacyjny. 


Postanowiłam się skusić i wypróbować pewne trio łagodzące zaczerwienienia. W jego skład wchodzą dwie kuracje w postaci serum + krem do twarzy. 


Wszystkie produkty prezentują się bardzo elegancko. Nie ukrywam, że cieszą moje oczy.

Tuż po demakijażu twarzy nakładam kurację łagodząca zaczerwienienia w postaci serum. Jest idealna dla skóry wrażliwej i podrażnionej, czyli takiej, jaką właśnie ja posiadam.


Do wykorzystania mamy 15 ml, które aplikujemy za pomocą wygodnej i praktycznej pipetki.  


Celem tego serum jest:
- natychmiastowy komfort,
- ukojenie,
- nawilżenie,
- przywrócenie skórze naturalnego blasku.


Jakie działanie mają aktywne składniki?: 
ekstrakt z czerwonych mikroalg zmniejsza zaczerwienienia i pobudza regenerację naskórka, poprawiając wygląd skóry,
witamina E chroni skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, ograniczając powstawanie podrażnień,
olej z wiesiołka i pachnotki, bogate w kwasy tłuszczowe – minimalizują uczucie swędzenia, przynosząc skórze ukojenie.


Sera zazwyczaj mają bardzo lekką formułę. Tutaj się zaskoczyłam, ponieważ tuż po aplikacji nie tylko bardzo szybko się wchłania, ale fantastycznie nawilża. Ma delikatny zapach. Takie właśnie lubię. Na szczęście nic mnie nie piekło.

Naprzemiennie z powyższym produktem sięgam także po kurację rozświetlającą.


Tutaj również mamy buteleczkę z pipetą. 


Jak już sama nazwa wskazuje celem tejże kuracji jest przywrócenie skórze naturalnego, wewnętrznego blasku. Ma ona wyglądać promienie i młodo.

W jej skład wchodzą:
witamina E, zwana „witaminą młodości”, która chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników,
witamina C, biorąc udział w procesach syntezy kolagenu, wzmacnia gęstość skóry, wpływając na zmniejszenie widoczności zmarszczek,
Ceramid III generacji wzmacnia i odbudowuje barierę ochronną naskórka, dzięki czemu zatrzymuje wodę w głębszych jego warstwach.

Konsystencja tego serum jest nieco inna, bardziej gęstsza. A zapach - jest cudowny. Chłonność trwa dosłownie sekundy. Mimo, że formuła jest bogatsza, to jednak tuż po nałożeniu czuję lekkie ściągnięcie na skórze. Także zaraz po muszę wklepać sobie krem.

Ostatnią pozycją jest krem antyoksydacyjny na dzień. 


Ma on utrzymać naszą skórę w odpowiedniej kondycji. Aby wyglądała na świeżą i promienną. Substancje aktywne o działaniu antyoksydacyjnym i filtr UV opóźniają i zapobiegają niekorzystnym zmianom, które związane są z procesem starzenia i fotostarzenia się skóry. 

Jak działają składniki?:
witaminy E+C oraz koenzym Q10, dobrze znane i cenione antyoksydanty, chronią skórę przed szkodliwym działaniem czynników przyspieszających jej starzenie się,
SkinIQ complex wyrównuje koloryt skóry i zapobiega powstawaniu przebarwień, a także doskonale odnawia i wygładza cerę,
olej ryżowy, bogaty w antyoksydanty i odżywcze kwasy tłuszczowe, pobudza skórę do regeneracji.


Krem ten zamknięty jest w szklanym słoiczku w ilości 50 ml. Jego konsystencja również jest lekka. Obawiałam się, że nie da mi w zamian odpowiedniego nawilżenia. Ale to było mylne odczucie. Troszkę go ubyło, ale jak na tak lekką formułę muszę się przyznać, że jest bardzo wydajny. Odpowiada mi. Póki co stosuję tylko tą całą serię na co dzień i jestem mile zaskoczona efektem.


Jakie zatem są wnioski? Stosując wszystkie trzy kosmetyki uzyskałam przede wszystkim jednolity kolor cery na twarzy. Wreszcie. Domyślacie się, że na tym mi najbardziej zależało. Dobrze wiecie, że mam problemy z zaczerwieniami. Zazwyczaj pojawiają się w okolicach nosa, na policzkach i czole.  Trio jak dla mnie jest bardzo wydajne. Zresztą firmie AA ufam od kilkunastu lat. Podobnie, jak moja mama, która uwielbia ich kremy do twarzy. Także śmiało polecam taki spersonalizowany program. Wystarczy tylko odpowiednio dobrać kosmetyki do swoich potrzeb.

Kończąc chciałabym podziękować Michałowi (Twoje Źródło Urody), który zaproponował mi te nowości. Od 15 lat związany jest z kosmetologią zarówno praktycznie, jak i teoretycznie. Wiedziałam, że jego propozycja wypróbowania tej serii mnie nie zawiedzie.


Dresslily - niezbędne gadżety do domu

Dresslily - niezbędne gadżety do domu

Jakiś czas temu na stronie Dresslily zamówiłam sobie 3 rzeczy. Zdziwił mnie dość krótki czas oczekiwania na paczkę. Trwało to niecałe 2 tygodnie.

Nie zdecydowałam się na ubrania, bo zaś bym się rozczarowała. Standardowo wskoczyłam w dział home i tam jak zwykle na długi czas się zatrzymałam. Niestety bardzo dużo widocznych na stronie rzeczy było wyprzedanych.

Z braku laku zamówiłam kartę pamięci Micro SD 32 GB.  Takich gadżetów nigdy dość.


Upragniona wiosna delikatnie wchodzi w życie, a co za tym idzie - wreszcie rozpoczniemy wycieczki rowerowe. Syn na ramie rowerowej często montuje sobie kamerkę. Aby móc nagrywać filmiki o dobrej jakości, w wersji HD, potrzebna nam karta właśnie o tej pojemności. Póki co nic się nie zawiesza, dobrze odtwarza, także nie mogę narzekać. To była dobra decyzja.


Bezprzewodowe słuchawki wędrują u nas w domu od pokoju do pokoju. Mój Maciek chciał nowe, koniecznie z możliwością łączenia się z urządzeniami poprzez bluetooth. Z wszystkich ofert dostępne były tylko te, białe - nx - 8252 Wireless Bluetooth Headset.


Nauszniki dla osoby dorosłej są za małe. Wielkością pasują właśnie na uszy dziecka.


Można je podłączyć np. do telefonu za pomocą kabla i przez bluetooth. Dobrze wiemy, że to drugie to najlepsza i najwygodniejsza opcja, bo po co się mieszać w kablach. Cały problem polega niestety na tym, że łącząc się przez tą formą strasznie muli internet. Kiedy je podłączymy pod kabel wszystko jest w porządku. Także tego... może nie będę tego komentować.

Ładujemy je za pomocą kabla USB, na szczęście ta opcja działa. Wyładowanie baterii sygnalizują nam diody, które naprzemiennie świecą w kolorach niebiesko-czerwonym.

Najzabawniejsze jest jednak coś, co właściwie niedawno odkryłam. Niestety nie miałam okazji im się dokładnie przyjrzeć, ponieważ Macio się z nimi nie rozstaje. Okazuje się również, że mają wbudowany mikrofon, więc spokojnie można odbierać połączenia. Super sprawa.


Poza tym fajnie się składają, dzięki czemu zajmują nam bardzo mało miejsca.


Dla odmiany zapragnęło mi się także zegarka. Przyznaję się bez bicia - jestem zegarkomaniaczką. Ale nie spodziewałam się, że to coś, co wybrałam, będzie aż tak bycze.


Mowa o SMAEL Digital Backlight Alarm Watch Men Military. Niby for men, ale co to za różnica. Mam 4 zegarki SMAEL, w tym jeden biały że niby dla mężczyzn, a go noszę.

Tarcza jest ogromna. Oczywiście standardowo jest wodoodporny, podświetlany na zielono itd. Z tego, co teraz widzę, dostępny jest kolor czarny, który chcieliśmy wówczas zamówić. 



It's time to refresh your wardrobe! DressLily prepare the best high-quality but low-prices products for You, make You free under all occasion for Monday to Friday. 

Use code: "DLAnniversary" with 12 % discount,
Use code: "DLAnniversary" for all order with over 25USD save 3USD,
Use code: "DLAnniversary" for all order with over 50USD save 6USD,
Use code: "DLAnniversary" for all order with over 100USD save 12USD.

piątek, 22 marca 2019

EAU THERMALE Avène Hydrance - ultralekki krem do twarzy dla cery wrażliwej

EAU THERMALE Avène Hydrance - ultralekki krem do twarzy dla cery wrażliwej

Dość dawno wykończyłam pewien krem do twarzy i pomyślałam sobie, że warto o nim tutaj wspomnieć.

Postawiłam na Avène - podobno należy do ścisłej czołówki wiodących dermokosmetycznych marek w Europie.

Sięgnęłam po EAU THERMALE Avène Hydrance - Emulsion hydratante. Brzmi troszkę skomplikowanie, ale w skrócie to nic innego, jak emulsja nawilżająca o bardzo lekkiej, delikatnej konsystencji.


Szczególnie polecana jest dla osób z cerą wrażliwą, normalną i mieszaną, ze wskazaniem dla skóry odwodnionej i szorstkiej, która powoduje uczucie dyskomfortu. 

Woda termalna Avène, czyli serce marki, a tym samym główny składnik kosmetyków, jest nieustannie poddawana testom, które potwierdzają jej jakość i właściwości. Ma ona wniknąć w głąb skóry i zminimalizować stopniowo utratę wody, jednocześnie fundując jej odpowiednie nawilżenie.

Mi najwidoczniej tego brakowało, skoro mimo suchość skóry akurat ta pozycja świetnie się sprawdziła. Są tego pewne przyczyny, chociażby zbyt suche w okresie zimowym powietrze, stąd być może widzę takie superlatywy.


Emulsja zamknięta jest w tubce. Do zużycia mamy tutaj tylko 40 ml. Potrafiłam nawet kilka razy dziennie po nią sięgać, dlatego moja przygoda z tym produktem równie zbyt szybko się skończyła. Pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie. 


Nie spotkałam się dotąd z tak fajnym kosmetykiem do twarzy, który zapewnia błyskawiczne i intensywne nawilżenie. Oryginalna, lekka, nietłusta formuła tej emulsji pozwala natychmiast odświeżyć nam skórę. Daje bardzo szybkie ukojenie. Sprawia, że skóra staje się gładka, delikatna i świeża. W moim przypadku emulsja ta sprawdziła się w 100%. Nie bez powodu polecam produkty, które są godne uwagi. Ten jak najbardziej na to zasługuje.


Znacie kosmetyki Avène?
A może znacie inne, godne polecenia kosmetyki tej firmy?

niedziela, 17 marca 2019

Superjuice 6000 mAh - 4gsm.pl - po co nam power bank??

Superjuice 6000 mAh  - 4gsm.pl - po co nam power bank??

W dzisiejszych czasach jesteśmy w posiadaniu coraz to większej ilości rzeczy, które ładowane są przy pomocy kabla USB. Niby fajnie, aczkolwiek z drugiej strony technologia XXI wieku trochę mnie przeraża.

Telefony komórkowe, tablety, głośniki bezprzewodowe, wodoodporna kamera, mp3, szczoteczka soniczna, słuchawki, kilka zdalnie sterowanych aut zabawkowych ... - myślę, że jeszcze bym coś tam w domu znalazła.


Jedno jest pewne: rozładowany w terenie telefon to istny dramat. Zdarzała mi się już taka sytuacja kilka razy, ba, nawet i kilkanaście razy. 

Dlatego postanowiłam zaopatrzyć się w pewne mini urządzenie. Cóż to takiego?... Na myśli mam oczywiście powerbank, który zamówiłam na stronie www.4gsm.pl


To nic innego, jak przenośna ładowarka, nazywana również bankiem zapasowej energii

Zdecydowałam się na model SUPERJUICE 6000mAh.
Przyjechał do mnie odpowiednio zabezpieczony w plastikowym opakowaniu.


Nie ma opcji, aby dotarł do nas uszkodzony.


Kształtem i wielkością urządzenie to przypomina smartfona. Ma różowy kolor, co może niektórym z nas ułatwić znalezienie go w torebce. W każdym razie są jeszcze w niebieskim odcieniu.


Posiada silikonową obudowę, jednak niech Was to nie zmyli. Można zalać gniazdka, więc bym nie ryzykowała.

Plusem jest fakt, że jest małe, dzięki czemu bez problemu możemy nosić go w torebce, plecaku, czy nawet w kieszeni. Grunt, że zawsze możemy mieć przy sobie.


W środku tego akurat powerbanku znajduje się bateria litowo-jonowa, czyli taka sama, jak w smartfonach, tyle, że o znacznie większej pojemności (przeciętny smartfon ma od 2000 do 3500 miliampergodzin - mAh). 

 Pojemność akumulatora wynosi 6000 mAh. Zaś npięcie ładowania to 5V.


Wyjątkiem tego powerbanku są wejścia/wyjścia, potocznie mówiąc - w tym przypadku "gniazdka" podające moc: 
- wejście Micro USB (DC 5V - 1 A), 
- wyjście: kabel Micro USB 
(5V - 2.4A, 9V - 1.67A , 12V - 1.25A), 
- wyjście USB: 5V - 2.4A.



W zestawie mamy również kabel USB służący do naładowania powerbanku. Schowany został w małe kartonowe opakowanie.
Ładujemy to dość długo, a mianowicie około 6-7 godzin (1A).


Spotkałam się z kilkoma recenzjami tego modelu, ale nikt nie napisał, jak kontrolować stan naładowania energią samego powerbanku? Skąd mam wiedzieć, kiedy bateria mi się wyczerpała? 

To proste. Wystarczy delikatnie wstrząsnąć, a wbudowane cztery świecące diody Led wskażą nam, na ile mamy możliwość skorzystania jego mocy:
- 4 Ledy to >75%,
- 3 Ledy to  mniej niż ≤ 75%,
- 2 Ledy to ≤ 50%,
- 1 Led to ≤ 25%.


Także jeśli jesteście odcięci od gniazdkowego zasilania to taka opcja jak najbardziej się sprawdza. Pamiętajcie tylko, że laptopa tym już nie naładujemy. Niemniej jednak uważam, że jest to niezbędny gadżet.

Copyright © 2016 Ewuczka recenzuje , Blogger